Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkactwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tkactwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Chustotkanie, chusty HW - FAQ

Wakacje powoli mijają, ja wracam do rzeczywistości, a mając chwilę wolnego czasu (bo prawie wszystkie dzieci w ilości sztuk ośmiu, wyjechały w swoje własne lub babcine pielesze), zdecydowałam wreszcie zrobić to co już dawno powinno być zrobione.
Podziękowania przyjmuję w procentach ;)

Słowem wstępu, to poniższy artykuł dotyczy najczęściej zadawanych pytań odnośnie ręcznie tkanych chust. Choć niekoniecznie, bo można go odnieść również do innych zamawianych u tkaczy tkanin. Ale głównie chust, bo co tu gadać to one są najważniejsze ;D
Oraz pamiętajcie, że są to moje własne subiektywne opinie o sprawie, inne tkaczki mogą uważać inaczej, jak ktoś chce to niech pisze polemiki i tyle ;)

Tak więc krótko, najwyżej rozwijać będę się w kolejnych postach.

 Czym właściwie jest chusta tkana ręcznie, chusta HW? 

Jest to kupon tkaniny, służący do noszenia dzieci podobnie jak każdy inny kawał szmaty, dedykowany lub nie. I to mniej więcej tyle podobieństw. Różnic jest więcej. Choćby cena, no cóż coś co jest przygotowywane specjalnie ręcznie tylko w tym celu by nosić twojego okruszka, lub słonika niestety nie może być tanie.
Temat cen to zresztą sprawa absolutnie indywidualna, na ich poziom ma wpływ absolutnie wszystko i nie ma innej opcji jak opierać się w tej kwestii wyłącznie na słowach swojej wybranej tkaczki i jej cenniku. Czyli w dużym skrócie, wy mówicie czego chcecie, a tkacz to wycenia.



Oprócz tego spójrzcie jak wygląda proces tworzenia - jest długi, upierdliwy i bardzo mało elastyczny. Problem z tkaniem jest taki, że tylko do pewnego momentu możecie sobie jako klientki zmieniać zdanie. To nie druty, że narzucisz oczka, ale jak nie pasuje to prujesz i robisz od nowa. Wyjaśnijmy to raz a dobrze - jeśli osnowa, czyli szkielet waszej chusty, jest już gotowa ukręcona, nie daj borze debowy ;), pofarbowana, to pozamiatane, nic już w niej nie zmienimy chyba że ktoś ma ochotę płacić za nową. No odciąć i wyrzucić można, ale to marnotrawstwo koszmarne, no i patrząc na ceny nici to słabo się robi.  Gdy nakładamy osnowę na krosno, to dopóki jej nie skończymy, nie jesteśmy w stanie już nic w niej zmienić, no może oprócz  przeprogramowania wzoru, co niestety nie zostanie przez tkaczkę przywitane z uśmiechem. Bo wiecie osnowa na chustę to od 800 do 2000 nitek, z których każdą trzeba OSOBNO przewlec przez program nicielnic, żeby mógł powstać wzór. Powtarzam - KAŻDĄ NITKĘ BIERZESZ W PALCE, OCZYWIŚCIE W ODPOWIEDNIEJ  ŚCIŚLE USTALONEJ KOLEJNOŚCI I PRZECIĄGASZ JĄ HACZYKIEM PRZEZ OCZKO STRUNY. Więc jeśli macie już swój ukochany custom na krośnie, widzicie i stwierdzacie że nie, że brzydko, że to nie to, to przepraszam bardzo, ale jesteście wy i tkaczka w czarnej dupie. Bo przełożenie wzoru od nowa to minimum dzień pracy, tak z mojego doświadczenia potrzeba na to około 12 dupogodzin, liczonych bez przerw na siku, herbatę i scrollowanie fejsbuka ;) I to w bardzo nieprzyjemnej pochylonej pozycji, od której plecy najchętniej byśmy sobie odkręciły. Całość przygotowania krosna, osnowy, wątku to jakieś 3-4 uczciwe dniówki etatowe, więc mam wielką prośbę byście moje kochane Klientki szanowały czas  pracę waszej tkaczki, bo to jest naprawdę konkretna praca.

Jedna po drugiej...

Podstawowe parametry chust HW to temat rzeka, więc skrótowo polecimy:

Długość: można zwykle zamówić ile tam się chce, tkaczce przekazujemy po prostu że np. chcemy mieć chustę o długosci 4,2m. Ale ponieważ wyliczanie tego nie jest niestety nauką ścisłą, trzeba się liczyć że mogą być jakieś odchyły wynikające z tego że tkanina po zdjęciu z krosna się wykurcza, a różne surowce (nici) mają procent tego wykurczu różny. I może się zdarzyć że wyliczony aptekarsko wątek (kasa, kasa!), wykurczy się bardziej niż było przewidywane i dla informacji wszystkich Klientek - to jest NORMALNE. I  kilka centymetrów po wykurczu mniej, niż przewidywała umowa, nie są podstawą do reklamacji, tym bardziej że tkanina pracuje, kurczy się i rozciąga i naprawdę nie ma się o co pieklić.



Szerokość: tutaj jest podobnie jak w przypadku długości, przy czym bardziej zależy to od tkaczki i tego jakie standardowo robi szerokości i gęstości osnowy, jakie ma krosno, jak dobija etc. Istnieje coś takiego jak szerokość nominalna na krośnie, ale jest to wyłącznie wartość wyjściowa i tkanina o szerokości nominalnej 80cm może po zdjęciu, wykończeniu i wypraniu mieć od 60 do 75cm. Przy czym indywidualne cechy tkaczki to około 5-6cm natomiast pozostałe to cechy materiału wątku i osnowy. I takie wahania są całkowicie NORMALNE. Dlatego jeśli np. lubicie szerokie chusty, to dogadajcie się z tkaczką z jakiej nominalnej szerokości startuje i jaka może być przewidywana strata, przy ustalonych materiałach, żeby nie było niepotrzebnych pretensji i niezrozumienia. Takie rzeczy trzeba po prostu wyraźnie komunikować.

Len

Nośność: cóż można napisać o czymś tak efemerycznym, jak indywidualne odczucia ;) Pozostaje mi jedynie powiedzieć tylko tyle że to kwestie przewidywalne tylko i wyłącznie przy w miarę prostych składach i splotach. Wtedy wiadomo że mało elastyczne przędze jak len, konopie, cotolin, będą bardziej nośne niż elastyczne, jak wszelkie wełny, kaszmiry, alpaki, wiskozy itd  W momencie gdy zaczynacie kombinować ze skomplikowanym składem, który obejmuje wiele rodzajów nici, często przędz o mieszanych włóknach, to przewidywalność się sypie. A jeśli dodamy do tego eksperymentowanie z wymyślnym splotem, to już w ogóle możemy się zdziwić. Jeśli więc jesteś mamą, której pędrak obrywa ramiona w plecaku, i nośność jest dla ciebie głównym czynnikiem decydującym, to mogę Ci jedynie doradzić byś trzymała się prostych składów i splotów przy zamawianiu chusty.

Gęstość-gramatura: tutaj też wyłącznie należy rozmawiać z tkaczką, bo są to elementy opcjonalne i to od tego co sobie ustalicie w toku projektowania, to będziecie mieli. I także nie jest to nauka ścisła, więc trzeba przyjąć do wiadomości istnienie pewnych odchyleń od przewidywań.
Oraz co ważne, nigdy nie ma co porównywać gramatury i gęstości do chust tkanych maszynowo. Nie ma to w ogóle przełożenia, nie da się porównać, także spokojnie możemy odpuścić tą kwestię ;)
Kocyk :-)

Przędze:
 tutaj to sky is the limit. Ktokolwiek zobaczył w życiu składy HW, ten wie że to nie przesada, cuda na kiju, wianki na miotle i pierdzące tęczą jednorożce to norma ;) Ale ważne są dwie rzeczy - możesz mieć magiczny skład, a chusta z jakiegoś powodu nie spełni twoich oczekiwań. A inna zrobiona niewymyślnie może być dla Ciebie cudem nad cudami. Nie ma na to reguły niestety, wymyślne składy nie gwarantują idealnej chusty z prostego powodu - każda z nas jest inna i lubi co innego. A to co kto lubi w chustach, to sprawa bardzo indywidualna.
I druga bardzo ważna rzecz - nawet tak niecenione ostatnio chusty HW z bawełny, są tkane ze znacznie lepszych jakościowo przędz, niż chusty maszynowe. Bawełna której używamy, to naprawdę najlepsze gatunki i nie można jej porównywać z fabrycznymi.
Oczywiście mogą się zdarzyć wypadki, gdy przędza z jakiegoś powodu nie wytrzymuje, mechaci się, zrywa i ogólnie nie trzyma parametrów, ale jest to naprawdę margines marginesu, zdarza się bardzo rzadko i jak najbardziej podlega pod reklamację u tkaczki. Przy czym mówię tu wyłącznie o dużych wadach, nie o tym że wylazła końcówka wątku, albo coś się zahaczyło ;)



Sploty:
Czyli to jak będzie wyglądała powierzchnia naszej tkaniny.

Prawda nr.1 - splot prosty jest ok :) To co napisałam o przędzach powyżej, łączy się także i z tym tematem. Po prostu nici używane w tkactwie ręcznym, są zupełnie inne niż w chustach maszynowych. Inne są także gęstości tkaniny oraz trochę tkackiej magii, które razem sprawiają, że splot prosty w HW pracuje bez zarzutu i naprawdę nie trzeba się go obawiać :) W porównaniu z splotem skośnym, jest nieco bardziej sztywny i zwięzły, ale przez to niezwykle nośny. Tak więc jeśli poszukujesz czegoś mocnego, co utrzyma tonę bagażu,  to splot prosty jest dla ciebie ;)


Prawda nr.2 - sploty skośne są ok :) Przy czym przez sploty skośne rozumiem tu właściwie wszystko co jest zaprojektowane na bazie twilli, czyli od jodełki zaczynając, diamenty, serduszka, crackle na każdą ilość nicielnic, wszelkie wariacje twilla mw, itd. Znakomita większość chust HW jest tkana właśnie jakąś odmianą splotu skośnego. Jest bardziej elastyczny niż splot prosty, i przez to lepiej się naddaje, ale kosztem zwięzłości. No i zwykle jest bardzo dekoracyjny, można uzyskać ciekawą ornamentykę.

Tutaj może jeszcze zasygnalizuję rozbieżność w rozumiemu pojęcia splotu, pomiędzy Klientką a Tkaczką. Otóż wy widzicie głównie to jak dany splot wygląda, czy wam się podoba, czy nie, czy jest dekoracyjny itp. Tkaczka natomiast widzi głównie konstrukcję, to czy jej zdaniem dany splot się sprawdzi, czy ma duże przeploty (luźne niezwiązane kawałki wątku), jest przyjemny w tkaniu i programowaniu. I tutaj możemy płynnie na chwilę przeskoczyć do:

Prawda nr.3 - czyli ilość nicielnic i poziom skomplikowania splotu nie ma aż takiego znaczenia użytkowego jak się wydaje.
Bo żeby wszystko było jasne, nicielnice to jest baza programu naszego wzoru. Czyli taki jakby hardware, komputer, do którego wprowadzamy program naszego tkania. Poziom skomplikowania naszego splotu zależy od tego jak rozbudowany mamy komputer tfu krosno ;) czyli im więcej nicielnic tym bardziej skomplikowane wzory możemy robić.  Minimalna ilość nicielnic do tkania w ogóle, to dwie, przy tkaniu chust przyjmuje się raczej cztery, standardem obecnie jest jak mi się wydaje, osiem nicielnic. Już przy dwóch i  czterech nicielnicach, można utkać chustę idealną dla siebie, tak naprawdę wszystko ponad to to już jest kosmetyka, wygląd, blichtr, ornamenty i fajerwerki. Oczywiście jeśli jest możliwość tworzenia bardzo pięknych ornamentów na dużej ilości nicielnic to fajnie i czemu nie skorzystać, ale to nie jest konieczne do stworzenia chusty marzeń :)
Cztery nicielnice wystarczą ;)

I teraz
Prawda nr.4 -
czyli odrobinka techniki, bo czasem pytacie dlaczego tych nicielnic nie napakować do krosna ile wlezie, skoro im więcej tym fajniej? Otóż krosno to drewniana maszyna. Nicielnica to dwa  kawały kija na których zawieszamy struny z oczkiem (przez nie przeciąga się końcówki nici). Jak już mamy wszystko zawieszone w krośnie, to musimy jeszcze podwiązać nasze nicielnice do pedałów/ tredli. Oszczędzę tutaj marudzenia o trudach regulacji pierdyliona sznurków. W każdym bądź razie powiedzcie mi jak myślicie, ile drewnianych pedałów zmieści się pod warsztatem o szerokości około jednego metra? I to tak żeby tkaczka mogła sensownie sięgnąć stopą i nacisnąć by uzyskać wzór? A nacisk musi być spory, porównywalny z jazdą na rowerze, na średniej przerzutce. A trochę napedałować się trzeba bo przerzutów wątku w chuście jest minimum 8 na 1cm długości chusty. Czyli około 80 na 10cm.  Im więcej nicielnic, tym też cały system więcej waży i ciężej chodzi. A i trzeba pamiętać o sekwencji wzoru, czyli o właściwej kolejności naciskania, gdyż lepiej żeby nasza hipotetyczna tkaczka ;) się nie myliła i nie wyszedł jej fristajl w tkaninie ;) W tym celu musi wiedzieć który pedał jest który i móc go odnaleźć stopą bez ciągłego gapienia się pod krosno. No więc podpowiem, że z doświadczeń moich i koleżanek wynika, że maksymalna rozsądna ilość nicielnic/ pedałów do upchnięcia i ogarnięcia czysto fizycznie, to 10. Dlatego gdy rozglądacie się w poszukiwaniu wzorów które wam się podobają, pamiętajcie by nie przekraczać możliwości technicznych oferowanych przez waszą tkaczkę :)

8 nicielnic 

Ale trzeba też pamiętać, że nie samymi splotami tkanina stoi bo dochodzimy do kolejnej kwestii mającej kluczowe znaczenie dla naszej chusty czyli do kolorystyki :)  O ile w przypadku wyboru kolorów, z gotowego próbnika przędzalni sprawa jest dosyć prosta, to konkretne problemy zaczynają się gdy wchodzimy na śliski temat...

Farbowania:
Chyba najtrudniejsze zagadnienie ze wszystkich, bo obejmuje niezwykle efemeryczne sprawy. Zacznijmy od tego, że FARBOWANIE NIE JEST POWTARZALNE
NIGDY
Można uzyskać efekty zbliżone, lub prawie identyczne, ale to że udało nam się to raz, to nie znaczy, że kolejny też się uda. I to dotyczy nie tylko bardzo popularnego farbowania ręcznego, ale także normalnych nici fabrycznych. Zresztą nie tylko nici, te z was które zajmują się np. szyciem, to wiedzą jakim problemem jest dokupienie tkaniny, której zabrakło. Wiecie o tym, że trzeba wtedy szukać materiału z tej samej partii farbowania, bo inaczej mamy klopsa. I to jest nawiasem mówiąc standardowy problem nawet dużych fabryk, szwalni czy dziewiarni. Sama pamiętam, jak w szwalni w której pracowałam zabrakło kilku metrów do dużego zamówienia. Siedziałam wtedy z koleżanką w magazynie i z łzami w oczach oglądałyśmy kolejne zadrukowane belki tkanin kamuflażowych (szwalnia była wojskowa), które z założenia były takie same. I żadna nie pasowała do tego co potrzebowałyśmy, ani do siebie nawzajem. I to były naprawdę drogie, świetnej jakości cordury, od światowej klasy producenta. I jeśli takiej światowej klasy producent, nie jest w stanie zagwarantować powtarzalności farbowań, to proszę nie wymagać tego od chałupniczek jakimi są  tkaczki.
Profesjonany warsztat farbiarki ;)
Dlatego też farbowania ręczne nie podlegają reklamacji z gatunku "kolor mi się nie podoba" "nie wyszło jak myślałam" itd  Przy ocenianiu kolorystyki tkaniny, bierzcie też proszę poprawkę na to, że ekrany i wyświetlacze przekłamują kolory, a ich odbiór zależy od oświetlenia, połysku przędzy, splotu, a nawet barw sąsiednich które emanują i wpływają na siebie nawzajem.
Także nie wszystko da się osiągnąć na każdym materiale. Ot prosty przykład - dostaję foto z netu pięknej chusty, kolory wypalają oczy, do tego lekki połysk, aż ślinka cieknie. I prośba klientki, zrób mi taką, ale z bawełny no wiesz budżet i te sprawy O_o. Ekhemkhemkhem. No niestety rzut oka na skład i już wiadomo, że tkanina z inspiracji jest jedwabna. NIE DA SIĘ OSIĄGNĄĆ EFEKTÓW KOLORYSTYCZNYCH JEDWABIU NA BAWEŁNIE. No i w sumie tyle w temacie. Pomijając nawet to że zdjęcia na instagramie/fb często mają bardzo  podrasowane kolory w stosunku do rzeczywistości, to po prostu technicznie tego się nie da zrobić.
Zapamiętajcie sobie po prostu, że każdy materiał inaczej przyjmuje barwnik, inaczej go wiąże, ma jakby inną pojemność/chłonność farby. I tego się nie da przeskoczyć. Jeśli więc przysyłacie jedwabną inspirację, to pamiętajcie że dobrze byłoby trzymać się także składu surowcowego i nie oczekiwać cudów w wersji budżetowej ;)

Do tego...
NIKT NIE POWTÓRZY farbowania innej osoby. Nawet jeśli by chciał, co w sumie podpada pod plagiat, to nie da się zrobić tego technicznie, bo farbowania ręczne to nie tylko nasypanie farby i zamoczenie w niej nitek. To lata pracy, wypraktykowane schematy, wyliczenia i algorytmy, czasem magia i fengszui ;)  farbiarki. Tak więc nie ma sensu prosić tkaczkę o powtórzenie czegoś. Szkoda w ogóle na to czasu.
Inspiracja owszem, kopia zdecydowanie nie.


Terminy: legendy krążące w kuluarach forów chustowych ;) , mówią o jakichś koszmarnie długich terminach oczekiwania, np rok i dłużej. Realia są nieco inne, ale pewnie nie zdziwi was jeśli powiem że wszystko zależy od tkacza. Są tacy co faktycznie mają kolejki na dwa lata do przodu, ale bywa że znajdą się osoby, które praktycznie od ręki są wam w stanie zrobić chustę. Po prostu jak to w życiu, by zapisać się do "gwiazdy" ;) trzeba swoje odczekać, ale spokojnie możemy znaleźć też kompetentną osobę nie tak zawaloną pracą. Jednak nawet określenie "od ręki" nie oznacza że dziś zamówisz, a jutro dostaniesz gotowy produkt. Niestety, to praca ręczna i swoje trzeba odczekać. Realistycznie patrząc około 2 tygodni to niesamowicie krótki termin wykonania, więc tak czy siak musicie się uzbroić w cierpliwość. Czas oczekiwania oczywiście się wydłuża, gdy w waszej chuście mają się znaleźć jakieś specjalne przędze lub/oraz ręczne farbowanie (nie każda tkaczka farbuje sama, a kolejki u farbiarek też miewają kilometry;)).
 Także dłuższe terminy będą mieć chusty typu CUSTOM (czyli projektowane wraz z tkaczką od początku do końca) niż SEMI-CUSTOM (gdy niejako dołączasz do osnowy zaprojektowanej dla kogoś i możesz sobie zwykle wybrać kolor i materiał wątku).
Zanim zamówisz sobie termin, to zastanów się dobrze czy czas oczekiwania u danego rzemieślnika nie jest za długi/ zbyt krótki, czy w przypadku krótkiego terminu dysponujesz odpowiednim zasobem gotówki lub w przypadku długiego czy za rok nadal będziesz tej chusty tak pragnąć jak w tym momencie. Moralizować nie zamierzam, jedynie radzę dobrze przemyśleć decyzje i wybory :)

I teraz sprawa najostatniejsza czyli REKLAMACJE 
Temat bardzo drażliwy i nieprzyjemny. Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem zwrócenia się o opinię prawną w tej kwestii, by móc to przedstawić ładnym urzędowym bełkotem ;) ale coś nie mogę się zebrać, więc uzupełnię to gdy będę miała gotową odpowiedź. A na razie zaznaczę tylko iż cokolwiek zamawiacie u tkaczki, specjalnie dla siebie, to nie obowiązują przepisy o tych wszystkich zwrotach bez podania przyczyn, sprzedaży wysyłkowej, zmianach zdania itd Po prostu rzecz wykonana na ZAMÓWIENIE musi być przyjęta z całym dobrodziejstwem inwentarza i trzeba by udowodnić że faktycznie została wykonana wadliwie by tego typu reklamacja została uznana.  Złożenie zamówienia, jest jednoznaczne z zobowiązaniem zapłaty za dany towar. Praktyka MOŻE być inna, zależy od tego jak się z tkaczką dogadacie, ale prawna podstawa jest pewna.
Tak więc zanim zaklepiecie sobie termin, to proszę o solidne przemyślenie, gdyż jest to normalna umowa która będzie was obowiązywać bez brania pod uwagę aktualnego widzimisię.
Tak samo jeśli wpłaciłyście zadatek na poczet przyszłego tkania, to w wyniku waszej rezygnacji ta kwota przepada. Jest to jakby zabezpieczenie dla rzemieślnika, który musi sobie przecież ustawić harmonogram prac, dostaw i z tych pieniędzy będą pokrywane ewentualne koszty które już poniósł - zakup materiałów, wstępne przygotowanie projektu, zamówienia które już złożył np u farbiarki itd.
Także apeluję o rozwagę bo to są poważne kwestie i nie jest dobrze podejmować taką decyzję pod wpływem jakiejś chwilowej zachcianki.

--------------------------------------------------------------------

Miało być krótko, a właśnie mózg mi wybuchł ;)

Powyższy artykuł jest właściwie tylko zarysem, tego ogromu informacji, które chciałabym wam przekazać.
Ale zdecydowałam się na ten moment skończyć, to co powyżej przeczytaliście powinno nieco rozjaśnić jak i o czym rozmawiać z tkaczkami o zamawianych chustach.
 Od czego zacząć, na co zwrócić uwagę.
Jednocześnie pamiętajcie, że to tylko mój subiektywny przekaz i na cokolwiek się zdecydujecie, to z waszą WYBRANĄ tkaczką musicie ustalić szczegóły i to ona wam ostatecznie powie co się da zrobić, a co nie. Dlatego proszę nie traktujcie powyższego tekstu jak jakiejś nienaruszalnej i jedynej wykładni prawdy.
Ilość opcji w przypadku  tkanin HW,  jest ogromna i niezwykle przytłaczająca, zwłaszcza osoby początkujące w temacie. Gdy więc pogubiliście się w tym gąszczu, to  moja rada jest by zastosować  brzytwę Ockhama - upraszczajcie waszą wizję. To oczywiście moje prywatne zdanie, ale widzę, że często pomaga w przypadku takiej tyranii wyboru i dobrze wtedy sobie przypomnieć że lepsze jest wrogiem dobrego i może czasem lepiej nieco przystopować, żeby zwyczajnie  nie przedobrzyć
Poza tym pamiętajcie proszę o komunikacji. Ale nie takiej komunikacji, w której zarzucacie tkaczkę co chwila innymi pomysłami i "inspiracjami". Albo ciągle zmieniacie zdanie. Coś takiego tylko zamydla obraz waszych pragnień, a tkaczka jest tylko człowiekiem i nie wie co tak naprawdę jest dla was najważniejsze, w dodatku by przekuć waszą wizję na rzeczywistość potrzebuje konkretów. Oraz co najważniejsze - NIE SIEDZI W WASZYCH GŁOWACH. Nie umiemy czytać w myślach, ani zgadywać odczuć. Więc jeśli nie przekażecie nam prosto i wyraźnie czego potrzebujecie, to my tego nie będziemy wiedzieć. A błądzenie po omacku, obijanie się wokół czyichś skojarzeń i wizji z netu też nie pomaga. Tak więc to o co proszę najbardziej - zanim ruszy cała machina z projektowaniem i tkaniem, najpierw ustalcie same ze sobą czego oczekujecie. Taki punkt wyjścia, od którego będzie można zacząć. Zanim technicznie przekroczy się punkt bez odwrotu (ale to zabrzmiało ;D) o którym pisałam w pierwszym akapicie.  Bo to dla was robimy to co robimy i wszyscy chcemy żebyście były zadowolone z efektu :) A nie ma nic gorszego niż ta niepewność, czy się udało utrafić w wizję. Dla nas to też jest wbrew pozorom duży stres, ta chwila gdy paczka dochodzi i zostaje rozpakowana to wyrzut adrenaliny jak na rollercoasterze.



Moje osobiste motto brzmi "Prostota jest wskazówką" i tego staram się trzymać zarówno w moich projektach jak i w życiu, i wam także życzę by wasze wybory były przyjemne i satysfakcjonujące :)

Zapraszam was oczywiście do komentowania, powyższy tekst będzie miał  z założenia charakter otwarty i edytowalny i chciałabym móc go uzupełniać. Ale o to czym go uzupełnić, to chciałabym się dowiedzieć od Was, więc nie krępujcie się, komentujcie i zadawajcie pytania. Postaram się stanąć na wysokości zadania :)





A ciąg dalszy na pewno nastąpi :D






piątek, 28 września 2018

Reaktywacja?!



Zajrzałam tu z myślą o ewentualnej reaktywacji bloga.
Ale chyba miotełka ni starczy do eksmitowania ponad dwuletnich pajęczyn, muszę jednak wziąć odkurzacz ;)

Przez te dwa lata od ostatniego posta, sporo się u mnie zmieniło i zastanawiam się czy warto sprzątać ten kurz?
Reanimować trupa?
A może jednak przytachać mopa, odmalować ściany i gdzieniegdzie ustawić badyle w doniczkach?
Oczywiście ustawić je wokół krosien...





niedziela, 3 lipca 2016

Manuba - Odzyskane Rzemiosło

No to jeszcze tutaj podlinkuję dla pamięci :)

Film nakręcony w ramach Projektu Manuba - Rzemiosło Odzyskane dla Gdynia Design Days 2016

W projekcie tym mogłam pracować dzięki Paulinie Ryń z Grupy Projektowej Razy2 i pod jej przewodnictwem.



Niesamowite i ubogacające doświadczenie.

A wkrótce (mam nadzieję) także zdjęcia kolekcji które przygotowywałam.

czwartek, 23 czerwca 2016

Projekt Manuba - technikalia


Podsumowanie techniczne projektu dla GDD 2016

Ponieważ zwykle wychodzą mi rozwlekłe elaboraty, to tym razem postaram się w miarę krótko i w punktach opisać swoje odkrycia i doświadczenia.
 Post raczej z tych zaawansowanych, w których mam zwyczaj lansować się ;) specjalistycznym słownictwem i możliwie dużą ilością hermetycznych technikaliów ;) Ale żeby było uczciwie to postaram się wszystkie niejasności podlinkować do odpowiednich filmików lub fotek obrazujących o co chodzi :P

no to lecimy


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Zajawka - Gdynia Design Days 2016

Nie ma mnie, nie ma mnie ;)
Ale nie dlatego, że nic nie robię, przeciwnie utknęłam po uszy w pewnym projekcie :)
Z grubsza mogę już sie pochwalić, że biorę udział w przygotowaniu Wystawy Manuba - Odzyskane Rzemiosło, w ramach festiwalu Gdynia Design Days 2016

W dużym skrócie, wystawę do której miałam przyjemność przygotowywać kilka eksponatów, można będzie obejrzeć w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w dniach  1-10 Lipca.

Za dużo nie będę tu opisywać co i jak :)
Zainteresowanych odsyłam do stron GDD i naturalnie do samej wystawy.

Przez ów projekt utknęłam na amen, ale muszę przyznać, że jest to dla mnie niesamowicie inspirujące i rozwijające doświadczenie.  Do tego dostałam okazję by poznać nowe materiały, oraz współpracę z projektantami "od kuchni"
A także rozwinęłam swój warsztat, uzupełniłam braki sprzętowe i nauczyłam się nowych technik.
Generalnie same plusy, bardzo się cieszę, że mam okazję w tym uczestniczyć

Jak już wszysto będzie oficjalne, to na pewno wrzucę zdjęcia z wystawy i nieco więcej opisu z moich zmagań z warsztatem, materiałem, projektami i wszelkimi przygodami ;)

A na razie tylko tyle zajawki  i wracam do roboty

niedziela, 26 lipca 2015

Szmaciaki

No to powracamy do korzeni :)
Szmaciak jaki jest, każdy widzi
Większość z nas może kojarzyć te chodniczki z domów naszych babć, zwłaszcza jeśli mieszkały na wsi.
Tak jak nazwa wskazuje, są wykonane ze szmatek. Szmaty tnie się lub drze na wąskie paski, następnie łączy ze sobą (można albo zszyć albo związać) i używa ich jako wątku na krośnie.
Tak wygląda taka katastrofa ;) tuż po podarciu, teraz trzeba zrobić z tego dłuższe paski.


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

No to wracamy do reko :)

I kolejny większy kupon nawleczony :)
Tym razem będzie zwykły skośny 2/2, z jasnej osnowy i marzannowego wątku :)

A tak to wygląda zanim stanie się tkaniną :)



poniedziałek, 23 lutego 2015

Zaległości :)

No to przyznaję się oficjalnie - skarpety zostały zdziałane na maszynie dziewiarskiej, którą kupiłam jakiś czas temu (jako gratis do zwijarki kłębków ;))
Ostatnio miałam chwilę żeby przy niej usiąść i zacząć rozkminiać i owe skarpetki to owej rozkminy efekt :)

Od tego czasu popełniłam jeszcze jedną parę, taką trochę resztkową :)

O taką:



A poza tym chciałam jeszcze pokazać szalik, który utkałam już jakiś czas temu.
Jest zrobiony z włókna bambusowego czyli sztucznego jedwabiu bambusowego :) Po polskiemu jest to włókno pokrewne wiskozie, czyli celulozowe i w ogole nie przypomina w dotyku akryli i poliestrów. Raczej prawdziwy jedwab, jest dosyć ciężkie, gładkie, lejące i chłodne.
Podoba mi się zarówno to jak się z nim pracowało, jak i sam efekt.
Choć żeby to docenić trzeba by pomacać
Mam jeszcze przędzę na kolejny taki szal, a i już planuję powoli nowe zakupy, więc nie będzie to ostatni taki utkaniec :)



piątek, 16 stycznia 2015

Próba techniczna rekonstrukcji tkanin :) cz.1

Tym razem z mojego malutkiego krosienka, zeszło równe 6mb tkaniny o szerokości 42cm :)
Padłam na pysk ;|

Garść danych technicznych
Splot: jodełka- falka 2/2 
 - Osnowa pojedyncza, niebarwiona, niebielona 100% wełna o grubości 250tex. Gęstość osnowy to 55 nitek na 10cm co daje jakieś 6 nitek na 1cm na surowo i około 9-10 nitek na 1cm po zdjęciu z krosna i wypraniu w pralce na programie "wełna 40 stopni" :) Gdybym dała wyższą temperaturę to zapewne skurcz byłby większy, i podfolowałoby się mocniej. ja jednak chciałam zachować widoczny raport wzoru :)
- Wątek, który w dużej mierze odpowiadał za spore sfolowanie we w sumie niewielkiej temperaturze i delikatnym programie prania, to 100% pojedynczej, bardzo lekko skręconej wełny z owiec górskich. Przędzę zabarwiłam we wrotyczu, jeszcze latem, dosyc długo czekała na wykorzystanie :)
Ponieważ tkanina miała być z założenia bliska "z wyglądu" i techniki wykonania tkaninom wykopaliskowym, stąd to zastosowanie dwóch różnych gatunków wełny - porządna i mocno skręcona "lepsza" na osnowę i lekko skręcona, na puchato na wątek.
Efekt całkiem mi się podoba.






Powyżej widać jak wygląda pełen wałek na małym krośnie. To jeden z najpoważniejszych problemów, ze stołówką, bo po prostu nie da rady zmieścić na niej naprawdę dużych i porządnych nastawów. A przez to tkanie ilości potrzebnych na zestaw ciuchów, to już horror kilkukrotnego osnuwania. W dodatku powyższa tkanina ma zaledwie 42cm szerokości. Jest tak tylko dlatego, że chciałam sprawdzić wydajność tkania na optymalnej szerokości. Możecie zapytać dlaczego nie osnułam na pełną szerokość czyli te 65cm. No to wyjaśniam - przy tej konstrukcji krosna, przesmyk jaki się robi podczas podnoszenia nicielnic jest bardzo niski i mały.  A w dodatku obszar w jakim można pracować w miarę rytmicznie to pomiędzy 5 a 7cm pośrodku obszaru pracy. Poniżej bidło nie dobija wątku jak należy, a powyżej przesmyk jest po prostu zbyt mały i czółenko trzeba przez niego przeciskać a nie przerzucać. Zresztą to przeciskanie jest sporym problemem także w niby "optymalnej" strefie pracy, bo przesmyk jest (jak zresztą napisałam wcześniej) bardzo ciasny w ogóle i przy szerokościach większych niż te czterdzieści parę centymetrów ciężko przerzucić czółenko, zamiast je mozolnie holować :/ A to wpływa na rytm, szybkość i komfort tkania. Kiepsko wpływa na niego także to, że właściwie co chwila trzeba wstawać i kręcić wałami, by nawinąć już gotową tkaninę i zrobić sobie miejsce do dalszej pracy. Dodatkowo pracę spowalnia konieczność operowania klawiszami za pomocą rąk, a nie pedałów (na co mam pewien pomysł, ale na razie nie zdołałam się wybrać do sklepu by zakupić potrzebne utensylia do apgrejdu). Tak więc te nędzne 6mb męczyłam około półtora miesiąca.  Gdybym była zawodową tkaczką, która ma czas siedzieć pełne dniówki przy krośnie to myślę że razem z osnuwaniem zajęłoby mi to 4 może 5 dni :/ A tak na raty to się pochlastać można co najwyżej :/

Co nie zmienia faktu, że jestem w miarę zadowolona.

Teraz jedyny problem jest taki że jest za zimno i nie chce mi się dygać znowu pomiędzy drzewami  żeby zrobić nową osnowę, na kolejny projekt.
Siedem metrów do przodu i siedem metrów do tyłu, pilnując równego napięcia nici, licząc przeloty i klnąc na czym świat stoi ;)
I tak około 360 razy żeby osnuć krosno na pełną szerokość ;|
A to dopiero wstęp do całej operacji ;|
Sama sobie współczuję...

A z tego będzie ciuch.
Jaki jeszcze nie wiem, albo kiecka dla mnie albo tunika dla Blondiego.
Trza w końcu zadać szyku w nowym sezonie,  bo jak do tej pory nic poza małą torbą, własnoręcznie utkanego nie miałam :/


Kontrola Jakości ;-)
A tu po rozwinięciu - oczywiście Inspektor od Spraw Nieważnych na posterunku :)
Był zachwycony tym co spadło na ziemię i dokonał bardzo dokładnej kontroli jakości ;)

czwartek, 20 listopada 2014

Szal skończony

Wreszcie skończyłam szalik z cienkiej 125tex wełny z śladowym dodatkiem poliamidu.
Jak na pierwszą próbkę to tkało się super, ani jedna nitka mi się nie przetarła!
Tylko z brzegów nie jestem zadowolona, ciężko mi było cieniutką i mocno skręconą przedzę opanować by sie nie zawijała. No cóż, chyba trzeba jednak zainwestować w rozpinacz :/

Wyszedł 25cm szerokości i 240cm długości



Zdjęcia obrzydliwe niestety, powoli się łamię, że przydałby się namiot do fotografowania.
I lampy...
I dobry aparat...
No cóż, profesjonalistą nie jestem i nikt z tego strzelał nie będzie.

A kolejna osnowa już nawinięta.
Tym razem będzie rekonstrukcyjnie.
Na CIUCHY!

środa, 29 października 2014

Tkany szalik

Wreszcie udało mi się zwieźć krosno ze wsi.
I nawet je osnułam - próbny szalik z cienkiej pojedynczej wełny 125tex (95% wełna i 5% niewiadomoco)

Na razie początek, więc tylko fotka poglądowa na krosnie.



Jako że przędza ma domieszkę, to nie klasyfikuję tego jako "rekonstrukcji".
Ale spróbujcie znaleźć gdziekolwiek prawdziwą czesaną przędzę 100% :/
NIE MA!
Po prostu takich z różnych powodów się u nas nie produkuje.
No może jakieś dziewiarskie dla hobbystów, ale normalne cienkie przędze tkackie zawsze mają choć niewielki procent domieszki, tzw. dodatek funkcjonalny.
Bo inaczej po prostu maszyny nie dałyby sobie z nimi rady
I tak diabli biorą wszelkie mitologie rekonstrukcyjne, po prostu uznaję że wyżej tyłka nie podskoczę i tyle. 
A na przędzenie tych kilometrów nie mam po prostu czasu.
Ani chęci.

Czy wspominałam, że tego szalika nie zamierzam używać w reko?

No bo przecież nie samą rekonstrukcją żyje człowiek, a ja też chciałabym mieć coś ładnego i zrobionego przez siebie dla siebie.
Jak dobrze pójdzie to może skończę przed zimą.
Bo te cienizny to idą jak przysłowiowa krew z nosa :/



czwartek, 11 września 2014

Resztki...

Raz na jakiś czas, przychodzi taki moment w życiu chomika ooooops ;) rękodzielnika, że zostaje on przysypany "resztkami". U mnie  jest to tysionc pińcet ;) kłębuszków najróżnistszych, większych, mniejszych, szaroburych lub w wariackich kolorach. Grubych i cienkich. Własnoręcznie przędzionych  i kupnych (bo się  akurat  okazja w lumpie trafiła). Do regularnych  prac się nie nadają bo za małe, zbyt sztuczne, niepasujące do niczego. Po n-tym razie jak mi się wysypały z szafki na głowę i rozpełzły po całym pokoju, zdecydowałam że  nadszedł ten moment gdy trzeba COŚ ZROBIĆ. Ponieważ głowa mnie boli na samą myśl o wyrzucaniu "całkiem dobrych przecież" nitek, to zaczęłam te diabelstwa przerabiać na podstawki pod kubki i wazoniki lub serwetki. Pewnie trochę mi to zajmie bo naprawdę duuużo ich mam. Ale to idealna robótka do odstresowania się po kilometrach szarej wrzosówki ;) I nie wymaga dużych nakładów przy przygotowaniu, ani samej pracy. Ot godzinka, dwie roboty  i gotowe :)




 

Technika prościuteńka, zerżnięta z którejś z książek. Albo z jakiegoś bloga. Albo....
Nie wiem i nie pamiętam po prostu, ale polecam każdemu  kto chciałby zacząć zabawę z tkaniem od małych form, bo nie  wymaga praktycznie nakładów finansowych i wielkich drogich krosien. A efekt potrafi wyjść znacznie ładniej niż moje "resztki" ;)

piątek, 15 sierpnia 2014

Zaległości - koce z Hallstatt

Tak se przejrzałam ostatnie posty i właśnie uzmysłowiłam  sobie że w ogóle nie pokazywałam tutaj dwóch największych  robótek z ostatnich miesięcy!
Czyli kocyków dla Celtów :)

Bardziej to stylizacja i inspiracja niż stricte rekonstrukcja (wykonanie na krośnie poziomym, użycie grubej dwojonej wełny, itp), ale chłopakom chyba  podpasowało :)
No i ja sama jestem w miarę zadowolona,  bo jakoś technicznie dałam radę, pomimo zdecydowanie nie  przystosowanych do tego krosien i różnych niedociągnięć.
Ot na przykład, przy robieniu pierwszego z kocy, zasugerowałam  się pewną fotką z netu, tą poniżej dokładnie:

Zdjęcie Lessing Photo Archive 07-01-01/26 HALLSTATT CULTURE TEXTILES

A tu moja wersja :/  textil 74 z kopalni soli w Hallstatt



No i co?! 
No i dupa, bo to moje to też jest KRATA.
Tylko jej nie widać, bo patrząc na rekonstrukcję zasugerowałam się nią i również zrobiłam te cienkie paski wzdłużnie, podczas gdy wzdłuż powinny być te grube  :/ W dodatku zestaw kolorystyczny nie sprzyjał dobremu wyciąganiu kolorków w  tej kratce. No cóż, człowiek uczy się na błędach, właścicielowi to nie przeszkadzało a ja gdy zabierałam się za drugi z kocyków, już lepiej wiedziałam co  i jak zrobić żeby odpowiedni efekt osiągnąć :)
I wyszedł koc nr.2  textile 91  z Halstatt

Wygląda tak:




Tutaj sama już dobrałam kolory i wzór, tak by wyszła ładna i wyraźna kratka :)

Więcej tych świetnie zachowanych wzorków, możecie sobie obejrzeć na poniższym zestawieniu:


No i odrobinę wytłumaczenia technicznego. Otóż powyżej widać krosno z robotą w toku. Moja maleńka Viktoria, nigdy nie była przewidziana do tego typu zastosowań, to hobbystyczne krosno do robienia szalików i  ma za małą szerokość by odpowiedni koc utkać w jednym kawałku. Więc po prostu robię jak mogę - czyli tkam podwójną długość i zszywam. Dopilnowanie by kratki się nie rozjeżdżały to wyższa szkoła jazdy, w obu przypadkach udało mi się to gdzieś w 85% ;) Poza tym przy drugim kocyku, udało mi się już nieco apgrejdować ;) technikę wciskania długich osnów na malutkie wały. Przy pierwszym kocyku zrobiłam po prostu dwie osobne, identyczne osnowy z wszystkimi tego rozwiązania konsekwencjami (jak na przykład podwójne osnuwanie :/),  a przy drugim poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam że przecie listewki, jako przekładki zajmują sporo miejsca, na  filmikach na youtube kobitki często używają do przekładania zwykły papier, który przecie jest cieńszy niż listewki i może uda się wcisnąć więcej osnowy z tym papierem. Wysłałam więc Nieuczesanego do Ikei, gdzie dostał prikaz by nabyć w dziale dziecięcym rolkę papieru do rysowania Mala.  Rozwiązanie to mogę spokojnie polecić, papier sprawdził się nieźle, na wały wcisnęłam jedną dwa razy dłuższą osnowę niż z listewkami :D   Co sprawiło, że miałam jedno przeciąganie tych przeklętych nitek mniej! Jedno wiem, do kocy potrzebne jest duże krosno, najlepiej o dużej szerokości z mechanizmem przerzutowym :( Ehh marzenia, na razie po prostu staram się łatać dziury i tyle. 

I wbrew pozorom nie narzekam na moją Viki, o nie! To naprawdę bardzo dobre krosno, tylko chyba żadnemu z jego konstruktorów nie śniło się nawet, że ktoś może próbować na nim tkać grube koce z dywanówki :/ No cóż, jak widać  się da choć bywa to kłopotliwe ;)
Reasumując, jestem zadowolona, chłopaki chyba też, mam nadzieję że się teraz miło lansują na Dymarkach Świętokrzyskich :) 
A ja za chwilę postaram się ogarnąć kolejne zaległości i może wreszcie uda mi się wyjść z czarnejdupy to poopisuję kolejne eksperymenty :/
A może nie... 

niedziela, 10 sierpnia 2014

Obrusiki lniane :)

Moje obrusiki już gotowe, po wypraniu  mają niezłą grubość, nieoczekiwaną (jak na tak siermiężny i zasyfiony len) miękkość i wymiary  75x35 i 95x35  :)
Za wielkie nie wyszły, ale to po prawdzie tylko próbka była, zadziwiająco udana, bo pracowało się przyjemnie, nitki mi nie strzelały (ani jedna nie poszła!)  a i efekt  całkiem fajny.
Splot skośny sprawił że tkanina jest miękka i gruba, nadałaby się na ręczniki gdyby  nie została natychmiast rozdrapana przez rodzinę, która zamierza je z honorami rozłożyć na stole w salonie ;)
Cóż.....

Kwestie techniczne:
Przędza - surowy, grubo przędziony, pojedynczy len z wyczesków (to znaczy taki brzydki sort workowy). Efekt pt. "co kto lubi", mnie osobiście się podoba bo lubię takie siermiężne tkaniny. Zwolennikom pięknych, cienkich i absolutnie nieskażonych rzeczy nie spodoba się w ogóle  ;) (tym bardziej, że w  pośpiechu osnuwania nie uniknęłam źle przewleczonych i zgubionych nitek, których nie chciało mi się potem poprawiać).
Tkało się przyjemnie, poza jednym  problemem - odpadowy len pełny jest  słomek, drobinek i paździerzy, które doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Na szczęście dało się większości pozbyć w tkaniu, sporo wypadło podczas prania a resztę wydłubałam już na wykończeniówce. Niemniej to wybieranie maku z popiołu. Królestwo dla tego co mi znajdzie taką  grubą przędzę, ale z pełnowartościowej czesanki a nie ze zmiotek z zakładu ;)

A tak się prezentowały jeszcze przed praniem





Z tematów gospodarczych, to  zdecydowałam się jednak oznaczać  zdjęcia nazwą bloga. Bo pseudonim  to jednak mało kto kojarzy, a tak od razu widać skąd zdjęcie pochodzi :) 

niedziela, 25 maja 2014

Moja nowa stara zabaweczka ;)

Apetyt rośnie w miarę jedzenia :)
Co poskutkowalo nowym ustrojstwem - nowymi starymi krosnami ludowymi. Pochodzą z Podlasia, ale trafiły do mnie zupelnie inną i troche niespodziewana drogą i czekały na mnie prawie dwa lata :D Długa historia, w każdym bądź razie udalo mi się je spakować do dzielnego Budynia (a częściowo na wierzch Budynia, bo staciwa za chiny nie dały się upchąć do środka) i dowieźć na Stepy. W planach mam już wykorzystanie ich podczas kolejnej edycji naszej warsztatowki we wrześniu.  Powinno się to udać bo sa we w miarę dobrym stanie,  trzeba je jedynie doczyscic, naprawić parę drobnych elementów i będzie dobrze.
To było w zeszłym tygodniu -  odebrane, zawiezione i na wariackich papierach zwalone pod okapem stajni.
Dziś natomiast, udało mi się warsztat złożyć,  zrobić remanent i wyszorować nieco z kurzu. Na fotkach jeszcze przed szorowaniem, teraz maja już bardziej drewniany kolor niż szaro betonowy. Ale kolor "drzewniany" ;) przewiduję dopiero po wylaniu na nie paru litrów oleju, bo drzewo jest wyschnięte na wiór. 

No a tak to wyglądało przed szorowaniem szczotką ryżową - teraz jest już mniej szare a bardziej drewniane ;)





I garść danych technicznych :)
Warsztat ma około metra szerokości tkania, cztery podnóżki i cztery bloczki, czyli nominalnie powinno się bez problemu założyć również cztery nicielnice. Niestety w komplecie są tylko dwie, ale nie zamierzam z tego powodu rwać sobie włosów z głowy ;) tylko na spokojnie za jakiś czas dorobię dwóch brakujących. Albo dokupię jeśli trafi się jakaś okazja w ogłoszeniowniach :)
Poza tym, jak widać jest dosyć dopieszczony, ma  ładne ornamenty i ogólnie  sprawia wrażenie solidnej konstrukcji.
Wielkość oceniam "jako niewielki", bo wymaga co najwyżej własnego pokoju, ale już własna stodoła jest niekonieczna ;)
Do naprawy drobiazgi w sumie - po szorowaniu trza malnąć olejem, do naprawy jedna z desek na których wisi bidło, te dwie nieszczęsne nicielnice do dorobienia,  trochę sznurków żeby to wszystko powiązać i właściwie wystarczy osnuć i jedziemy :) No dobra, estetyka mi mówi, żeby naprawić też belkę z mocowaniem podnóżków, bo jest ohidna ;) Ale to w sumie można odłożyć na później ;)
Na pewno uruchomimy  go niedługo, a na Stepach Pomorskich 2014, będzie można użyć go podczas warsztatów tkackich :)
No i na razie tyle, w kolejny weekend wezmę go pomaluję i postaram się podwiązać chociaż te dwie nicielnice, żeby zrobić małą próbną osnowę na jakiś dywanik czy cuś w ten deseń. Ot tak żeby sprawdzić co tam jeszcze wyjdzie z niedoróbek. A zresztą czy ja naprawdę muszę się tłumaczyć? Przecie aż mnie rączki świerzbią :D


wtorek, 8 kwietnia 2014

Kwiecień plecie nowe utkańce ;)

Wiosna zdecydowanie nie działa na mnie dopingująco, by cokolwiek spłodzić. I dziś się zorientowałam  że to  już niemalże miesiąc od poprzedniego posta. No  więc choć symbolicznie skrobię, że żyję ;)
Ostatnio ciągnę kilkanaście rzeczy naraz,  żonglując w kółko czasem i tym co mi akurat pasuje :)
Udało mi się też wcisnąć temat o którym dowiedziałam się z bloga Projektu Chłop czyli torbę wołoską. Jest fajna, jest prosta i podoba mi się jej estetyka :) Można powiedzieć że nieco przaśnie wygląda, ale cóż nigdy nie twierdziłam że mam wyszukany gust ;|
Rycinkę ukradłam również z powyższego bloga, po to by w miarę zobrazować o co mi chodzi :)
Mam nadzieję że chłopaki nie będą mieli  mi za złe - to wyłącznie w zbożnym celu popularyzacji :)
"Pożyczone" z bloga Projekt Chłop

Moje torby są na razie w stanie surowym otwartym ;) dopiero zdjęłam kupony z krosna.
Muszę jeszcze dorobić paski no i pozszywać wszystko do kupy.
A tak to wyglądało "w robocie"


Wełna z góralskich cakli w trzech naturalnych odcieniach, splot płócienny :)

Po zdjęciu z warsztatu na razie wygląda tak:

kupony na torby sztuk trzy :)

Paski to totalny fristajl ;) , każda inna, próbowałam po prostu motywy jakie wychodzą w różnych  konfiguracjach. Ale już widzę, że będą wyglądać nieźle.
I na pewno się pochwalę także i efektem końcowym jak już będzie gotowy :)

A abstrahując od (prostej w końcu) robótki, to coraz bardziej zaczynam doceniać możliwości naturalnych zestawów kolorystycznych. I to wcale nie barwionych a raczej kolorystyki owieczek :) Na żywo wygląda to znacznie ładniej, paski tworzą bardzo przyjemne zestawy. Troszkę to przaśne, jak powiedzieli by modowi prowodyrzy ;) , ale moje poczucie estetyki chyba lewituje właśnie  w tym kierunku :)

Nawet taka prosty diagonal (pojedyncza wełna, osnowa kremowa, wątek naturalny szary i brązowy) mają swój urok


Do takich zestawów na pewno jeszcze wrócę, ale teraz kolejny projekt na warsztacie, czyli koc. Ale o tym kocu to jeszcze napiszę bo porywam się tutaj na coś czego jeszcze nie robiłam.
KRATĘ!
Będzie grubo ;|

sobota, 1 marca 2014

Len - project accomplished ;)

Projekt "Len" wstępnie zaliczony
To znaczy, osnułam i utkałam.
Z technicznych spraw to Loomymatic już to wszystko ładnie opisała, więc nie będę się powtarzać, tylko zapraszam do przeczytania tego posta na jej blogu

Mnie robota jakoś strasznie  się ciągnęła i ciągnęła. 
A wszystko dlatego, że krośniane skrzaty chyba złośliwie przemalowały mi oznaczenia na osnowie i o ile szybciutko zrobiłam pierwszy ręczniczek, to drugi ciągnął się i ciągnął że szału można było dostać No i po zdjęciu z krosien okazało się to, co już podczas pracy podejrzewałam, i że pierwszy ma 0,7m a drugi ponad 2,2m Naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, drugi miał być "nieco" dłuższy, ale nie aż tak! A przecież zostawiłam tym obrażonym plątaczom osnowy miseczkę z winkiem coby mi roboty nie popsowali Co im nie pasowało w samogonie to nie wiem, ale rezultat jest taki że mam mały ręczniczek do rąk (ewentualnie serwetkę) oraz coś co spokojnie przykryło by długi stół w niejednym zamku ;)
Z subiektywnych odczuć - tkało się bardzo przyjemnie i nieproblematycznie. Wprawdzie parę nitek mi się przetarło w trakcie, ale bez problemu dorobiłam nowe. Podczas pracy moczyłam osnowę niezastąpionym krochmalem Ługa, bo metalowa płocha to dla lnianej osnowy  wyzwanie. To z kolei poskutkowało tym, że z wału zdjęłam coś o sztywności deski. Po praniu oczywiście zmiękło, generalnie jest tak, że len lubi pranie i tarcie, więc po każdym wypraniu będzie nieco jaśniejszy i miększy. Taka specyfika tego włókna. Ale efekt mi się podoba, choć widzę wyraźnie, że powinnam osnuć nieco gęściej, bo teraz musiałam naprawdę mocno dobijać, by nie było dziur. 

Ale to  była próbka na wyczucie - następnym razem policzę epi i osnuję na więcej nitek - tym razem pojechałam po prostu 1/1 w szczelinę płochy w płosze 55/10cm. Na moje oko powinno być bardziej 70/10cm
Tkałam splotem skośnym 2/2 , przy brzegach nieco niewyraźnie widać dwa wzdłużne szlaczki z jodełki, które miały nieco urozmaicić tkaninę. 

Na zdjęciach wersja "wymiętolona" bo muszę pojechać  na  prasowanie do mamy, która ma porządne parowe żelazko :P


Jeszcze na warsztacie - plamy widoczne na tkaninie to krochmal, spiera się bez problemu po zdjęciu i nie zostają żadne ślady :)

Dodaj napis






No i przy okazji chciałam przedstawić Cylonkę :D Od teraz, będzie naszym modelem, nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko zrobić sensowne zdjęcie czapkom i szalikom bez manekina ;) A zadowolona jestem bo kupiłam ją dosłownie "za dychę" na  alledrogo - to dowód, że zdarzają się niesamowite okazje i warto filować ;D


A do samego lnu na pewno wrócę - to jednak bardzo przyjemny w pracy materiał, a ręczniczków nigdy dość :D