Moje obrusiki już gotowe, po wypraniu mają niezłą grubość, nieoczekiwaną (jak na tak siermiężny i zasyfiony len) miękkość i wymiary 75x35 i 95x35 :)
Za wielkie nie wyszły, ale to po prawdzie tylko próbka była, zadziwiająco udana, bo pracowało się przyjemnie, nitki mi nie strzelały (ani jedna nie poszła!) a i efekt całkiem fajny.
Splot skośny sprawił że tkanina jest miękka i gruba, nadałaby się na ręczniki gdyby nie została natychmiast rozdrapana przez rodzinę, która zamierza je z honorami rozłożyć na stole w salonie ;)
Cóż.....
Kwestie techniczne:
Przędza - surowy, grubo przędziony, pojedynczy len z wyczesków (to znaczy taki brzydki sort workowy). Efekt pt. "co kto lubi", mnie osobiście się podoba bo lubię takie siermiężne tkaniny. Zwolennikom pięknych, cienkich i absolutnie nieskażonych rzeczy nie spodoba się w ogóle ;) (tym bardziej, że w pośpiechu osnuwania nie uniknęłam źle przewleczonych i zgubionych nitek, których nie chciało mi się potem poprawiać).
Tkało się przyjemnie, poza jednym problemem - odpadowy len pełny jest słomek, drobinek i paździerzy, które doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Na szczęście dało się większości pozbyć w tkaniu, sporo wypadło podczas prania a resztę wydłubałam już na wykończeniówce. Niemniej to wybieranie maku z popiołu. Królestwo dla tego co mi znajdzie taką grubą przędzę, ale z pełnowartościowej czesanki a nie ze zmiotek z zakładu ;)
A tak się prezentowały jeszcze przed praniem
Z tematów gospodarczych, to zdecydowałam się jednak oznaczać zdjęcia nazwą bloga. Bo pseudonim to jednak mało kto kojarzy, a tak od razu widać skąd zdjęcie pochodzi :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą len. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą len. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 sierpnia 2014
sobota, 1 marca 2014
Len - project accomplished ;)
Projekt "Len" wstępnie zaliczony
To znaczy, osnułam i utkałam.
Z technicznych spraw to Loomymatic już to wszystko ładnie opisała, więc nie będę się powtarzać, tylko zapraszam do przeczytania tego posta na jej blogu
Mnie robota jakoś strasznie się ciągnęła i ciągnęła.
A wszystko dlatego, że krośniane skrzaty chyba złośliwie przemalowały mi oznaczenia na osnowie i o ile szybciutko zrobiłam pierwszy ręczniczek, to drugi ciągnął się i ciągnął że szału można było dostać No i po zdjęciu z krosien okazało się to, co już podczas pracy podejrzewałam, i że pierwszy ma 0,7m a drugi ponad 2,2m Naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, drugi miał być "nieco" dłuższy, ale nie aż tak! A przecież zostawiłam tym obrażonym plątaczom osnowy miseczkę z winkiem coby mi roboty nie popsowali Co im nie pasowało w samogonie to nie wiem, ale rezultat jest taki że mam mały ręczniczek do rąk (ewentualnie serwetkę) oraz coś co spokojnie przykryło by długi stół w niejednym zamku ;)
Z subiektywnych odczuć - tkało się bardzo przyjemnie i nieproblematycznie. Wprawdzie parę nitek mi się przetarło w trakcie, ale bez problemu dorobiłam nowe. Podczas pracy moczyłam osnowę niezastąpionym krochmalem Ługa, bo metalowa płocha to dla lnianej osnowy wyzwanie. To z kolei poskutkowało tym, że z wału zdjęłam coś o sztywności deski. Po praniu oczywiście zmiękło, generalnie jest tak, że len lubi pranie i tarcie, więc po każdym wypraniu będzie nieco jaśniejszy i miększy. Taka specyfika tego włókna. Ale efekt mi się podoba, choć widzę wyraźnie, że powinnam osnuć nieco gęściej, bo teraz musiałam naprawdę mocno dobijać, by nie było dziur.
Ale to była próbka na wyczucie - następnym razem policzę epi i osnuję na więcej nitek - tym razem pojechałam po prostu 1/1 w szczelinę płochy w płosze 55/10cm. Na moje oko powinno być bardziej 70/10cm
Tkałam splotem skośnym 2/2 , przy brzegach nieco niewyraźnie widać dwa wzdłużne szlaczki z jodełki, które miały nieco urozmaicić tkaninę.
Na zdjęciach wersja "wymiętolona" bo muszę pojechać na prasowanie do mamy, która ma porządne parowe żelazko :P
No i przy okazji chciałam przedstawić Cylonkę :D Od teraz, będzie naszym modelem, nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko zrobić sensowne zdjęcie czapkom i szalikom bez manekina ;) A zadowolona jestem bo kupiłam ją dosłownie "za dychę" na alledrogo - to dowód, że zdarzają się niesamowite okazje i warto filować ;D
A do samego lnu na pewno wrócę - to jednak bardzo przyjemny w pracy materiał, a ręczniczków nigdy dość :D
To znaczy, osnułam i utkałam.
Z technicznych spraw to Loomymatic już to wszystko ładnie opisała, więc nie będę się powtarzać, tylko zapraszam do przeczytania tego posta na jej blogu
Mnie robota jakoś strasznie się ciągnęła i ciągnęła.
A wszystko dlatego, że krośniane skrzaty chyba złośliwie przemalowały mi oznaczenia na osnowie i o ile szybciutko zrobiłam pierwszy ręczniczek, to drugi ciągnął się i ciągnął że szału można było dostać No i po zdjęciu z krosien okazało się to, co już podczas pracy podejrzewałam, i że pierwszy ma 0,7m a drugi ponad 2,2m Naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, drugi miał być "nieco" dłuższy, ale nie aż tak! A przecież zostawiłam tym obrażonym plątaczom osnowy miseczkę z winkiem coby mi roboty nie popsowali Co im nie pasowało w samogonie to nie wiem, ale rezultat jest taki że mam mały ręczniczek do rąk (ewentualnie serwetkę) oraz coś co spokojnie przykryło by długi stół w niejednym zamku ;)
Z subiektywnych odczuć - tkało się bardzo przyjemnie i nieproblematycznie. Wprawdzie parę nitek mi się przetarło w trakcie, ale bez problemu dorobiłam nowe. Podczas pracy moczyłam osnowę niezastąpionym krochmalem Ługa, bo metalowa płocha to dla lnianej osnowy wyzwanie. To z kolei poskutkowało tym, że z wału zdjęłam coś o sztywności deski. Po praniu oczywiście zmiękło, generalnie jest tak, że len lubi pranie i tarcie, więc po każdym wypraniu będzie nieco jaśniejszy i miększy. Taka specyfika tego włókna. Ale efekt mi się podoba, choć widzę wyraźnie, że powinnam osnuć nieco gęściej, bo teraz musiałam naprawdę mocno dobijać, by nie było dziur.
Ale to była próbka na wyczucie - następnym razem policzę epi i osnuję na więcej nitek - tym razem pojechałam po prostu 1/1 w szczelinę płochy w płosze 55/10cm. Na moje oko powinno być bardziej 70/10cm
Tkałam splotem skośnym 2/2 , przy brzegach nieco niewyraźnie widać dwa wzdłużne szlaczki z jodełki, które miały nieco urozmaicić tkaninę.
Na zdjęciach wersja "wymiętolona" bo muszę pojechać na prasowanie do mamy, która ma porządne parowe żelazko :P
![]() | |
|
![]() |
| Dodaj napis |
No i przy okazji chciałam przedstawić Cylonkę :D Od teraz, będzie naszym modelem, nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko zrobić sensowne zdjęcie czapkom i szalikom bez manekina ;) A zadowolona jestem bo kupiłam ją dosłownie "za dychę" na alledrogo - to dowód, że zdarzają się niesamowite okazje i warto filować ;D
A do samego lnu na pewno wrócę - to jednak bardzo przyjemny w pracy materiał, a ręczniczków nigdy dość :D
wtorek, 29 maja 2012
Eksperymenty - LEN
Od jakiegoś czasu nic nie pisałam bo robię wyłącznie nudne rzeczy w stylu czapek filcowych i wełen do naalbindingu.
Ale parę dni temu wreszcie przyszła do mnie przesyłka z czymś, czego szukałam już długo. Wreszcie udało mi się znaleźć czesankę lnianą zadowalającej jakości. I to o zgrozo w najbardziej oczywistym miejscu - na allegro.
Wczesniej dostałam dwie próbki dzięki uprzejmości Alicji i sama znalazłam w kilku miejscach, ale to ciągle nie było to czego potrzebowałam. Bo potrzebowałam dobrej jakości czesankę na nici do szycia i haftu. A to czym dysponowałam niestety średnio się nadawało. No ale teraz już mam całkiem ładną. Na zdjęciu poniżej widać wsystkie próbki jakie udało mi się zgromadzić - to białe na wierzchu to właśnie nowość z allegro. Jej jedynym minusem (z punktu widzenia rekonstrukcji) jest o że prawdopodobnie jest wybielana chlorowo. Ale w tym momencie nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, tym bardziej że w zagranicznym sklepie znalazłam także czesankę w podobnej na pierwszy rzut oka jakości włókien, ale niewybielaną, więc za jakiś czas pewnie sobie zamówię stamtąd. A ta na razie mi wystarczy.
Część z czesanek ze zdjęcia nadaje się co najwyżej na włosy lalek, albo do innych tego typu zastosowań. Najlepsza jest ta ostatnia oraz nieco gorsza próbka którą otrzymałam od Alicji. Całkiem niezłe są nawet pakuły lniane ze sklepu z armaturą sanitarną. Ale przędze niestety wychodzą z nich średnie. Widać to zresztą kolejnej fotce.
To po lewej to pakuły i przędza z nich zrobiona na wrzecionie. Przypomina włochaty sznurek i nie nadaje się raczej do niczego innego jak szycie worków lub "MOŻE" skóry. Ale raczej nie tkanin ubraniowych (no może oprócz włosienic ;-) )
No i kilka słów o technice.
Len przędzie się inaczej niż wełnę. Trudno mi ocenić czy gorzej czy lepiej - po prostu inaczej. Włókna są dużo dłuższe, a przy większej sztywności, nierzadko robią się niechciane kołtuny i węzełki. Biała czesanka jest miękka więc wszystko się całkiem ładnie wyrównuje. W pozostałych już nie jest tak różowo. Na którymś z poprzednich postów na Prząśniczce, wyczytałam że len powinno się prząść na mokro, czyli po prostu mocząc palce w miseczce z wodą. I faktycznie to pomaga - włókna ładniej się wysnuwają i nie są tak "tępe" jak na sucho.
Jak mi wyszło pierwsze przędzenie widać na zdjęciu.
Grubość przędzy mnie zadowala jak na pierwsze próby. Po prawej dla porównania, maszynowa nić lniana od Łobosa. Oczywiście różnica jest zasadnicza - moja nitka jest pojedyńcza, natomiast maszynowa składa się bodaj z trzech cieńszych, ale myślę że jestem w stanie osiągnąć za jakiś czas przynajmniej podwójną nitkę podobnej grubości. Aha i już widzę że do pajęczyn, przyda się nowe wrzeciono z lekkim prząślikiem. Zamierzam je sobie przygotować jak będę miała trochę weny i czasu.
No i kolejnym etapem będzie barwienie naturalne próbki - jestem ciekawa jak będzie przyjmować barwnik.
A wkrótce na tapecie jeszcze jedna czesanka, której próbkę zamówiłam razem z lnem :-D - Ramia czyli pokrzywa chińska (według opisu sprzedawcy na allegro) Powiem tylko że na pierwszy rzut oka wygląda zachwycająco.
Ale parę dni temu wreszcie przyszła do mnie przesyłka z czymś, czego szukałam już długo. Wreszcie udało mi się znaleźć czesankę lnianą zadowalającej jakości. I to o zgrozo w najbardziej oczywistym miejscu - na allegro.
Wczesniej dostałam dwie próbki dzięki uprzejmości Alicji i sama znalazłam w kilku miejscach, ale to ciągle nie było to czego potrzebowałam. Bo potrzebowałam dobrej jakości czesankę na nici do szycia i haftu. A to czym dysponowałam niestety średnio się nadawało. No ale teraz już mam całkiem ładną. Na zdjęciu poniżej widać wsystkie próbki jakie udało mi się zgromadzić - to białe na wierzchu to właśnie nowość z allegro. Jej jedynym minusem (z punktu widzenia rekonstrukcji) jest o że prawdopodobnie jest wybielana chlorowo. Ale w tym momencie nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, tym bardziej że w zagranicznym sklepie znalazłam także czesankę w podobnej na pierwszy rzut oka jakości włókien, ale niewybielaną, więc za jakiś czas pewnie sobie zamówię stamtąd. A ta na razie mi wystarczy.
| Próbki czesanki lnianej różnej jakości |
| Próbki czesanek |
Część z czesanek ze zdjęcia nadaje się co najwyżej na włosy lalek, albo do innych tego typu zastosowań. Najlepsza jest ta ostatnia oraz nieco gorsza próbka którą otrzymałam od Alicji. Całkiem niezłe są nawet pakuły lniane ze sklepu z armaturą sanitarną. Ale przędze niestety wychodzą z nich średnie. Widać to zresztą kolejnej fotce.
To po lewej to pakuły i przędza z nich zrobiona na wrzecionie. Przypomina włochaty sznurek i nie nadaje się raczej do niczego innego jak szycie worków lub "MOŻE" skóry. Ale raczej nie tkanin ubraniowych (no może oprócz włosienic ;-) )
No i kilka słów o technice.
Len przędzie się inaczej niż wełnę. Trudno mi ocenić czy gorzej czy lepiej - po prostu inaczej. Włókna są dużo dłuższe, a przy większej sztywności, nierzadko robią się niechciane kołtuny i węzełki. Biała czesanka jest miękka więc wszystko się całkiem ładnie wyrównuje. W pozostałych już nie jest tak różowo. Na którymś z poprzednich postów na Prząśniczce, wyczytałam że len powinno się prząść na mokro, czyli po prostu mocząc palce w miseczce z wodą. I faktycznie to pomaga - włókna ładniej się wysnuwają i nie są tak "tępe" jak na sucho.
Jak mi wyszło pierwsze przędzenie widać na zdjęciu.
| Próbka przędzy z bielonej czesanki lnianej. Po prawej próbka lnu maszynowego dla porównania. |
No i kolejnym etapem będzie barwienie naturalne próbki - jestem ciekawa jak będzie przyjmować barwnik.
A wkrótce na tapecie jeszcze jedna czesanka, której próbkę zamówiłam razem z lnem :-D - Ramia czyli pokrzywa chińska (według opisu sprzedawcy na allegro) Powiem tylko że na pierwszy rzut oka wygląda zachwycająco.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







