Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krosno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krosno. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2014

Moja nowa stara zabaweczka ;)

Apetyt rośnie w miarę jedzenia :)
Co poskutkowalo nowym ustrojstwem - nowymi starymi krosnami ludowymi. Pochodzą z Podlasia, ale trafiły do mnie zupelnie inną i troche niespodziewana drogą i czekały na mnie prawie dwa lata :D Długa historia, w każdym bądź razie udalo mi się je spakować do dzielnego Budynia (a częściowo na wierzch Budynia, bo staciwa za chiny nie dały się upchąć do środka) i dowieźć na Stepy. W planach mam już wykorzystanie ich podczas kolejnej edycji naszej warsztatowki we wrześniu.  Powinno się to udać bo sa we w miarę dobrym stanie,  trzeba je jedynie doczyscic, naprawić parę drobnych elementów i będzie dobrze.
To było w zeszłym tygodniu -  odebrane, zawiezione i na wariackich papierach zwalone pod okapem stajni.
Dziś natomiast, udało mi się warsztat złożyć,  zrobić remanent i wyszorować nieco z kurzu. Na fotkach jeszcze przed szorowaniem, teraz maja już bardziej drewniany kolor niż szaro betonowy. Ale kolor "drzewniany" ;) przewiduję dopiero po wylaniu na nie paru litrów oleju, bo drzewo jest wyschnięte na wiór. 

No a tak to wyglądało przed szorowaniem szczotką ryżową - teraz jest już mniej szare a bardziej drewniane ;)





I garść danych technicznych :)
Warsztat ma około metra szerokości tkania, cztery podnóżki i cztery bloczki, czyli nominalnie powinno się bez problemu założyć również cztery nicielnice. Niestety w komplecie są tylko dwie, ale nie zamierzam z tego powodu rwać sobie włosów z głowy ;) tylko na spokojnie za jakiś czas dorobię dwóch brakujących. Albo dokupię jeśli trafi się jakaś okazja w ogłoszeniowniach :)
Poza tym, jak widać jest dosyć dopieszczony, ma  ładne ornamenty i ogólnie  sprawia wrażenie solidnej konstrukcji.
Wielkość oceniam "jako niewielki", bo wymaga co najwyżej własnego pokoju, ale już własna stodoła jest niekonieczna ;)
Do naprawy drobiazgi w sumie - po szorowaniu trza malnąć olejem, do naprawy jedna z desek na których wisi bidło, te dwie nieszczęsne nicielnice do dorobienia,  trochę sznurków żeby to wszystko powiązać i właściwie wystarczy osnuć i jedziemy :) No dobra, estetyka mi mówi, żeby naprawić też belkę z mocowaniem podnóżków, bo jest ohidna ;) Ale to w sumie można odłożyć na później ;)
Na pewno uruchomimy  go niedługo, a na Stepach Pomorskich 2014, będzie można użyć go podczas warsztatów tkackich :)
No i na razie tyle, w kolejny weekend wezmę go pomaluję i postaram się podwiązać chociaż te dwie nicielnice, żeby zrobić małą próbną osnowę na jakiś dywanik czy cuś w ten deseń. Ot tak żeby sprawdzić co tam jeszcze wyjdzie z niedoróbek. A zresztą czy ja naprawdę muszę się tłumaczyć? Przecie aż mnie rączki świerzbią :D


wtorek, 24 września 2013

Stepy Pomorskie - after party

I po Stepach...
Impreza dla nas kończąca sezon letni właśnie się skończyła.
Teraz co prawda dla Wayfarersów idą wielkimi krokami, Jesień i Zima, czyli czas Wypraw, ale ja po prawdzie nigdzie się jeszcze w tym sezonie zimowym, nie wybieram więc FIN.
Ale długie wieczory bardzo sprzyjają wszelkim robótkom ręcznym, więc nie zamierzam zapadać w sen zimowy - krosna i kołowrotek czekają, zamówiłam nowe wełenki, będzie się działo!

A tymczasem parę fotek ze Stepów Pomorskich 2013

Tutaj wrzucam głównie zdjęcia warsztatowe, zainteresowanych bardziej odsyłam do galerii:

Morgiany
i
Krzysztofa Rynka Rynkiewicza

Tropicieli mroku informuję, że pewnie coś znajdą i to sporo. Ale proszę o nieuzewnętrznianie się - impreza jest z założenia dosyć luźna, przyjeżdżają na nią ludzie którzy chcą się zrelaksować i nauczyć czegoś nowego. A ja nie zamierzam psuć sobie zabawy pierdołami, a na brak zaangażowania i entuzjazmu u uczestników, nie mogłam narzekać :D
Zrobiliśmy w sumie sporo, były i koniki (w wersji okrojonej- spacerowej), radosne nicnierobienie, plecenie sznurków, gotowanie, śpiewy (dzięki Rynki, Asia i Nulek), malowanie temperami jajecznymi, barwienie naturalne, przędzenie i niekwestionowany król wszystkiego czyli warsztat tkacki :) Osnuwałyśmy trzykrotnie, to znaczy ja pokazywałam i potem dziewczyny dalej same dzielnie walczyły i każda utkała sobie kawałek tkaninki. Taki akurat na torbę lub poduszkę. A ponieważ wszystkie zdecydowały się od razu na diamencik, to będą bardzo ładne torby i poduszeczki :)
Wrzecionkami i kołowrotkami też trochę kręciłyśmy, ale generalnie Viktoria przyćmiła wszystko, była to chyba jedna z niewielu imprez na których można było się pobawić na poważnie krosnami poziomymi. I mam nadzieję że bakcyl został przekazany dalej :D





Aronia w żelaznym garnku

 
Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Diament był niekwestionowanym hitem imprezy ;)
 Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Brzoza jesienna na tkaninie, nawet dużych plam nie było. Tylko to miała być zieleń a nie kolejny odcień kupy...
 Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Zupa z brzozy

Musicie mi uwierzyć na słowo, że to JEST OLIWKOWY.



Panorama nicnierobienia


Mam dziwne wrażenie, że herb na tej tarczy przejdzie do legendy...

I dumne malarki



Fajnie wyszło, jeszcze tak ludnej imprezy nie mieliśmy :D
Był nawet kram z tkaninami bo zawitali do nas Bartosze ze Swarańcza i można było sobie zrobić zakupy. Ja stałam się bogatsza o mnóóóóstwo przędz - będzie co robić :D
A teraz zabieram się za przerabianie tej OLIWKOWEJ przędzy na tkaninę :D

PS: zdjęcia są wymieszane, część ukradłam Morgianie, częśc Rynkowi i mam nadzieję że mnie nie ubiją  ;) Jak co to pododaję copyrighta, ale teraz już mi się nie chce tego wklepywać ;|


piątek, 19 lipca 2013

Kolejny utkaniec

Grunwald, grunwald i po grunwaldzie ;)
A jak tylko wróciłam, to wraz z progeniturą zabrałam od dziadków i moje krosna :)

Na warsztat wrzuciłam tym razem swoje własnoręcznie uprzędzione wełenki: osnowa to cudny Lincoln, uprzędziony dosyć cienko 110m/28g dubla, a wątek to jakaś długowełnista irlandzka owca w pięknym ciemnym brązie (czego w ogóle nie widać bo w kontraście z jasnym Lincolnem wygląda jak czarna), uprzędziona grubiej, ale za to w singlu.
Co więcej powiedzieć?
Ciągle się uczę, popełniam kupę błędów, marzy mi się porządny kurs tkacki w Łucznicy, żeby nie musieć błądzić z pewnymi rzeczami po omacku, ale ponieważ nie mam na nic takiego w tym momencie szans, więc zamierzam konsekwentnie psuć sobie kolejne robótki i tyle ;)

A z błędów to co widać na zdjęciach. Wstyd pokazywać, ale liczę na dobre rady lepszych od siebie.
Pomijając to że wzór jest mocno fristajlowy ;0, to dodatkowo przetarła mi się jedna nitka osnowy, jest to widoczne jako długa ciemna kreska wzdłużnie. Zauważyłam to niestety za późno i nie dałam rady dorobić nitki, a pruć mi się nie chciało, więc machnęłam ręką i jechałam dalej. Poza tym mam ciągle problem z prawym brzegiem. I tylko z prawym. Lewy wygląda prawie idealnie jak na moje standardy, natomiast prawy się chychła. Coś chyba z dobijaniem jest nie tak, bo i dobicie wątku z tej strony też mi jakoś mocniej wychodzi. Się zastanawiałam czy może płocha nie jest lekko krzywa, ale obejrzałam ją i nie wygląda. Więc pewnie robię jakiegoś kretyńskiego byka, może odruchowo dociskam prawą stronę mocniej, czy coś takiego. Pomóc może chyba tylko praktyka.
Z plusów to wychodzi mi prawie równo. Końcówka się lekko zwęziła, ale poza tym całkiem udaje mi się utrzymać w miarę równą szerokość tkaniny.  No i przyjemna wełna mało gryzie, więc można użyć jako szala.


Jeszcze na krosnach

Po zdjęciu ale jeszcze przed praniem :)




Utkaniec ma ca.190cm długości i 22cm szerokości
Miał mieć równe 2m, ale na finiszu Kacperek uwiesił mi się od spodu na osnowie, która nie wytrzymała dwunastu kilo wierzgającego worka kartofli i część nici się pourywała. Nie pozostało mi więc nic innego tylko odciąć resztę. I tylko cieszyłam się baaaaardzo, że nie wypróbował owego manewru w połowie, albo na początku pracy, bo chyba bym się zapłakała.

Teraz przemyśliwuję co by tu wrzucić jako kolejne ;)
I chyba wreszcie pójdę nabyć mocną dratwę, zmasakruję siatkę starych t-shirtów i zrobię szmaciak :D
A potem przylezie w odwiedziny jakiś malkontent, zrobi zdziwioną minę i zapyta po co mi ta robota, skoro w Ikei można takie nabyć za 4,99zł/szt ;|
O!


wtorek, 25 czerwca 2013

Monster, pierwsze uruchomienie

Wróciłam niczym zombie z Cedynii (o której skrobnę zresztą parę słów następnym razem) i zamiast jak człowiek usiąść i odpocząć, zabrałam się za osnuwanie krosien.
Spuśćmy litościwie zasłonę milczenia na sposób przygotowania osnowy i samo zakładanie jej na krosna, które zaczęłam w pijanym widzie od przysłowiowej d... strony;) , ale koniec końców udało mi się wszystko ułożyć i naciągnąć na wały, przewlec przez ten milion nicielnic i płochę i zasiąść do tkania.
Glimakra pokazała klasę już podczas osnuwania, bo mechanizm z łatwością uratował mi pracę, a gdy zaczęłam tkać to szczęka opadła mi na glebę. Wszystko chodzi,, mechanizmu podnoszenia i opuszczania nicielnic w ogóle nie musiałam zmieniać i regulować, wały i zapadki kręcą się i trzymają rewelacyjnie, płocha chodzi leciutko, w ogóle wszystko gra. Jestem w szoku bo pomna poprzednich doświadczeń z krosnami typu rigid heddle, myślałam że czeka mnie ciężka przeprawa z regulacją, poprawianiem, wymyślaniem jak tu obejść niespodziewane kłopoty itp, itd. A  tu tymczasem zrobiłam interes życia z krosnem typu "siąść i tkać" Zero problemów, wybacza naprawdę duże błędy, po prostu cud miód i orzeszki. I zaczęłam rozumieć dlaczego krosna Glimakry są takie drogie - to po prostu sprzęt naprawdę wysokiej klasy i mogę spokojnie powiedzieć że jeśli ktoś znajdzie podobne do kupienia to brać w ciemno.
Rewelacja!


A na deser kilka fotek. Na razie próbka na jakiejś szajs wełnie, grubej, włochatej i w ogóle be. Osnute na 4 nicielnice, udało mi się uzyskać jodełkę (choć nieco niewyraźną). Na ramce w ogóle ta wełna nie chciała mi pracować ze sztywną nicielnico-płochą a tutaj bez problemu.
Tkanie to już czysta przyjemność, wisienka na torcie po horrorze osnuwania ;)




I jeśli ktokolwiek będzie miał kiedyś zgryza czy kupić krosno typu  rigid heddle czy nicielnicowe to moja rada - brać nicielnicowe. Nieporównywalny komfort pracy po prostu :D
Idę do roboty

środa, 19 czerwca 2013

Krosno - introduction

Mówią że jak bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera.
Niniejszym ogłaszam, że mnie właśnie odebrał.

A więc TADAAAAM oto Monster!

W rewelacyjnym, wcześniej polecanym przez Pracownię na Kaszubach, sklepie we Władysławowie,  znalazłam moje krosna marzeń. Sklep zresztą polecam, właściciel jest przemiły, bardzo pomocny i widać że wie co robi. Ma zresztą teraz nową dostawę krosien i powiem wam, że mi na to wszystko szczęka opadła na glebę. I do tej pory nie mogę jej pozbierać. Takiej wystawki to nie widziałam jak żyję.
Ostatni tydzień zresztą siedziałam sobie, gapiłam się na zdjęcia ze strony sklepu i trybiłam jak tu kasę uzbierać, jak to odebrać i żeby  mi nikt nie podkupił. Chciwość mnie normalnie zeżarła. Albowiem mój upatrzony zakup to czteronicielnicowe krosna stołowe Glimakra Victoria, wraz ze stojakiem. Kompletne dodam, na moje niewprawne oko nic nie brakuje, nicielnice chodzą gładko, wały, płocha i cały osprzęt na miejscu. Dostałam nawet gratis - śliczne czółenko i haczyk do przeciągania przez szczeliny płochy. Normalnie cud się ziścił, gdy już zdążyłam się pogodzić z decyzją o zaczęciu mozolnego  zbierania do świnki kaski na jakiegoś używanego Ashforda czy Loueta. A tu patrzcie, jakby na mnie specjalnie czekało. I oczywiście popsuło mi kompletnie wszystkie plany i prawie doprowadziło do nieprzewidzianego bankructwa :/ Chamstwo normalnie. Ale po prostu nie mogłam odpuścić tej okazji.

Co prawda jadąc z duszą na ramieniu do Władysławowa, nie spodziewałam się, że coś nazwane krosnem stołowym może być tak duże. W sklepie, w towarzystwie pełnowymiarowych krosien wyglądało na niewielkie i kompaktowe, ale jak przywiozłam to do domu to zajmuje mi pół mieszkania :/ Chyba znowu muszę zrobić przemeblowanie ale na razie nie mam zielonego pojęcia gdzie i dokąd.  Chyba tylko  sufit mi pozostał...
Zresztą sami zobaczcie

fotka z potomnością, dla oddania skali "krosna stołowego" ;|

Na razie tak jak przywiozłam ze sklepu, rozgryzać co dalej będę po weekendzie
Czy ktoś mi może wyjaśnić, jak to diabelstwo ma się niby zmieścić na stole??!!
Mój spory stół jest o jedną trzecią mniejszy!
Ponieważ przywiozłam potworka dopiero dziś, to nie mam pojęcia jak się pracuje. Ale na pewno się pochwalę, jak już uda mi się rozgryźć co i jak.
Cholera nastawiona już byłam na rigid heddle loom, bo po przeczytaniu całego ebaya byłam absolutnie pewna iż nie stać mnie na normalne nicielnicowe, a tu taki klops.
Dziewczyny, jeśli któraś chciałaby  rzucić fachowym oczkiem i doradzić co z tym dalej to będę stawiać procenty w rewanżu.
A teraz idę się ponapawać jego widokiem ;D
Zboczona jestem co nie?!