Dawno nic stricte rekonstrukcyjnego tu nie było!
W ogóle dawno nic tu nie było.
Ale szkoda żeby cytując moją współrozmówczynię "taki dobry jad się zmarnował" ;)
No to jedziemy
Mamy fotkę
 |
| źródło: fejsbuk Bogdanov Andrey |
Fajna no nie? Taka klimatyczna ;)
Na polskiego fejsika została udostępniona z podpisem "ciekawe kiedy nasze kobiety będą robić takie reko"
Hmmmm chyba nigdy bo przy reko to nie stało, niestety.
Tak to fajna lanserska fotka, ślicznie wyfotoszopowana kobita w wodzie, widac łydki i kawałek cycków ;) Aaaaa i koszula tak cudnie zmoczona lekko przylega do ciała ;) Ładnie podmalowane oko i ta fryzura ala "frantic romantic" ;)
No cóż.
Nasz fotograf zapomniał chyba jednak ująć paru szczegółów, które niestety są przypisane do zawodu praczki.
Pierwszy z nich to paskudnie sprierzchnięte, czerwone i takie "wymoczone" (you know what I mean ;)) dłonie. Ktoś z was prał kiedyś w zimnej wodzie w rzece? Nieeeee?!
Ooooops?! No to informuję że mniej więcej po trzech czy czterech takich kilkugodzinnych sesjach rączki robią się niczym rosochate konary w bardzo twarzowym czerwonym kolorze. Nóżki zresztą też. Rewelacyjnie na taki look pomaga również podstawowy detergent używany wtedy.
No bo ta Pani nie pierze wełny.
To co ma w misce to raczej len lub bawełna.
A to oznacza, tadaaaaam - ŁUG!
Dla niezorientowanych to substancja żrąca, jeszcze do międzywojnia podstawowy środek czystości stosowany w każdym przyzwoitym domu ;)
Ja prania nie zaliczyłam, zaliczyłam natomiast kilkukrotne mycie garów w rzece popiołem. W grudniu.
Moje ręce udało mi się doprowadzić do jako takiego stanu po jakichś dwóch tygodniach stosowania różnych maseczek, parafin i inszych kremów.
Po powrocie do ciepłego domu :/
Myślicie że w zimie się nie prało?!
Ciekawe też w sumie jak wyglądały stawy zawodowej praczki, po paru latach całorocznych zabiegów w rzecznym spa kriogenicznym :/ Reumatyzm gwarantowany a powykręcane i zgrabiałe ręce i stawy raczej nie są zbyt romantyczne
Oj chyba aż tak ciekawe nie jesteśmy :/
Pastwimy się dalej?!
No to niezłe muskuły musi mieć ta Pani.
Bo trzyma metalową balię, pełną MOKRYCH tkanin ;|
Ręka do góry kto z czytelników zwijał kiedyś mokry lniany namiot?
Albo nawet bawełniany?
Nie mam więcej pytań.
No i gdzie towarzyszka naszej praczki?
Ta druga potrzebna do wyżęcia mokrej bielizny?
No bo wirówek wtedy nie mieli, kobity szły nad wodę parami ponieważ po pierwsze zanosiły tam ciężką balię pełną bielizny, potem po młócce kijankami, deptaniu i inszymi zabiegami pralniczymi (swoją drogą też niezłą kondycję trzeba było do tego mieć) należało ten cały majdan jakoś donieść z powrotem.
A chwilę wczesniej bieliznę wyżąć - składa się taką płachtę jedna chwyta za jeden koniec, druga za drugi i kręęęęęcą :)
Walenie kijankami zresztą też niezłej krzepy i kondycji wymagało.
Nie chciałabym od wprawnej praczki dostać w ucho, naprawdę ;)
No to teraz fryzura.
Jak myślicie jak długo utrzymałby się przy solidnym wysiłku fizycznym taki lekko spięty koczek czy co to tam jest na głowie? O makijażu litościwie nie wspomnę ;)
Na moje to 90% przedstawień praczek z większości epok, pokazuje że używały one mało romantycznego zawojka z kategorii "pani woźna" ;) Albo przynajmniej jakiegoś kapturka żeby włosy przy machaniu kijanką nie właziły w oczy.
To samo dotyczy braku stanika, czy też porządnie trzymającej "te rejony" koszuli. Kto ma cycki ten zrozumie co tu mam na myśli, odnośnie niewystępowania tej części bielizny też mogłabym dyskutować (choćby ostatnie znalezisko ze Austrii bodaj z końcówki XVw czy przedstawienia rzymianek).Przy tak intensywnym wysiłku jak pranie w rzece, piersi po prostu bolą. I jakoś muszą być złapane, bez względu czy będzie to mocno sznurowana koszula czy jakaś wersja "stanika"
Jeszcze pewnie parę rzeczy mogłybyśmy tu wymyślić.
Ale chyba nam się nie chce.
Bo pytanie z pierwszego akapitu - "czy u nas będzie takie reko" to wyraźnie mówimy że nie będzie.
Bo to nie reko, tylko bardzo uromantyczniona lans fotka.
Całkiem ładna, choć ja akurat specjalistką nie jestem, ale potrafię dostrzec jej urok.
Tylko to tak nie wyglądało, po prostu.
Chłopaki, naprawdę chcecie żeby wasze dziewczyny niszczyły sobie ręce (a potem naprawdę trudno takie zmiany skórne zlikwidować) w imię czegoś tam?
Tym bardziej że raczej na pewno nie będą przy praniu wyglądać jak Pani na tej fotce.
Raczej tak:
 |
| Ta pani nie ma tak źle, powiedziałabym że to full wypas bo nie stoi po kolana w zimnej wodzie i ma stolik więc nie musi się schylać nad rzeką! |
Bo to ciężka i naprawdę niewdzięczna praca fizyczna była, żaden romantyzm :/
I pewnie jedyne czego by się wasze dziewczyny, doczekały po takim poświęceniu, to wymiana na nowszy i mniej "uszkodzony" model ;) Bo takie prawdziwe "reko" niestety nie będzie ładne. Będzie za to bolało.
I nie piszemy tego z czystej złośliwości (no może trochę bo mamy ostatnio znowu chandrę), ale po to żeby pamiętać przy oglądaniu takich fotek, że pomiędzy rekonstrukcją, a wizją artysty może ziać przepaść nie do zasypania. I tylko od nas zależy czy się zachłyśniemy praczkowym chanson de geste, czy tą wredną archeologią doświadczalną, która zrobi naszym wyobrażeniom kuku ;)
|I na razie tyle, jesteśmy dziś w nastroju bojowym więc z niecierpliwością czekamy na polemikę ;)
Rosamar&Shigella de Shige
:D