Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serowarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serowarstwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 listopada 2013

'Syr' w wersji wędzona lux manana ;D


 Mój szanowny Protoplastuś, uwędził nasz 'Syr'! 
Wyszło suuuuper, jest pyszny.
Uznaję to za bonus level w serowarstwie. 
No i właśnie kolejne dwie gomółki sobie odciekają, do wędzenia w przyszłym tygodniu, a Matula ma pogadać z drugą sąsiadką żeby trochę zdywersyfikować dostawców mleka ;) I muszę zdecydowanie kupić siatki do wędzenia, żeby ładniej wyglądało. Ale smaczny jest i bez tego :D



Syr wędzony w prawdziwej dymnej wędzarni
 

Na górze wędzony,  na dole dla porównania dwutygodniowy :)


niedziela, 17 marca 2013

Zmiany

Długo mnie tu nie było.
Moje postanowienie, by w miarę regularnie wrzucać relację z moich działań, niestety wzięło w łeb i nie jestem z tego dumna.
Ale po prostu ostatni miesiąc miałam naprawdę ciężki i nie mogę się zebrać w sobie. Najpierw zachorował koń, znowu kolkuje i to bardzo ciężko. W dodatku choroba ciągle nawraca. Sąsiad oczywiście "uprzejmie" nam doradził żeby takiego "kosztownego" zwierzaka sprzedać handlarzowi, to się pozbędziemy kłopotu i jeszcze kasa z tego będzie. Moja mama oczywiście dostała piany, ale ja tylko wzruszyłam ramionami, bo jeśli przez 15 lat nie udało się nam, żeby sąsiad pojął, iż my tego wykarmionego butelką konia nie sprzedamy na mięcho, pomimo ciągłych problemów z jej nogami, a teraz dodatkowo kolkami i mięśniochwatem, to nie zrozumie tego nigdy. I nie ma co tu dywagować, tak po prostu jest.
Jakby tego mało to chwilę potem, drogą pantoflową dowiedzieliśmy się że nasze zadupie, na które przeprowadziliśmy się 15 lat temu, by uciec z miasta i sobie w spokoju żyć na wsi spokojnej, z dala od przemysłu, dróg, i tłumów, leży dokładnie na celowniku budowy drogi ekspresowej S6, odcinek Lębork-Słupsk. Na Pomorzu Środkowym, jest chyba z 500 tysięcy hektarów a oni trafili centralnie w nasze 5. Łatwiej chyba trafić w totka, ale widziałam mapę z GDKiA i to rzeczywiście prawda. Niestety moja korespondencja z Agencją, została w tym momencie na chwilę zawieszona, przez kolejne nieszczęście które się na nas zwaliło, a mianowicie wstępnie zdiagnozowaną histiocytozę u mojej małej. Ostatnie tygodnie to było czekanie na badania, czekanie w szpitalu, badania i czekanie na wyniki. Na ostatnie wyniki z tomografu czekamy nadal. Aż się boję cieszyć, ale wygląda iż z całej grupy zjadliwych chorób trafiliśmy akurat w tą najłagodniejszą (i najrzadszą) wersję. I może się obejdzie bez naświetlań i chemii. Ale eureka wrzasnę dopiero jak będziemy mieli komplet badań i jakieś wiadomości co do dalszego leczenia. A po wizycie na oddziale onkologicznym dla dzieci, mam wrażenie że świat stoi na głowie i jestem kompletnie zdołowana. Jak se pomyślę....
Wbrew pozorom po tych wszystkich paskudnych wydarzeniach, to nie siedzę zupełnie bezczynnie. Chyba bym wtedy zwariowała, bo czekanie i gapienie się w sufit wykańcza mnie totalnie nerwowo. Dłubię więc różne głupoty, czytam neta, i zajmuję sobie głowę czymkolwiek. Ot na przykład chcę się wybrać 21 Kwietnia na nowy pchli targ "Sopotello". Albo na otwarcie sezonu w Skansenie we Wdzydzach. Wiadomo, że zależy to wszystko od tego jak będzie z małą, ale przynajmniej w tym momencie mam zajętą głowę i nie wpadam w jeszcze większego doła.
Z różnych rzeczy którymi się zajmuję, pochwalę się moimi serami :)
Serowarstwo chodziło mi po głowie już od dawna, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Aż wreszcie w zeszłym tygodniu, kupiłam podpuszczkę, pojechałam do znajomej rolniczki po mleko i uwarzyłam swój pierwszy ser :)
Wyglądał tak:
Ser podpuszczkowy typu "Koryciński"
Na początku z wyglądu (ale nie w smaku) przypomina twaróg, ale w zamyśle jeśli miałby szansę poleżeć parę tygodni, to stałby się serem żółtym. Niestety nie miał takiej szansy, za dużo sępów chciało spróbować ;D
Z 10L mleka wyszło mi około 1,5kg sera. Jak przyjdzie wiosna i krowy wyjdą na pastwiska to pewnie będzie wychodzić więcej i smaczniejszy :) Ale i tak jest pyszny. A pozostałej serwatki wyszło mi także ca 300g ricotty. Sam ser warzyłam, według przepisu na sery korycińskie - można tego pełno znaleźć na necie i nie chce mi się nawet wrzucać linków. Co ciekawe nie jest to takie trudne jak się wydaje na początku, powiedziałabym nawet że bardzo łatwe i przyjemne :) Potrzebny jest generalnie duży garnek, durszlak, gęste sitko do łowienia, termometr, podpuszczka no i mleko. Radzę zresztą samemu spróbować bo to fajna zabawa.

A to jest już mój wczorajszy ser - również z niepasteryzowanego mleka od sąsiadki :)
Tutaj dodałam przyprawy, co tam akurat miałam pod ręką. Na razie obcieka, potem czeka go jeszcze solenie i pewnie też zniknie więc uwieczniam dla potomnych ;)
Ser podpuszczkowy, typu "koryciński" z przyprawami
 A tutaj ricotta, czyli miękki, smarowny serek serwatkowy. Wyszło 300g które zniknęło w jeden dzień. Pyszny jak na przepis "recyklingowy"
Ricotta z serwatki

Dodam tylko, mój serek jest wegetariański (na tyle na ile może być coś zrobione z mleka) gdyż użyłam tzw. podpuszczki mikrobiologicznej. To taka specjalna podpuszczka ekstrahowana z jakichś grzybków, a nie z żołądków cieląt jak to zwykle jest robione. Mój kac moralny jest więc minimalnie niższy.

I to na tyle na razie.
Jak się znowu będę miała siłę zebrać dopisania to pokażę kwiatki, które robię na Sopotello. Będą z nich spinki i broszki.
Ale to już zupełnie inna historia.
Przepraszam też za przydługi i nudny post z wylewaniem żalów, ale obowiązku czytanie go nie ma ;)