Podpuszczona przez dziewczyny z klubu prządki na fesjbuku, napięłam muskuły, włączyłam dzieciom gadające pociągi, popatrzyłam groźnie na koty i udałam się do kuchni celem narobienia bałaganu.
Postanowiłam w końcu wypróbować ostatnio zakupione barwniki Argus.
Tak na szybko - lepiej mi szło niż dotychczasowymi motylkami. Ale więcej będę mogła powiedzieć za jakiś czas, gdy będę miała okazję potestować mieszanie barw. Bowiem zakupiłam wyłącznie kolory podstawowe i chcę się wreszcie nauczyć porządnie mieszać odcienie. Na ten moment jest obiecująco.
Na pierwszy ogień poszła standardowa tęcza w garnku :)
A wyglądała tak:
A po wyjęciu (jeszcze mokra) tak:
Uwaga na przyszłość, za mało żółtego, za dużo niebieskiego - muszę pamiętać że kolory rozlewają się zawsze w stronę jaśniejszych. No i ten przeklęty niebieski jest strasznie zaborczy i ekspansywny :/
W związku z tym w drugim farbowaniu (tym razem czesanki), przegięłam w drugą stronę na prawie pół gara żółtego. Wyszło tym razem Gold in the Pot ;)
Ale najpierw ułożyłam w ślimaka:
Potem polałam resztkami z butelek po kubusiach (tych z dziubkiem):
Już po wyjęciu i wysuszeniu wyszło nieźle. Nawet się mocno nie porozlewało, ale widać że robiłam resztkami barwników i poskąpiłam niebieskości - gdzieniegdzie jasniejsze plamy.
W każdym bądź razie, nawet dosyć delikatna czesanka, jaką jest ten merynos, nie sfilcowała się. Nawet nie jest zbyt mocno zbita.
Następnym razem pokombinuję z rozcieńczonymi barwikami by uzyskać bardziej pastelowe kolory.
A tu oba farbowanka razem :) w świetle dziennym i już wysuszone.
A na Bei, tymczasem różne różności - coburger fuchs, niekończąca się alpaka na sweter i BFL (po raz pierwszy). Pokażę następnym razem :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barwienie chemiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barwienie chemiczne. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 lutego 2013
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Docieramy się :)
Tak jak w tytule docieramy się z moją Beą :-)
Skrzydełko było gotowe już w piątek i od tego dnia, jak tylko mam chwilkę, to siedzę i kręcę.
I nadal jestem zachwycona, co chwila odkrywam jak dobrze zaprojektowana jest to maszynka. Ma mnóstwo smaczków i detali, które dopiero podczas pracy pokazują swoją funkcję. Jeszcze trochę pewnie wełny przejedzie zanim się zupełnie dogadamy, ale jest dobrze :-)
Po początkowych partiach próbnych, wrzuciłam więc 100g merynosa hiszpańskiego 24mc z Poltopsu, ufarbowanego w zestaw który nazwałam "Letni świt"
Drugi w kolejce był zestaw "Cisza przed burzą" , który przehandlowałam barterem za cudny naszyjnik, z Ritą (to ten drugi) i którego skręciłam we fraktala. Idealny fraktal to nie jest, bo kolory mi się za bardzo rozlały podczas farbowania, ale i tak uważam, że się ładnie poukładały i wymieszały :-)
Oba, jeszcze jako czesanki pokazywałam tutaj
Obie włóczki są niebiańsko miękkie i puchate. Nie starałam się ich jakoś specjalnie cienko prząść, wręcz przeciwnie przędłam dosyć grubo, gdyż uważam, że ładniej wtedy widać przejścia i mieszanki kolorystyczne. No i gruba, puchata wełenka lepiej się nadaje na różne czapki i kominy. Przy takich miksach kolorystycznych, raczej stosuje się gładkie ściegi, bo wzorów i tak nie będzie widać. A grube druty i puchatość sprawiają, że w dzianinie chowa się dodatkowa izolująca warstwa powietrza, przez co jest cieplej :-)
Mam nadzieję że Ricie się spodoba jej burzowy mix i będzie zadowolona :-D
Ostatnie kręcenie to próbka białej alpaki, którą dostałam gratis od Asi Appolinar. Pierwszy raz przędłam alpakę, bo nie chciałam jej wcześniej psuć szarpiącym Gwidonem. I robiło się ją bardzo przyjemnie. Idzie leciutko i miękko. Ale niestety chyba zwiedziona radami na necie, przekręciłam ją za bardzo. Bo po skręceniu w navajo zrobił mi się sznurek. Cóż teraz będę mądrzejsza i postaram się tak mocno nie skręcać :-) Zdjęcia nie mam - suszy się dopiero.
A na koniec jeszcze ostatnia farbowanka. Nosi nazwę "Ziemia i Niebo"
Zrobiłam ją tylko dlatego, by wykorzystać pozostałe barwniki, które mi blokowały butelki. Zamówiłam sobie nowe barwniki, innej firmy i nie chcę ich mieszać z motylkami. Z tych resztek powstał właśnie ten zestaw. Farbowałam metodą "w garze" i wyszło super, kolory wymieszały się umiarkowanie i może z tego wyjść ciekawy fraktal w przyszłości :-) No i teraz mam namacalny dowód, że i czesanki da się tą metodą farbować . Co znaczy że już nie będę się musiała szarpać z folią. Mi osobiście po prostu bardziej leży ten sposób i tyle :-)
W kolejce czekają już kolejne wełenki :-)
Więc zabieram się do roboty.
Skrzydełko było gotowe już w piątek i od tego dnia, jak tylko mam chwilkę, to siedzę i kręcę.
I nadal jestem zachwycona, co chwila odkrywam jak dobrze zaprojektowana jest to maszynka. Ma mnóstwo smaczków i detali, które dopiero podczas pracy pokazują swoją funkcję. Jeszcze trochę pewnie wełny przejedzie zanim się zupełnie dogadamy, ale jest dobrze :-)
Po początkowych partiach próbnych, wrzuciłam więc 100g merynosa hiszpańskiego 24mc z Poltopsu, ufarbowanego w zestaw który nazwałam "Letni świt"
Drugi w kolejce był zestaw "Cisza przed burzą" , który przehandlowałam barterem za cudny naszyjnik, z Ritą (to ten drugi) i którego skręciłam we fraktala. Idealny fraktal to nie jest, bo kolory mi się za bardzo rozlały podczas farbowania, ale i tak uważam, że się ładnie poukładały i wymieszały :-)
Oba, jeszcze jako czesanki pokazywałam tutaj
| Merynos 24mc, 2ply |
| Merynos 24mc, fraktal |
Mam nadzieję że Ricie się spodoba jej burzowy mix i będzie zadowolona :-D
Ostatnie kręcenie to próbka białej alpaki, którą dostałam gratis od Asi Appolinar. Pierwszy raz przędłam alpakę, bo nie chciałam jej wcześniej psuć szarpiącym Gwidonem. I robiło się ją bardzo przyjemnie. Idzie leciutko i miękko. Ale niestety chyba zwiedziona radami na necie, przekręciłam ją za bardzo. Bo po skręceniu w navajo zrobił mi się sznurek. Cóż teraz będę mądrzejsza i postaram się tak mocno nie skręcać :-) Zdjęcia nie mam - suszy się dopiero.
A na koniec jeszcze ostatnia farbowanka. Nosi nazwę "Ziemia i Niebo"
Zrobiłam ją tylko dlatego, by wykorzystać pozostałe barwniki, które mi blokowały butelki. Zamówiłam sobie nowe barwniki, innej firmy i nie chcę ich mieszać z motylkami. Z tych resztek powstał właśnie ten zestaw. Farbowałam metodą "w garze" i wyszło super, kolory wymieszały się umiarkowanie i może z tego wyjść ciekawy fraktal w przyszłości :-) No i teraz mam namacalny dowód, że i czesanki da się tą metodą farbować . Co znaczy że już nie będę się musiała szarpać z folią. Mi osobiście po prostu bardziej leży ten sposób i tyle :-)
W kolejce czekają już kolejne wełenki :-)
Więc zabieram się do roboty.
niedziela, 20 stycznia 2013
Eksperyment barwierski - nowa metoda
Z nudów przekopując internet znalazłam ciekawą metodę barwienia w garze. Na wiele kolorów.
Dosyć dokładny opis ze zdjęciami można znaleźć tu, więc nie będę powielać treści.
Z grubsza powiem tylko, że barwi się w garnku i w wodzie, bez zabawy z folią i zawijaniem. Wrzuca się wypraną wełnę (przędzę albo czesankę albo nawet loki) do gara i polewa z góry barwnikami. Barwniki mieszają się o dziwo głównie na miejcach łączenia tworząc efekt tęczy. Nie wolno mieszać całości, a jedynie lekko dociskać od góry, żeby barwniki się nie wymieszały.
Autorka używa barwników Ashforda, ale ja nimi nie dysponuję, więc w przypływie weny twórczej użyłam zwykłych motylków. Taka tęcza strasznie mi się podoba, ale niestety zostałam brutalnie przywołana do rzeczywistości, gdy zobaczyłam jakie resztki barwników mi zostały. Stąd zestaw kolorystyczny - barwiłam po prostu tym co miałam pod ręką. Muszę uzupełnić zapas, ale rezygnuję z Ashforda ze względu na jego marną dostępność w Polsce oraz cenę.
A poniżej efekt:
Wełna to hiszpanka 30mc, 100g, skręcona w navajo (bardzo kiepskie bo to moje pierwsze próby). Wyszły całkiem ładne przejścia kolorystyczne i generalnie jestem zadowolona, choć barwniki z motylkiem są dosyć kapryśne.
Dosyć dokładny opis ze zdjęciami można znaleźć tu, więc nie będę powielać treści.
Z grubsza powiem tylko, że barwi się w garnku i w wodzie, bez zabawy z folią i zawijaniem. Wrzuca się wypraną wełnę (przędzę albo czesankę albo nawet loki) do gara i polewa z góry barwnikami. Barwniki mieszają się o dziwo głównie na miejcach łączenia tworząc efekt tęczy. Nie wolno mieszać całości, a jedynie lekko dociskać od góry, żeby barwniki się nie wymieszały.
Autorka używa barwników Ashforda, ale ja nimi nie dysponuję, więc w przypływie weny twórczej użyłam zwykłych motylków. Taka tęcza strasznie mi się podoba, ale niestety zostałam brutalnie przywołana do rzeczywistości, gdy zobaczyłam jakie resztki barwników mi zostały. Stąd zestaw kolorystyczny - barwiłam po prostu tym co miałam pod ręką. Muszę uzupełnić zapas, ale rezygnuję z Ashforda ze względu na jego marną dostępność w Polsce oraz cenę.
A poniżej efekt:
| Pomalowane w garnku już podczas studzenia na balkonie |
Wełna to hiszpanka 30mc, 100g, skręcona w navajo (bardzo kiepskie bo to moje pierwsze próby). Wyszły całkiem ładne przejścia kolorystyczne i generalnie jestem zadowolona, choć barwniki z motylkiem są dosyć kapryśne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)