Czy da radę uszyć ręcznie prostą histeryczną koszulinę w jeden wieczór? Albo giezło?
Ano da się spokojnie jak się okazuje :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie ręczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie ręczne. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 czerwca 2015
poniedziałek, 8 października 2012
Szycie ręczne cz.1
Ten post chodził mi po głowie już od dawna i rodził się w bólach. Głównie dlatego że miałam nieliche problemy ze sformułowaniem co właściwie chcę przekazać.
Ale w końcu stwierdziłam że zrobię krótko - spróbuję odmitologizować szycie ręczne.
To tylko kilka spostrzeżeń i mam nadzieję że ułatwi niektórym rekonstruktorom złapanie za igłę :-)
A więc zasada pierwsza - dobieramy sobie rodzaj nici do konkretnego materiału. Czyli szyjemy wełnę nicią wełnianą, len nicią lnianą, jedwab jedwabiem itd.
Częstym błędem jest właśnie próba szycia wełny, nićmi lnianymi co powoduje ściąganie się materiału i do tego nawet drobne szwy zrobione lnem na wełnie będą sprawiały wrażenie rzadkich i niewystarczających.
Kolejna sprawa to dobranie właściwej grubości nici. Nie wiem czemu ale pokutuje przęsąd, iż należy brać jak najcieńsze nici. Jest to błąd, gdyż cienkie nici dobrane do grubego materiału, spowodują jego ściąganie i farfoclowanie podczas szycia. Nici należy dobrać do grubości, czyli do grubej wełny używamy GRUBYCH nici. W większości przypadków, wełny spokojnie można szyć różnej grubości włóczką. Dotyczy to zwłaszcza folowanych flauszy, oraz grubych surówek o wyraźnym splocie. Grubsza nić sprawi że szew będzie po prostu mocniejszy i sam "ciężar tkaniny" nie spowoduje jego przetarcia.
Trzecia rzecz to igła. Na litość boską nie próbujmy wsadzić naszej grubej nici, do uszka cieniutkiej igły. Igłę również należy dobrać do grubości nici i materiału. Tutaj nie należy się bać użycia np. cerówek. Wiadomo że do cieniutkiego jedwabiu użyjemy cienkiej nici i igły, ale nie bierzmy tej samej do grubego sukna. Igła w materiale działa trochę jak taran - przechodząc przez materiał rozsuwa włókna i sprawia że nić ma mniejsze tarcie i łatwiej przechodzi przez zrobioną igłą dziurkę. A także mniej się wtedy przeciera. A to przecieranie się nici jest już legendarnym niemal problemem - wiele osób rzuca w diabły robótkę ponieważ ich nitka co chwila się rwie.
Po czwarte, nie szalejmy z maleńkimi ściegami. Zasada jest tu identyczna jak w poprzednich przypadkach - dostosowujemy ściegi do grubości materiału, nici i i gły. Po dojściu do wprawy zobaczycie że drobniutkie ściegi na cienkim materiale wychodzą bardzo ładnie i niejako mechanicznie, ale nie ma powodu (a nawet są przeciwskazania) by robić takie mikroskopijne na grubszych tkaninach.
Poniżej widać galerię - to moja tunika połowiecka, którą szyłam w tym roku. Zrobiłam ją tak wypaśnie, jak się dało na moje skromne możliwości finansowe, czyli cienka wełniana surówka 100%z wyraźnym splotem, masakrycznie siepiąca się i szyta ręcznie przędzionymi nićmi (singiel). Igła i nić jak widać dosyć grube, podobnie szwy.
Jak widać powyżej, dosyć "duży" szew nie spowodował rozłażenia się kawałków tkaniny (nie ma dziur). Jest praktycznie niewidoczny i trzyma bardzo mocno.
Moja tunika przeszła jak na razie crash testy na dwóch imprezach w tym roku. Nic się nie poprzecierało i nie pourywało. Na razie żadnych dziur na szwach nie zanotowałam. Analogicznie uszyłam w tym roku dwie tuniki i dwie pary spodni, wszystko testowane w warunkach obozowych i na koniach. Wcześniej szyłam tak wszystkie moje ciuchy wyprawowe i też dawały radę.
Osobną ciekawostką o jakiej jeszcze chcę wspomnieć, jest też tutaj zaszywanie brzegów. Zastosowałam je dlatego że ta wełna niemiłosiernie się siepie i w krótkim czasie wysnuwają się nitki i puszcza nie szew a sama tkanina. By temu zapobiec, już przy krojeniu przewidziałam dosyć duży zapas na szwy. Jak widać na fotkach szew idzie jakieś 2cm od brzegu dzięki czemu można go po założeniu szwów nośnych, zawinąć i podszyć np. fastrygą.
To z reguły wystarcza by nic nam się już nie wysnuwało. Oczywiście nie jest to jedyny sposób na rozwiązanie tego problemu. Innym jest zawinięcie brzegów przed zszyciem materiału, jeszcze innym użycie ściegu na okrętkę lub innego podobnego. Mnie akurat tak się podoba i tak robię, ale ogólnie nie ma jakichś szczególnych wytycznych w tych kwestiach.
No i oczywiście istnieją materiały, które nie wymagają takiej dodatkowej pracy - przede wszystkim folowane flausze i sukna, ale znakomita większość lnów, jedwabi, aksamitów itd lepiej się będzie zachowywać, jeśli brzegi zabezpieczymy.
I podsumowując.
Szycie ręczne naprawdę nie jest takie trudne. Kiedy się zachowa pewne zasady to szybko się dochodzi do wprawy i czasem staje się jak u mnie, że nie chce mi się wyciagać maszyny do szycia, bo sprawniej, przyjemniej i bez tego całego bałaganu jestem w stanie zrobić co trzeba :-)
Zapraszam jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości lub pytania - chętnie postaram się pomóc. Jeśli coś mi umknęło to z pewnością wkrótce uzupełnię w kolejnym poście :-)
Ale w końcu stwierdziłam że zrobię krótko - spróbuję odmitologizować szycie ręczne.
To tylko kilka spostrzeżeń i mam nadzieję że ułatwi niektórym rekonstruktorom złapanie za igłę :-)
A więc zasada pierwsza - dobieramy sobie rodzaj nici do konkretnego materiału. Czyli szyjemy wełnę nicią wełnianą, len nicią lnianą, jedwab jedwabiem itd.
Częstym błędem jest właśnie próba szycia wełny, nićmi lnianymi co powoduje ściąganie się materiału i do tego nawet drobne szwy zrobione lnem na wełnie będą sprawiały wrażenie rzadkich i niewystarczających.
Kolejna sprawa to dobranie właściwej grubości nici. Nie wiem czemu ale pokutuje przęsąd, iż należy brać jak najcieńsze nici. Jest to błąd, gdyż cienkie nici dobrane do grubego materiału, spowodują jego ściąganie i farfoclowanie podczas szycia. Nici należy dobrać do grubości, czyli do grubej wełny używamy GRUBYCH nici. W większości przypadków, wełny spokojnie można szyć różnej grubości włóczką. Dotyczy to zwłaszcza folowanych flauszy, oraz grubych surówek o wyraźnym splocie. Grubsza nić sprawi że szew będzie po prostu mocniejszy i sam "ciężar tkaniny" nie spowoduje jego przetarcia.
Trzecia rzecz to igła. Na litość boską nie próbujmy wsadzić naszej grubej nici, do uszka cieniutkiej igły. Igłę również należy dobrać do grubości nici i materiału. Tutaj nie należy się bać użycia np. cerówek. Wiadomo że do cieniutkiego jedwabiu użyjemy cienkiej nici i igły, ale nie bierzmy tej samej do grubego sukna. Igła w materiale działa trochę jak taran - przechodząc przez materiał rozsuwa włókna i sprawia że nić ma mniejsze tarcie i łatwiej przechodzi przez zrobioną igłą dziurkę. A także mniej się wtedy przeciera. A to przecieranie się nici jest już legendarnym niemal problemem - wiele osób rzuca w diabły robótkę ponieważ ich nitka co chwila się rwie.
Po czwarte, nie szalejmy z maleńkimi ściegami. Zasada jest tu identyczna jak w poprzednich przypadkach - dostosowujemy ściegi do grubości materiału, nici i i gły. Po dojściu do wprawy zobaczycie że drobniutkie ściegi na cienkim materiale wychodzą bardzo ładnie i niejako mechanicznie, ale nie ma powodu (a nawet są przeciwskazania) by robić takie mikroskopijne na grubszych tkaninach.
Poniżej widać galerię - to moja tunika połowiecka, którą szyłam w tym roku. Zrobiłam ją tak wypaśnie, jak się dało na moje skromne możliwości finansowe, czyli cienka wełniana surówka 100%z wyraźnym splotem, masakrycznie siepiąca się i szyta ręcznie przędzionymi nićmi (singiel). Igła i nić jak widać dosyć grube, podobnie szwy.
| Ścieg "za igłą" strona prawa |
| Ścieg "za igłą" strona lewa |
| Ten sam ścieg, widok z wierzchu, na miejscu zszycia |
| Ścieg w pracy - igła cerówka i kłębek ręcznie przędzionej nici |
Osobną ciekawostką o jakiej jeszcze chcę wspomnieć, jest też tutaj zaszywanie brzegów. Zastosowałam je dlatego że ta wełna niemiłosiernie się siepie i w krótkim czasie wysnuwają się nitki i puszcza nie szew a sama tkanina. By temu zapobiec, już przy krojeniu przewidziałam dosyć duży zapas na szwy. Jak widać na fotkach szew idzie jakieś 2cm od brzegu dzięki czemu można go po założeniu szwów nośnych, zawinąć i podszyć np. fastrygą.
| Zaszywanie brzegów - ta sama igła i nić |
To z reguły wystarcza by nic nam się już nie wysnuwało. Oczywiście nie jest to jedyny sposób na rozwiązanie tego problemu. Innym jest zawinięcie brzegów przed zszyciem materiału, jeszcze innym użycie ściegu na okrętkę lub innego podobnego. Mnie akurat tak się podoba i tak robię, ale ogólnie nie ma jakichś szczególnych wytycznych w tych kwestiach.
No i oczywiście istnieją materiały, które nie wymagają takiej dodatkowej pracy - przede wszystkim folowane flausze i sukna, ale znakomita większość lnów, jedwabi, aksamitów itd lepiej się będzie zachowywać, jeśli brzegi zabezpieczymy.
I podsumowując.
Szycie ręczne naprawdę nie jest takie trudne. Kiedy się zachowa pewne zasady to szybko się dochodzi do wprawy i czasem staje się jak u mnie, że nie chce mi się wyciagać maszyny do szycia, bo sprawniej, przyjemniej i bez tego całego bałaganu jestem w stanie zrobić co trzeba :-)
Zapraszam jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości lub pytania - chętnie postaram się pomóc. Jeśli coś mi umknęło to z pewnością wkrótce uzupełnię w kolejnym poście :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)