Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztat tkacki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztat tkacki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 września 2018

Reaktywacja?!



Zajrzałam tu z myślą o ewentualnej reaktywacji bloga.
Ale chyba miotełka ni starczy do eksmitowania ponad dwuletnich pajęczyn, muszę jednak wziąć odkurzacz ;)

Przez te dwa lata od ostatniego posta, sporo się u mnie zmieniło i zastanawiam się czy warto sprzątać ten kurz?
Reanimować trupa?
A może jednak przytachać mopa, odmalować ściany i gdzieniegdzie ustawić badyle w doniczkach?
Oczywiście ustawić je wokół krosien...





niedziela, 26 lipca 2015

Szmaciaki

No to powracamy do korzeni :)
Szmaciak jaki jest, każdy widzi
Większość z nas może kojarzyć te chodniczki z domów naszych babć, zwłaszcza jeśli mieszkały na wsi.
Tak jak nazwa wskazuje, są wykonane ze szmatek. Szmaty tnie się lub drze na wąskie paski, następnie łączy ze sobą (można albo zszyć albo związać) i używa ich jako wątku na krośnie.
Tak wygląda taka katastrofa ;) tuż po podarciu, teraz trzeba zrobić z tego dłuższe paski.


niedziela, 25 maja 2014

Moja nowa stara zabaweczka ;)

Apetyt rośnie w miarę jedzenia :)
Co poskutkowalo nowym ustrojstwem - nowymi starymi krosnami ludowymi. Pochodzą z Podlasia, ale trafiły do mnie zupelnie inną i troche niespodziewana drogą i czekały na mnie prawie dwa lata :D Długa historia, w każdym bądź razie udalo mi się je spakować do dzielnego Budynia (a częściowo na wierzch Budynia, bo staciwa za chiny nie dały się upchąć do środka) i dowieźć na Stepy. W planach mam już wykorzystanie ich podczas kolejnej edycji naszej warsztatowki we wrześniu.  Powinno się to udać bo sa we w miarę dobrym stanie,  trzeba je jedynie doczyscic, naprawić parę drobnych elementów i będzie dobrze.
To było w zeszłym tygodniu -  odebrane, zawiezione i na wariackich papierach zwalone pod okapem stajni.
Dziś natomiast, udało mi się warsztat złożyć,  zrobić remanent i wyszorować nieco z kurzu. Na fotkach jeszcze przed szorowaniem, teraz maja już bardziej drewniany kolor niż szaro betonowy. Ale kolor "drzewniany" ;) przewiduję dopiero po wylaniu na nie paru litrów oleju, bo drzewo jest wyschnięte na wiór. 

No a tak to wyglądało przed szorowaniem szczotką ryżową - teraz jest już mniej szare a bardziej drewniane ;)





I garść danych technicznych :)
Warsztat ma około metra szerokości tkania, cztery podnóżki i cztery bloczki, czyli nominalnie powinno się bez problemu założyć również cztery nicielnice. Niestety w komplecie są tylko dwie, ale nie zamierzam z tego powodu rwać sobie włosów z głowy ;) tylko na spokojnie za jakiś czas dorobię dwóch brakujących. Albo dokupię jeśli trafi się jakaś okazja w ogłoszeniowniach :)
Poza tym, jak widać jest dosyć dopieszczony, ma  ładne ornamenty i ogólnie  sprawia wrażenie solidnej konstrukcji.
Wielkość oceniam "jako niewielki", bo wymaga co najwyżej własnego pokoju, ale już własna stodoła jest niekonieczna ;)
Do naprawy drobiazgi w sumie - po szorowaniu trza malnąć olejem, do naprawy jedna z desek na których wisi bidło, te dwie nieszczęsne nicielnice do dorobienia,  trochę sznurków żeby to wszystko powiązać i właściwie wystarczy osnuć i jedziemy :) No dobra, estetyka mi mówi, żeby naprawić też belkę z mocowaniem podnóżków, bo jest ohidna ;) Ale to w sumie można odłożyć na później ;)
Na pewno uruchomimy  go niedługo, a na Stepach Pomorskich 2014, będzie można użyć go podczas warsztatów tkackich :)
No i na razie tyle, w kolejny weekend wezmę go pomaluję i postaram się podwiązać chociaż te dwie nicielnice, żeby zrobić małą próbną osnowę na jakiś dywanik czy cuś w ten deseń. Ot tak żeby sprawdzić co tam jeszcze wyjdzie z niedoróbek. A zresztą czy ja naprawdę muszę się tłumaczyć? Przecie aż mnie rączki świerzbią :D


wtorek, 24 września 2013

Stepy Pomorskie - after party

I po Stepach...
Impreza dla nas kończąca sezon letni właśnie się skończyła.
Teraz co prawda dla Wayfarersów idą wielkimi krokami, Jesień i Zima, czyli czas Wypraw, ale ja po prawdzie nigdzie się jeszcze w tym sezonie zimowym, nie wybieram więc FIN.
Ale długie wieczory bardzo sprzyjają wszelkim robótkom ręcznym, więc nie zamierzam zapadać w sen zimowy - krosna i kołowrotek czekają, zamówiłam nowe wełenki, będzie się działo!

A tymczasem parę fotek ze Stepów Pomorskich 2013

Tutaj wrzucam głównie zdjęcia warsztatowe, zainteresowanych bardziej odsyłam do galerii:

Morgiany
i
Krzysztofa Rynka Rynkiewicza

Tropicieli mroku informuję, że pewnie coś znajdą i to sporo. Ale proszę o nieuzewnętrznianie się - impreza jest z założenia dosyć luźna, przyjeżdżają na nią ludzie którzy chcą się zrelaksować i nauczyć czegoś nowego. A ja nie zamierzam psuć sobie zabawy pierdołami, a na brak zaangażowania i entuzjazmu u uczestników, nie mogłam narzekać :D
Zrobiliśmy w sumie sporo, były i koniki (w wersji okrojonej- spacerowej), radosne nicnierobienie, plecenie sznurków, gotowanie, śpiewy (dzięki Rynki, Asia i Nulek), malowanie temperami jajecznymi, barwienie naturalne, przędzenie i niekwestionowany król wszystkiego czyli warsztat tkacki :) Osnuwałyśmy trzykrotnie, to znaczy ja pokazywałam i potem dziewczyny dalej same dzielnie walczyły i każda utkała sobie kawałek tkaninki. Taki akurat na torbę lub poduszkę. A ponieważ wszystkie zdecydowały się od razu na diamencik, to będą bardzo ładne torby i poduszeczki :)
Wrzecionkami i kołowrotkami też trochę kręciłyśmy, ale generalnie Viktoria przyćmiła wszystko, była to chyba jedna z niewielu imprez na których można było się pobawić na poważnie krosnami poziomymi. I mam nadzieję że bakcyl został przekazany dalej :D





Aronia w żelaznym garnku

 
Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Diament był niekwestionowanym hitem imprezy ;)
 Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Brzoza jesienna na tkaninie, nawet dużych plam nie było. Tylko to miała być zieleń a nie kolejny odcień kupy...
 Foto: Krzysztof Rynek Rynkiewicz

Zupa z brzozy

Musicie mi uwierzyć na słowo, że to JEST OLIWKOWY.



Panorama nicnierobienia


Mam dziwne wrażenie, że herb na tej tarczy przejdzie do legendy...

I dumne malarki



Fajnie wyszło, jeszcze tak ludnej imprezy nie mieliśmy :D
Był nawet kram z tkaninami bo zawitali do nas Bartosze ze Swarańcza i można było sobie zrobić zakupy. Ja stałam się bogatsza o mnóóóóstwo przędz - będzie co robić :D
A teraz zabieram się za przerabianie tej OLIWKOWEJ przędzy na tkaninę :D

PS: zdjęcia są wymieszane, część ukradłam Morgianie, częśc Rynkowi i mam nadzieję że mnie nie ubiją  ;) Jak co to pododaję copyrighta, ale teraz już mi się nie chce tego wklepywać ;|


poniedziałek, 29 lipca 2013

Tkackie marudzenie - to już się chyba robi nudne ;)

Jak w tytule ;)
Jeśli ktoś ma ciągle jeszcze cierpliwość żeby oglądać moje kolejne szmaty to zapraszam :D
Tym razem zdecydowałam się spróbować podstawy podstaw, czyli splotu płóciennego. Zachęciła mnie do tego wełna, której użyłam - hiszpańskie 28mc, uprzędzione w dublu i barwione w garze na multikolor ( nawet pokazywałam je kiedyś na blogu). Użyłam jej jako osnowy, a jako wątku identycznej przędzy, ale niebarwionej by nie przytłumić zbytnio kolorów.
Takiej wełny, jak mi się zdaje, nie ma większego sensu tkać w jakieś wymyślne wzory, gdyż sama z siebie jest dosyć efektowna i albo uzyskałoby się efekt "za dużo szczęścia", albo wzór zniknąłby pod feerią barw. No więc postanowiłam poćwiczyć równe dobijanie i brzegi. Co mi wyszło całkiem nieźle.
I tu mała dygresja - poprzednie moje prace miały tendencję do zbiegania się, wprawdzie równo na całej długości, ale jednak traciłam sporo na szerokości. Tak więc gdy wyliczałam sobie szerokość tkania, doliczyłam nadmiar żeby skompensować to nieszczęsne ściąganie. No i zrobiłam klopsa, bo już w trakcie okazało się, że moja wprawa postępuje i wrobienie jest minimalne, podobnie zresztą brzegi zaczęły wychodzić bardzo przyzwoicie.
Nie mam pojęcia dlaczego ;|
W każdym bądź razie tkanina przewidziana na torbę okazała się na nią za wielka i obszerna i po prostu szkoda mi jej ciąć. Tak więc mam kolejny obrus albo dywanik, z którym nie mam pojęcia co zrobić.
A i żeby nie było, to po tym utkańcu zrobiłam kolejne próbki pasków (już diagonalem) i minimalne wrobienie i dobre brzegi się utrzymują, więc nie jest to kwestia splotu płóciennego tylko jednak mojej wciąż rosnącej wprawy :D
Co mnie bardzo cieszy, myślę że teraz będzie coraz lepiej :)




No cóż, pomimo że to w sumie prościzna, to bardzo podoba mi się efekt końcowy :) Ale ja w ogóle lubię dużo kolorów i ich dziwaczne zestawienia, więc to chyba kwestia gustu.

A poniżej jeszcze kolejne wprawki - obiecany neonowy szmaciak,   duży i ciężki alpaczany szal i szeroki fristajlowy ;) pasek.
szmatławiec ;)

Szal z alpaki

Prawie pół kilo ręcznie przędzionej alpaki. Czy nie wybiera się ktoś na wyprawę na Syberię?!

Wprawki przed tkaniem pasa do houppelande
Kurkawodna, muszę się przyznać bez bicia, że tkanie wciąga :D
Tym bardziej, jak się dorwało do porządnego sprzętu i nie ma jakiejś strasznej drogi przez mękę, tylko zwykłe i spokojne poznawanie nowych możliwości, bez szarpania się i rozkminiania "dlaczego to nie działa". Czysta przyjemność, a nawet jeśli nie wychodzi od razu dokładnie tak jak planowałam, to zwykle "coś" wychodzi i nie ma się poczucia walki z wiatrakami i straconego czasu :D
No wiem, przynudzam, już więcej nie będę ;P


piątek, 19 lipca 2013

Kolejny utkaniec

Grunwald, grunwald i po grunwaldzie ;)
A jak tylko wróciłam, to wraz z progeniturą zabrałam od dziadków i moje krosna :)

Na warsztat wrzuciłam tym razem swoje własnoręcznie uprzędzione wełenki: osnowa to cudny Lincoln, uprzędziony dosyć cienko 110m/28g dubla, a wątek to jakaś długowełnista irlandzka owca w pięknym ciemnym brązie (czego w ogóle nie widać bo w kontraście z jasnym Lincolnem wygląda jak czarna), uprzędziona grubiej, ale za to w singlu.
Co więcej powiedzieć?
Ciągle się uczę, popełniam kupę błędów, marzy mi się porządny kurs tkacki w Łucznicy, żeby nie musieć błądzić z pewnymi rzeczami po omacku, ale ponieważ nie mam na nic takiego w tym momencie szans, więc zamierzam konsekwentnie psuć sobie kolejne robótki i tyle ;)

A z błędów to co widać na zdjęciach. Wstyd pokazywać, ale liczę na dobre rady lepszych od siebie.
Pomijając to że wzór jest mocno fristajlowy ;0, to dodatkowo przetarła mi się jedna nitka osnowy, jest to widoczne jako długa ciemna kreska wzdłużnie. Zauważyłam to niestety za późno i nie dałam rady dorobić nitki, a pruć mi się nie chciało, więc machnęłam ręką i jechałam dalej. Poza tym mam ciągle problem z prawym brzegiem. I tylko z prawym. Lewy wygląda prawie idealnie jak na moje standardy, natomiast prawy się chychła. Coś chyba z dobijaniem jest nie tak, bo i dobicie wątku z tej strony też mi jakoś mocniej wychodzi. Się zastanawiałam czy może płocha nie jest lekko krzywa, ale obejrzałam ją i nie wygląda. Więc pewnie robię jakiegoś kretyńskiego byka, może odruchowo dociskam prawą stronę mocniej, czy coś takiego. Pomóc może chyba tylko praktyka.
Z plusów to wychodzi mi prawie równo. Końcówka się lekko zwęziła, ale poza tym całkiem udaje mi się utrzymać w miarę równą szerokość tkaniny.  No i przyjemna wełna mało gryzie, więc można użyć jako szala.


Jeszcze na krosnach

Po zdjęciu ale jeszcze przed praniem :)




Utkaniec ma ca.190cm długości i 22cm szerokości
Miał mieć równe 2m, ale na finiszu Kacperek uwiesił mi się od spodu na osnowie, która nie wytrzymała dwunastu kilo wierzgającego worka kartofli i część nici się pourywała. Nie pozostało mi więc nic innego tylko odciąć resztę. I tylko cieszyłam się baaaaardzo, że nie wypróbował owego manewru w połowie, albo na początku pracy, bo chyba bym się zapłakała.

Teraz przemyśliwuję co by tu wrzucić jako kolejne ;)
I chyba wreszcie pójdę nabyć mocną dratwę, zmasakruję siatkę starych t-shirtów i zrobię szmaciak :D
A potem przylezie w odwiedziny jakiś malkontent, zrobi zdziwioną minę i zapyta po co mi ta robota, skoro w Ikei można takie nabyć za 4,99zł/szt ;|
O!


wtorek, 25 czerwca 2013

Monster, pierwsze uruchomienie

Wróciłam niczym zombie z Cedynii (o której skrobnę zresztą parę słów następnym razem) i zamiast jak człowiek usiąść i odpocząć, zabrałam się za osnuwanie krosien.
Spuśćmy litościwie zasłonę milczenia na sposób przygotowania osnowy i samo zakładanie jej na krosna, które zaczęłam w pijanym widzie od przysłowiowej d... strony;) , ale koniec końców udało mi się wszystko ułożyć i naciągnąć na wały, przewlec przez ten milion nicielnic i płochę i zasiąść do tkania.
Glimakra pokazała klasę już podczas osnuwania, bo mechanizm z łatwością uratował mi pracę, a gdy zaczęłam tkać to szczęka opadła mi na glebę. Wszystko chodzi,, mechanizmu podnoszenia i opuszczania nicielnic w ogóle nie musiałam zmieniać i regulować, wały i zapadki kręcą się i trzymają rewelacyjnie, płocha chodzi leciutko, w ogóle wszystko gra. Jestem w szoku bo pomna poprzednich doświadczeń z krosnami typu rigid heddle, myślałam że czeka mnie ciężka przeprawa z regulacją, poprawianiem, wymyślaniem jak tu obejść niespodziewane kłopoty itp, itd. A  tu tymczasem zrobiłam interes życia z krosnem typu "siąść i tkać" Zero problemów, wybacza naprawdę duże błędy, po prostu cud miód i orzeszki. I zaczęłam rozumieć dlaczego krosna Glimakry są takie drogie - to po prostu sprzęt naprawdę wysokiej klasy i mogę spokojnie powiedzieć że jeśli ktoś znajdzie podobne do kupienia to brać w ciemno.
Rewelacja!


A na deser kilka fotek. Na razie próbka na jakiejś szajs wełnie, grubej, włochatej i w ogóle be. Osnute na 4 nicielnice, udało mi się uzyskać jodełkę (choć nieco niewyraźną). Na ramce w ogóle ta wełna nie chciała mi pracować ze sztywną nicielnico-płochą a tutaj bez problemu.
Tkanie to już czysta przyjemność, wisienka na torcie po horrorze osnuwania ;)




I jeśli ktokolwiek będzie miał kiedyś zgryza czy kupić krosno typu  rigid heddle czy nicielnicowe to moja rada - brać nicielnicowe. Nieporównywalny komfort pracy po prostu :D
Idę do roboty

środa, 19 czerwca 2013

Krosno - introduction

Mówią że jak bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera.
Niniejszym ogłaszam, że mnie właśnie odebrał.

A więc TADAAAAM oto Monster!

W rewelacyjnym, wcześniej polecanym przez Pracownię na Kaszubach, sklepie we Władysławowie,  znalazłam moje krosna marzeń. Sklep zresztą polecam, właściciel jest przemiły, bardzo pomocny i widać że wie co robi. Ma zresztą teraz nową dostawę krosien i powiem wam, że mi na to wszystko szczęka opadła na glebę. I do tej pory nie mogę jej pozbierać. Takiej wystawki to nie widziałam jak żyję.
Ostatni tydzień zresztą siedziałam sobie, gapiłam się na zdjęcia ze strony sklepu i trybiłam jak tu kasę uzbierać, jak to odebrać i żeby  mi nikt nie podkupił. Chciwość mnie normalnie zeżarła. Albowiem mój upatrzony zakup to czteronicielnicowe krosna stołowe Glimakra Victoria, wraz ze stojakiem. Kompletne dodam, na moje niewprawne oko nic nie brakuje, nicielnice chodzą gładko, wały, płocha i cały osprzęt na miejscu. Dostałam nawet gratis - śliczne czółenko i haczyk do przeciągania przez szczeliny płochy. Normalnie cud się ziścił, gdy już zdążyłam się pogodzić z decyzją o zaczęciu mozolnego  zbierania do świnki kaski na jakiegoś używanego Ashforda czy Loueta. A tu patrzcie, jakby na mnie specjalnie czekało. I oczywiście popsuło mi kompletnie wszystkie plany i prawie doprowadziło do nieprzewidzianego bankructwa :/ Chamstwo normalnie. Ale po prostu nie mogłam odpuścić tej okazji.

Co prawda jadąc z duszą na ramieniu do Władysławowa, nie spodziewałam się, że coś nazwane krosnem stołowym może być tak duże. W sklepie, w towarzystwie pełnowymiarowych krosien wyglądało na niewielkie i kompaktowe, ale jak przywiozłam to do domu to zajmuje mi pół mieszkania :/ Chyba znowu muszę zrobić przemeblowanie ale na razie nie mam zielonego pojęcia gdzie i dokąd.  Chyba tylko  sufit mi pozostał...
Zresztą sami zobaczcie

fotka z potomnością, dla oddania skali "krosna stołowego" ;|

Na razie tak jak przywiozłam ze sklepu, rozgryzać co dalej będę po weekendzie
Czy ktoś mi może wyjaśnić, jak to diabelstwo ma się niby zmieścić na stole??!!
Mój spory stół jest o jedną trzecią mniejszy!
Ponieważ przywiozłam potworka dopiero dziś, to nie mam pojęcia jak się pracuje. Ale na pewno się pochwalę, jak już uda mi się rozgryźć co i jak.
Cholera nastawiona już byłam na rigid heddle loom, bo po przeczytaniu całego ebaya byłam absolutnie pewna iż nie stać mnie na normalne nicielnicowe, a tu taki klops.
Dziewczyny, jeśli któraś chciałaby  rzucić fachowym oczkiem i doradzić co z tym dalej to będę stawiać procenty w rewanżu.
A teraz idę się ponapawać jego widokiem ;D
Zboczona jestem co nie?!

czwartek, 30 maja 2013

Utkaniec

Miałam nie pokazywać, bo i tak właściwie nie ma czego, ale skoro już skończony to niech ma swoje pięć minut w internetach.
No i to moja pierwsza duża praca tkacka, taki eksperyment :)

A więc tadaaam, oto utkaniec:

Ręcznie tkany na siatce 10 dent,  100% Len
W tym momencie  nie mam pojęcia co z nim zrobić, bo wyszedł po prostu zbyt rozlazły. W założeniu miał być to lniany obrus z frędzlami, albo ręcznik na imprezy rekonstrukcyjne, ale  przędza lniana okazała się za cienka do grzebienia 10dent Kromskich i mimo mocnego dobijania splot wyszedł bardzo luźny. Teraz już wiem co i jak i będę osnuwać podwójnie, ale takie rzeczy jak zwykle wychodzą dopiero w praktyce. I tak zostałam właścicielką wyjątkowo brzydko utkanego kawałka worka ;)

Podczas pracy naklęłam się a wszystkie czasy, ale ustaliwszy sama ze sobą iż nauka musi boleć, dociągnęłam dokońca i gdy wreszcie odcięłam osnowę to okazało się że nie jest tak źle jak myślałam. Oczywiście jest masa błędów - nierówne brzegi, w trzech dziurkach przetarła mi się osnowa (co postanowiłam zignorować i pracowałam dalej), nierówno mi się ponaciągało i w ogóle szaleństwo. Kurcze wodne, na filmikach na tubie to wszystko idzie jakoś sprawnie i gładko, nic się nie rozłazi, osnowa się naciąga równomiernie, nitki gładko przesuwają się w szczelinach itp, itd.
Trochę się przemęczyłam, ale jestem  o te nędzne półtora metra mądrzejsza.
Następna na ramkę pójdzie dla odmiany wełna :)
 

I jeszcze kilka fotek, a co mi tam, zostanie dla potomnosci ;D

Tu świeżo po zdjęciu z krosna, jeszcze przed praniem




A tu już po wypraniu w 90 stopniach


Utkaniec i przędza z której został zrobiony


I na koniec potomność, która oczywiście nie mając za grosz szacunku dla matczynej pracy, rozjeżdżała mi go samochodzikiem ;D


Dodam jeszcze, że obrusik zrobiony jest z 100% lnu. Przędza jest pojedyńcza, dosyć miękka, taka dzianinowa na cewce jak widać na zdjęciu powyżej. Po wypraniu zrobiła się miękka i spokojnie można  użyć utkańca jako ręcznika, albo lekkiego szala. Zdecydowanie lepsza na osnowę byłaby przędza dwojona, ale to prawdopodobnie byłoby kosztem sztywności. W każdym bądź razie, dało się na tym singlu pracować, choć przyznaję bez bicia że parę razy tyłek (i całą) pracę uratował mi krochmal w sprayu firmy Ługa :D Poszła go zresztą cała butelka, więc następnym razem już sama sobie ugotuję krochmal z mąki i tylko napełnię nim spryskiwacz. Ale polecam ten sposób, działa lepiej niż smarowanie pędzelkiem (też próbowałam i szło marnie).

A teraz zmykam na spacer bo pogoda śliczna i aż żal w domu siedzieć :D

EDYCJA: Fotka przędzy na pudełku zapałek specjalnie dla Loomymatic :)
Obok już utkana i po praniu - nieco "spuchła" po gotowaniu w pralce, ale to akurat mi bardzo pasowało bo nieco zagęściło splot :)

środa, 23 stycznia 2013

Awaiting my Bea

Czekając na naprawę skrzydełka od mojej Bei, zabrałam się za wprawki tkackie. Strasznie dawno nie tkałam, więc idzie mi średnio. Ale jakoś idzie i już widzę co muszę poprawić w moim warsztaciku.


A na tapecie w kółko leci to:


Oj jedzie mi po kręgosłupie ta piosenka i gra po żebrach...

wtorek, 7 lutego 2012

Projekt - Tkanie

Napatrzyłam się od dłuższego czasu, na bloga Alicji  i wróciły do mnie marzenia o własnych krosnach. Ale ponieważ jestem osobą typu - "chce się napić piwa to zaczyna budować browar" ;-) , to nie dla mnie proste szukanie oryginalnych krosien, zakup ich itd. Pomijając nawet to że nie miałabym gdzie ich sensownie wstawić, to kwestia finansowa i logistyczna mnie tu przerasta. Tak więc rozpisałam sobie zupełnie odmienną ścieżkę. Punkt pierwszy czyli przędzenie już mam z grubsza opanowane. Punkt drugi - bardko i próbne krajki wrzucałam wcześniej na bloga i uznaję za całkiem proste do zrobienia. Kolejnym punktem była więc naturalnie rama tkacka - takie ustrojstwo z listewek, gwoździków na którym można tkać np. gobeliny. Punkt ten jest "in progress" :-) ponieważ udało mi się zebrać wreszcie materiały do wykonania. No bo stwierdziłam "że co ja nie poradzę sobie z młotkiem, wiertarką i jakimiś śrubkami?!" No to uzbrojona w książkę Pani Wery Tuszyńskiej o znamiennym tytule "Dywany i Kilimy", zabrałam się do roboty.

Lista rzeczy to: 8 śrub z nakrętkami do skręcenia ramy, 2 śruby do zamocowania podstawki, 20deko gwoździ 20-30mm z dużymi łebkami (kupiłam dokładnie o połowę za mało więc muszę dokupić), 7 listewek (4 na ramę i 3 na podstawkę), drewniany przymiar, wiertarka i wiertło do drewna, ołówek, młotek, jedyny słuszny klej wikol i ściski stolarskie.
Sprawa wydawała się prosta - wot wygonić dziecko i tatusia gdzieś w plener (spacery są zdrowe), wywiercić dziury na śruby, wymierzyć na górnej i dolnej listewce dwa rzędy gwoździków (ja zrobiłam co 1cm i dolny rząd przesunięty o 0,5cm względem górnego), powbijać gwoździe, skręcić śruby i gotowe.
Niestety natrafiłam na kilka problemów więc uwagi jak następuje:
1. Gwoździ jest potrzebne znacznie więcej niż nam się wydaje.
2. Wiercenie to pikuś w porównaniu z wbijaniem tych ośmiuset gwoździ.
3. Współczesne listewki w marketach typu DIY niestety są kiepskiej jakości - jedna z nich podczas wbijania gwoździ zaczęła się rozszczepiać. Na ten moment więc próbuję uratować sprawę za pomocą wikolu i ścisków, ale może trzeba będzie ją po prostu wymienić. Mam wrażenie że drewno jest po prostu złośliwe i próbowało mne odwieść od planów ;-) Co ciekawe drugiej listewce nic się nie stało więc chyba już wiem jakie  wybrać następnym razem. Poza tym robi mi się słabo na myśl o wbijaniu tych gwoździ ponownie :-/ a mam jeszcze dwa pozostałe rzędy
4. Rama wyszła mi 80x80cm i jest DUŻA. Ale z drugiej strony to uznałam że przecież nie muszę jej osnuwać całej jeśli to będzie niepotrzebne.

Ogólnie to z eksperymentu jestem w miarę zadowolona bo mam parę spostrzeżeń, które na pewno przydadzą mi się w kolejnych krokach na mojej ścieżce rekonstrukcyjnej. A jednym z kolejnych punktów na pewno będzie budowa prostego krosna pionowego z dwoma nicielnicami. Do tego na razie dosyć daleko, ale nigdzie mi się nie spieszy a całe planowanie sprawia dużo frajdy.
Co do mojej ramy to wrzucę zdjęcia i spostrzeżenia, jak już ją do końca poskręcam i osnuję. A potem planuję wykonać niewielki gobelin, o jakimś nieskomplikowanym wzorze by sprawdzić gdzie popełniłam błędy i czy to w ogóle się do czegoś nadaje.