Trolle udało się poskromić, ogłuszyć i zapędzić do łóżek ;-D , więc mam chwilkę czasu żeby zaległe posty wrzucić ;-D
Stąd wrzucam tylko informację i przykładowe zdjęcia sznurków i linek, które jak ktoś mi ostatnio uświadomił, również mogą być interesujące dla osób związanych z rekonstrukcją historyczną.
Preferuję dwie techniki - lucet i (jak ją sobie określam) "na pół". Znam jeszcze kilka innych ale w tych dwóch czuję się na tyle pewnie że mogę je zaoferować zainteresowanym.
Sznurki wykonuję albo z wełny ręcznie przędzionej, albo z kupnej podhalańskiej.
Standardowo można sobie zamówić barwienie naturalne lub chemiczne.
A tutaj dwie fotki poglądowe:
Powyżej technika "na pół" - sznurki na zdjęciu są używane i to dosyć długo (około trzech lat), i dlatego wyglądają na lekko sterane. O ich trwałości świadczy fakt, nie cackam się z nimi, bo dwa górne służą jako części uprzęży końskich (gryzący pot, deszcz, gnojówka, itd ;-)) , a ostatni jako odciąg mojej wiatki na wyprawach i obozach. Poza tym te konkretne sznurki są wykonane z resztek wełen (co mi tam akurat zostało i nie dało się wykorzystać inaczej to wrzucam w takie właśnie rzeczy, żeby nie leżało i się nie marnowało), ale oczywiście nie ma problemu by zrobić je jak należy z normalnego pełnowartościowego materiału :-)
A tutaj powyżej to sznurki z lucetki. Szary jest z wełny podhalańskiej "od górali" w kolorze naturalnym (nie jest barwiony), natomiast biały to próbny kawałek z grubego double przędzionego na "Gwidonie".
Zapraszam jeśli ktoś jest zainteresowany na priv lub email rosamar(at)wp.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sznurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sznurki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 kwietnia 2012
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Grunwald, Grunwald..
Ostatni post był jakieś eony temu.
Co nie znaczy że nic nie robiłam i się opierniczałam. Raczej wręcz ugrzęzłam w robocie szyjąc, krojąc, plotąc, zaginając i jeszcze wiele innych ąc-ów. Przyczyna prosta - Grunwald się zbliża! I gdy zdawszy sobie z tego sprawę zrobiłam remanent mojego dobytku to okazało się żę tu się siepie, tam ślimaczy a gdzie indziej w ogóle zaginęło, jednym słowem Sodoma i Gomora.
Jakby tego jeszcze było mało to w bezdennie głupim porywie szlachetności zobowiązałam się obszyć kumpla od A do Z na tę imprezę. A ponieważ wymagania w tym roku wyśrubowane no i jakbym fuszerkę odpaliła to bym chyba ze wstydu spłonęła, więc nie skończyło się na legginsach ala Robin Hood i koszuli, tylko na pełnym dublecie z nogawicami, dwóch koszulach, dwóch parach gaci, pasku, kaletce, eleganckiej wełnianej Robe i pierdylionie sznureczków do dubletu itp,itd. Przymus uplecenia owych sznureczków sprawił że odświeżyłam sobie znajomość z lucetką, a także jako osoba skąpa straszliwie stwierdziłam że czemu mam płacić za skuwki po 4 zeta za sztukę kiedy mogę sprobować zabawić się w tokarzo-zaginacza i samemu owe aquilettes skręcić. Jak pomyślałam tak zrobiłam i dzień następny poświęciłam na poszukiwanie materiału deficytowego do onych skuwek a mianowicie blachy mosiężnej. Przelazłszy pół Trójmiasta i ileś sklepów, wreszcie jakaś miła Pani skierowała mnie w bardzo niebezpieczne rejony (tuż obok Urzędu Skarbowego!) gdzie z narażeniem życia swojego i dziecia odnalazłam sklepik żywcem wyjęty z poprzedniej epoki, w którym przemiły starszy pan zaprezentował mi pełną gamę różnej grubości blach w przystępnej cenie! Tak więc rozpoczęła się moja przygoda z kombinerkami i już po iluś próbach i zaledwie z dwudziestu zepsutych kawałkach blaszki osiągnęłam pewien sukces - skuwki dają się robić i nawet jakoś wyglądają. Efekt moich bojów blaszano-kombinerkowych na zdjęciach. Tak się rozpasałam że łypię teraz oczkiem gdzie by tu można nabyć drogą kupna nity mosiężne i z blaszki porobić trochę fikuśnych ozdóbek do pasków ale to niestety musi trochę poczekać.
A na razie wracam do tego co mi jeszcze zostało do roboty czyli trzech brakujących par butów :-/
Co nie znaczy że nic nie robiłam i się opierniczałam. Raczej wręcz ugrzęzłam w robocie szyjąc, krojąc, plotąc, zaginając i jeszcze wiele innych ąc-ów. Przyczyna prosta - Grunwald się zbliża! I gdy zdawszy sobie z tego sprawę zrobiłam remanent mojego dobytku to okazało się żę tu się siepie, tam ślimaczy a gdzie indziej w ogóle zaginęło, jednym słowem Sodoma i Gomora.
Jakby tego jeszcze było mało to w bezdennie głupim porywie szlachetności zobowiązałam się obszyć kumpla od A do Z na tę imprezę. A ponieważ wymagania w tym roku wyśrubowane no i jakbym fuszerkę odpaliła to bym chyba ze wstydu spłonęła, więc nie skończyło się na legginsach ala Robin Hood i koszuli, tylko na pełnym dublecie z nogawicami, dwóch koszulach, dwóch parach gaci, pasku, kaletce, eleganckiej wełnianej Robe i pierdylionie sznureczków do dubletu itp,itd. Przymus uplecenia owych sznureczków sprawił że odświeżyłam sobie znajomość z lucetką, a także jako osoba skąpa straszliwie stwierdziłam że czemu mam płacić za skuwki po 4 zeta za sztukę kiedy mogę sprobować zabawić się w tokarzo-zaginacza i samemu owe aquilettes skręcić. Jak pomyślałam tak zrobiłam i dzień następny poświęciłam na poszukiwanie materiału deficytowego do onych skuwek a mianowicie blachy mosiężnej. Przelazłszy pół Trójmiasta i ileś sklepów, wreszcie jakaś miła Pani skierowała mnie w bardzo niebezpieczne rejony (tuż obok Urzędu Skarbowego!) gdzie z narażeniem życia swojego i dziecia odnalazłam sklepik żywcem wyjęty z poprzedniej epoki, w którym przemiły starszy pan zaprezentował mi pełną gamę różnej grubości blach w przystępnej cenie! Tak więc rozpoczęła się moja przygoda z kombinerkami i już po iluś próbach i zaledwie z dwudziestu zepsutych kawałkach blaszki osiągnęłam pewien sukces - skuwki dają się robić i nawet jakoś wyglądają. Efekt moich bojów blaszano-kombinerkowych na zdjęciach. Tak się rozpasałam że łypię teraz oczkiem gdzie by tu można nabyć drogą kupna nity mosiężne i z blaszki porobić trochę fikuśnych ozdóbek do pasków ale to niestety musi trochę poczekać.
A na razie wracam do tego co mi jeszcze zostało do roboty czyli trzech brakujących par butów :-/
Wrrrrr
Subskrybuj:
Posty (Atom)
