Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszenila. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszenila. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lipca 2012

Koszenila - wyniki eksperymentów

No to mam parę przemyśleń odnośnie barwienia koszenilą.
z lewej - koszenila barwiona w zwykłej wodzie
z prawej - w wodzie demineralizowanej
Dla wszystkich niedowiarków - tak to co na zdjęciu to jak najbardziej barwa naturalna ;-|
I tak mnie też zęby rozbolały od patrzenia (w realu jest jeszcze intensywniejsza niż mi wyszło na zdjęciu:-/ )

A odnośnie uzyskania tego cuda...
Po pierwsze - musi być wybitnie miękka woda, deszczówka, destylowana lub demineralizowana, bo inaczej kolory wychodzą blade jak ten po lewej na pierwszym zdjęciu. Na zwykłej zaprawie ałunowej i wodzie demineralizowanej z marketu wyszedł mi wsciekły i żarówiasty amarant, a na kranówie (identyczne ilości barwnika i wełny), wychodzi wyblakłe i nie łapie koloru. Pani Tuszyńska pisze że barwnik jest wrażliwy na żelazo i  faktycznie ma rację, choć nie spodziewałam się że mam aż tak zażelazioną kranówkę (nasza woda jest raczej dobra i miękka, farbuję na niej i piję prosto z kranu od lat, a jednak przy koszenili nie dała rady).

Po drugie - należy namoczyć trochę wczesniej. To znaczy procedura jest taka że mielimy robale, zalewamy wodą i odstawiamy na parę godzin. Barwnik robi się wtedy wydajniejszy i lepiej łapie.

Po trzecie - to bardzo wydajny barwnik. Wściekły amarant to około 120g czesanki, które zostało pofarbowane w 5 litrach wody demineralizowanej, 5g koszenili i po łyżeczce ałunu i kamienia winnego. Wełnę wkładałam suchą, ale podobno jak się wrzuci mokrą bejcowaną to jeszcze ciekawsze efekty wychodzą. Aha i dodam że wyszła z tego jeszcze jedna kąpiel - efekt nie aż tak gryzący w oczy, ale ciemniejszy niż na wodzie zwykłej.

Po czwarte - mam trochę pomysłów na mieszanie kolorów - koszenila dobrze zmielona to właściwie proszek, więc nie powinno być problemów z mieszaniem jej z innymi barwnikami.
Ciekawy wyszedł efekt z marzanną (drugi kłębek od lewej w górnym rzędzie) - prawdziwa czysta czerwień *niestety na zdjęciu tego nie widać zbyt dobrze). Następnym razem zamierzam się pobawić z fioletami :-)

paleta barw z marzanny i koszenili

Te mieszanki zresztą, to ciekawostka - po prostu miałam kilka bladych kłębków barwionych w koszenili, które z czystej ciekawości wrzuciłam do kąpieli z marzanną. Marzanna także daje piękne i czyste wybarwienia (ale bardziej pomarańczowe - dwie próbki w dolnym rzędzie po srodku), a w połaczeniu wyszły z tego różne fazy czerwieni (bladzizny po brzegach z prawej strony).

Z efektów jestem bardzo zadowolona. Nachodzi mnie też wybitna chętka żeby sobie sprawić jakiś ciuch farbowany na taki oczojebny kolor, tylko po to żeby móc się wykłócać na imprezach ;-D W koncu to natural, a zarówno koszenila jak i czerwce zawierają ten sam barwnik, więc efekty powinny być porównywalne ;-) No ale to temat na dłuższy post, który mam w planach jak tylko najdzie mnie wena.

Cały zestaw zamierzam sprząść, ale oczywiście zajmie mi to pewnie nieco czasu, jako że mam inne rzeczy w kolejce do warsztatu.
No i na razie zaczęłam wprowadzać w życie plan - zabieram się za barwienie tkanin :-D
I to nie zwykłych próbek a normalnych dużych płacht, z których zamierzam poszyć ciuchy.
Ponieważ potrzebne jest do tego miejsce i duży gar to poważniejsze próby zamierzam przeprowadzić dopiero na Stepach Pomorskich we wrześniu, ale jakieś wprawki na pewno porobię wczesniej. Jak coś wyjdzie to się pochwalę bo surowa tkanina  wełniana do farbowania już zamówiona :-D
Po głowie chodzi mi też pomysł żeby przygotować starym sposobem płachty lnu do barwienia - to znaczy wyłożyć je na jakiś czas na powietrze i deszcz, żeby wyblakły i zmiękły. Len takowy posiadam więc chyba spróbuję to przygotować wcześniej, zanim obudzę się że wrzesień tuż tuż :-/