No bo przyjrzyjcie się kilku obrazkom:
Na początek dwie pierwsze z brzegu Norymberskie Księgi Domowe:
Fajne te kapelutki no nie?
No to jeszcze Godzinki Księcia Du Berry - Decembre, patrzeć na czapkę pana w niebieskiej robe po prawej
I bezczelnie podwędzone ze strony Owki , Vox Clamantis, Johna Gowera
A także flamandzkie Godzinki NMP - pasterz w szarej czapeczce
I na koniec wykopalisko z XIVw znalezione w Bargerfehn - wzięłam z Hand-Felting in Europe and Asia, Ireny Turnau
Tego typu czapek jest mnóstwo w ikonografii, ciągle się przewijają tylko nikt jakoś nie zwrócił na nie uwagi.
A co je łączy?
Ano to że nie są "gładkie jak pupcia niemowlaka" tylko mają wierzch jakby z futerka.
Ktokolwiek widział taką rekonstrukcję na żywo na jakiejś naszej imprezie? No ja nie widziałam.
A szkoda bo wygląda bajerancko ;D
Uzyskuje się to przez wyczesanie wierzchu gotowej filcowej czapeczki. Podobnie robi się "runo" na tzw. tkaninach drapanych.
Ta czapka jest wyczesana bardzo szczodrze, to moja pierwsza tego typu robota więc paru błędów się nie ustrzegłam, ale ogólnie jest nieźle.
Wełna to wrzosówka, ręcznie obrabiana od runa potnego.
I teraz trza by się zastanowić dlaczego w polskim ryry ten rodzaj wykończenia jest tak niepopularny? A właściwie nie istnieje? Bo ja się jeszcze nie spotkałam z włochatą czapeczką na imprezach. A z częstotliwości występowania i w znaleziskach i ikonografii to ewidentnie widać iż było to dosyć popularne. Nawet na tak w sumie schematycznych rysunkach jak przedstawienia filczarzy w hausbuchach wyraźnie widać że praktycznie wszystkie czapy są wyczesane.
Może wynika to z tego co między innymi pisze Irena Turnau - filce były robione z gorszych jakościowo wełen, a na pewno nie z najcenniejszej czesanki jak my to dziś mamy w zwyczaju. Taka czesanka była zarezerwowana raczej do przędzenia i tkactwa, a do filcowania używano jedynie gorszych sortów. I taka wełna prymitywna, zawierała sporo włosów ościstych, które tworzą najefektowniejszy element "futerka". Często stosowane przez dzisiejszych filczarzy, czesanki z merynosów (czyli wełen całkowicie puchowych) sprawia że efekt wyczesania, nie jest zbyt ładny (próbowałam). I strasznie się sypią :/, włosy są po prostu za słabe.
Za wyczesaniem przemawia także aspekt praktyczny - prawdopodobnie deszcz będzie spływał z tak wyczesanych czapeczek jak po przysłowiowej kaczce :) Bo te włoski tworzą rewelacyjną warstwę ochronną.
Zaznaczam, że nie zaprzeczam istnieniu także gładkich czapek, raczej oba rodzaje egzystowały sobie jednocześnie. Ale w naszej rekonstrukcji jest ewidentny deficyt włochatości ;)
Konkluzja jest taka, że jeśli ktoś ma ochotę zostać pionierem i wyfasować sobie bajerancką i lansiarską ;) futrzaną czapeczkę to zapraszam ;D Idealne zwłaszcza dla odtwarzających niższe warstwy społeczne, gdyż raczej trzeba użyć prymitywnej wełny z pewną ilością włosów ościstych.










