czwartek, 23 czerwca 2016

Projekt Manuba - technikalia


Podsumowanie techniczne projektu dla GDD 2016

Ponieważ zwykle wychodzą mi rozwlekłe elaboraty, to tym razem postaram się w miarę krótko i w punktach opisać swoje odkrycia i doświadczenia.
 Post raczej z tych zaawansowanych, w których mam zwyczaj lansować się ;) specjalistycznym słownictwem i możliwie dużą ilością hermetycznych technikaliów ;) Ale żeby było uczciwie to postaram się wszystkie niejasności podlinkować do odpowiednich filmików lub fotek obrazujących o co chodzi :P

no to lecimy





1. sprzęt -
Absolutną podstawą przy tego typu działalności, to dobry i kompletny sprzęt. Ot choćby glupia rzecz - zestaw strun do nicielnic. Chciałabym tutaj podziękować najserdeczniej Alicji, która zlitowała sie nad ciołkiem i podzieliła swoim zapasem strun nicielnicowych Texsolv. Dla mniej zorientientowanych to są to poliestrowe struny z oczkiem, które w bezpośrednim starciu całkowicie zwyciężyły z ręcznie robionymi bawełnianymi, lnianymi i czortwiejakimi. Te drugie do tej pory okupowały moje krosno, ale po wymianie już widzę, że raczej zagryzę zęby i ogłoszę rodzinie obligatoryjną dietę, niż do nich wrócę. Texsolv są nietanie (jak zresztą każdy inny sprzęt tkacki), ale jest to jakość która się opłaca. Wszystko jest równiótkie, nic się nie przesuwa, nie plącze, nie rozplątuje, nie ryra. Ot bardzo dobre narzędzie, które niezwykle uprzyjemnia i ułatwia pracę.

Kolejnym niedocenionym przeze mnie wczesniej gadżetem jest rozpinacz do tkanin. Kto zajmuje sie tym pieknym rzemiosłem, ten zdaje sobie sprawę, jak upierdliwe w pracy jest  wrobienie, oraz nierówne brzegi. Rozpinacz, po krotkim zapoznaniu i przyzwyczajeniu się do niego, bardzo szybko pozwala opanować oba problemy. Wprawdzie wrobienie jakieś tam zrobi się prawie zawsze, ale znacznie łatwiej je opanować a i ładne brzegi wychodzą jakoś bezproblemowo :) Mnie uratował tyłek i pewną wyjątkowo krnąbrną lnianą osnowę, o której będzie w kolejnym punkcie.

Nastepne odkrycie, jest bardziej prozaiczne. To ciężarki. W sumie drobiazg, ale bardzo się przydają do "floating selvedges"  a także do dociążania osnowy, która nam się ponaciągała lub owiesiła (pierniczony len ;)) Moje, widoczne na zdjęciu, przyjechały do mnie wraz z maszyną dziewiarską, są więc z innej bajki, ale sprawdzają się znakomicie, mają haczyki i różne wagi, więc jestem w stanie łatwo dopasować, zahaczyć i poprawić. Bardzo przydatne drobiazgi.

Kolejne odkrycie czyli regan, omówię dokladniej w punkcie "techniki" poniżej :)
Ciekawe urządzenie, z którym do tej pory byłam na bakier, całkiem niesłusznie. 

Ostatnia sprawa typowo sprzętowa, to dobre cewki do czółenka. To problem, którego na razie nie udało mi się rozwiązać, bo po prostu nigdzie w Polsce nie ma cewek o wymaganych przeze mnie parametrach. No po prostu nie ma i tyle, więc na razie nadal korzystam z tego co mam (rurki plastikowe dokrojone na wymiar czółenka), ale zbieram się w sobie by zamówić choć kilka porządnych cewek w ktorymś z zagranicznych sklepów internetowych. Ma to sens o tyle, że blokujące się w czółenku cewki bardzo spowalniają pracę, zaburzają rytm, psują powtarzalność tkania i potrafią wrednie naciągnąć brzeg. A to psuje cały efekt, trzeba się zatrzymać, dłubać w czółenku by zwolnić cewkę, poprawić ułożenie nici, no po prostu gehenna. Jak się zdarzy raz można przeżyć, ale nie gdy ciągle się powtarza, a my próbujemy pracować rytmicznie i w tempie.

2. przędza -

Len - no cóż mogę powiedzieć. Ja osobiście len bardzo lubię, nawet jeśli wiekszości ludzi kojarzy się z workiem na kartofle, w cudnym i twarzowym kolorze brudnej szmaty kuchennej. Mimo to lubię go, kiedy już jest gotowy i można go wyprać, wyługować, wymaglować, wtedy robi się przyjemny, miękki, lejący, uwielbiam wtedy  jego dotyk na skórze.
Ale pracować z nim to już niekoniecznie.
Gwoli wyjaśnienia - osnowa na której pracowałam w tym projekcie, było to ponad 450 nitek pojedynczego lnu o grubości 170tex. Prosto z fabryki, jak dla przemysłu ;|
POJEDYNCZEGO.
To oznacza, że była to faktycznie jedna nitka, całkowicie i absolutnie nieelastyczna. Sznurek ma więcej elastyczności, w końcu w większości przypadków jest skręcony z wielu nitek. Poza tym przyznam z pewnym wstydem, była to największa osnowa, jaką robiłam w życiu. Miała prawie 7m długości i 80 EDCM (80 nitek na 10cm szerokości tkaniny). Na to wszystko to mój Elfik jest niewielkim, filigranowym krosnem, dedykowanym raczej do robienia szalików, niż pełnowymiarowych tkanin. A już na pewno nie lnianych, gdyż len ze względu na swoje specyficzne własciwości (sztywność, nieelastyczność, gigantyczny współczynnik zaplątliwości i węzełkowatości ;)) wymaga najlepiej sporego i stabilnego krosna z ciężkim bidłem i mocno działającym systemem odciągania nicielnic. Kto próbował, ten wie o czym mówię. W dużym skrócie to len nie dosyć że się straszliwie plącze, to wymaga dużej siły docisku przy dobijaniu wątku, oraz dodatkowo, gdy nieopacznie naciągniemy jakąś pojedynczą nitkę osnowy (np. zahaczając ją czółenkiem) to nie wróci ona do stanu naprężęnia, tylko będzie nam sterczeć i plątać się niczym wyrzut sumienia dopóki jej jakoś sztucznie nie naciągniemy, podwiążemy czy coś w tym stylu.
Jedyny plus tego tkania, był taki, że osnowa lniana jest bardzo mocna i wytrzymała. Nie miałam w ogóle problemu pękających nitek, ot może jedna czy dwie mi odskoczyły podczas tych metrów tkania. To naprawdę niewiele, jak na pojedyncze nici, ktore w dodatku nie były klejone.
Ale co się naszarpałam to moje, po użeraniu się z krnąbrnym lnem, przesiadka na bawełnę tkacką Bockens, była niczym zmiana malucha na ferrari ;)
Ja nie żartuję.
Podczas wszystkich etapów pracy z tym materiałem, od przygotowania osnowy, poprzez osnuwanie, aż do samego tkania,  nachodziła mnie jedna refleksja - jesteśmy trzecim światem, gdyż sam widok ceny tej przędzy odstrasza. A prawda jest taka, że własnie od niej (lub jej odpowiednika)  powinna zaczynać swoją przygodę początkująca tkaczka. Przy czym kiedy zrobiłam sobie kalkulację kosztów szarpania się i nerwów przy nauce na przędzach "dziewiarskich" lub "allegrowych", a także i podliczyłam ich cenę, to wyszło mi że całkiem warto jednak zaryzykować i poświęcić dutki na zakup dobrej jakości nici. Jest tak, ponieważ przędza ta jest mocna, gładka, idealnie wybacza większość błędów, łatwo się napina, jest idealnie elastyczna, dzięki czemu z jednej strony NIE ciągnie się jak guma do majtek, a z drugiej lekkie zahaczenie nie powoduje efektu sznurka (jak w przypadku lnu). Do tego jest bardzo wydajna i ma mnóstwo pięknych kolorów.
Ideał, ale w naszych warunkach finansowych wąż w kieszeni syczy i przewraca oczyma ;)
W każdym bądź razie polecam, po latach pracy z krosnem dowiedziałam się jak wiele moich błędów i nerwów wynikało z użerania się z uciążliwym materiałem i złośliwością przedmiotów martwych.

3. Techniki -

Ostatni punkt "technikaliów" jest chyba oczywisty :)

Zacznijmy od początku, czyli od przygotowania osnowy. Tutaj wiele się nie zmieniło, nadal nie dorobiłam sie młyna  używam niewielkiej ramki. 
Jedyne co zastosowałam przy tak wielonitkowych osnowach, to technika dzielenia i zamiast jednej dużej, przygotowuję kilka identycznych mniejszych. Przy zakładaniu na krosno,  nie robi to właściwie różnicy, natomiast pozwala lepiej zapanować na liczeniem nitek, oraz takie mniejsze osnowy nie dają na ramce takich silnych naprężeń i nie wyrywają kołków z osad. Łatwiej zapanować nad równym napięciem i nici nie owieszają się pod własnym ciężarem.
Ogólnie same plusy,  co nie zmnienia tego iż znacznie praktyczniejszym  rozwiązaniem byłby młyn. Tylko gdzie go wstawić? ;|

Druga w kolejności jest już technika samego osnuwania.
Sprawa tutaj sprowadza się do dyskusji o wyższości płochy nad reganem i vice versa ;)
 Do tej pory stosowałam wersję z płochą jako separatorem, regan mnie przerażał jakoś.
Ale przemogłam się i muszę powiedzieć że jednak więcej plusów ma osnuwanie z reganem. Po pierwsze trwa krócej. Nie trzeba dzielić nitek i przewlekać ich przez płochę tylko po to żeby je potem wyjąć, jedynie już na etapie przygotowania osnowy zakłada się dodatkowy sznureczkowy  łańcuszek, który służy z jednej strony do liczenia, a z drugiej do separowania kolejnych kompletów nitek  na regan i tyle.
Oprócz tego mam wrażenie że samo nawijanie szło mi znacznie szybciej i sprawniej z reganem niż płochą, ale tu muszę jeszcze się upewnić przy pracy z innymi materiałami niż bawełna :) Ale szło mi bardzo gładko, nic się nie plątało i nie naciągało. Na pewno do regana jeszcze wrócę i postaram się dojść do wprawy w posługiwaniu się nim i ogłaszam Czerwiec miesiącem regana ;)

Kolejną techniką, która sprawdziła mi się zwłaszcza przy pracy z upierdliwym lnem, jest użycie luźnych "floating selvedges" czyli nitek brzegowych . Do tej pory zwykle nawijałam je na tylny wał, ale powodowało to sporo problemów gdy pojawiało się wrobienie bo zbytnie obciążenie brzegów sprawiało że lubiły się przecierać. No cóż, użycie tych nitek w wersji luźnej, a jedynie obciążonych sprawiło, że problem się skończył. Takie brzegówki są znacznie bardziej odporne na wszelkie przeciążenia i przecieranie się. To kolejna technika, która uratowała mi tyłek przy pracy na lnianej osnowie, gdyby nie to to na bank wyhodowałabym sobie wrzody na żołądku ;)
Do obciążania nitek brzegowych użyłam wymienionych powyżej ciężarków od maszyny dziewiarskiej.
To dobre rozwiązanie i na pewno będę je stosować w przyszłości.





Obecnie dzięki jednolitym strunom, znacznie lepiej udało mi się wyregulować ustawienie nicielnic. Dzięki rozpinaczowi nie martwię się tak o brzydkie brzegi, a praca na porządnej bawełnianej osnowie stała sie czystą przyjemnością.
Projekt się skończył, ale doświadczenie i nowe odkrycia pozostają. Bardzo się cieszę, że miałam okazję w tym uczestniczyć, bo bardzo dużo się nauczyłam i rozwinęłam.
Teraz czas na refleksję i przemyślenie pewnych spraw.

A także na decyzję co dalej i w którą stronę pójść.

Ale na szczęście najpierw wakacje, chwila oddechu 


 





 

2 komentarze:

  1. No faktycznie technicznie. Aż wstyd się przyznać ile linków musiałam odwiedzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam przesadzasz :)
      Ty po prostu masz inną specjalizację, ja tabliczek chyba po prostu nie jestem w stanie się nauczyć, to dla mnie czarna magia, a ty cuda na nich robisz :)

      Usuń