poniedziałek, 17 sierpnia 2015

"Pani a po ile ma pani tą wełnę?!"

Z tym pytaniem spotykam się od dłuższego czasu i po raz kolejny ręce mi opadają.
Bo do pytających (a czasem są to ponoć całkiem poważni zleceniodawcy) w ogóle nie dociera iż to samo przykładowe 100g włóczki może kosztować równie dobrze peelenów 20, jak i 200.
Dlaczego?
No cóż postanowilam wreszcie z grubsza wyłożyć problem z wyceną jak chłop krowie na rowie.
No dobra, to lecimy, zaznaczam tylko że kompletnie pominęłam tu kwestię podatków, vatów sratów itp. Zakładamy że pracujemy na umowę o dzieło i do finalnej kwoty trzeba jeszcze doliczyć jakieś 20% dla fiskusa. Ale w tym momencie nie jest to aż tak ważne.

Więc na co się składa nasz produkt finalny  czyli ręcznie przędziona włóczka?





No na pewno składa się z wełny (materialnie przeważnie w 100% ;) )
Albo z innych włókien, może być to len, jedwab, konopie, różne mieszanki.
Generalnie wsiorodno, tyle że różne surowce będą miały różną cenę. No bo inaczej koszty materiału policzymy w przypadku najtańszej polskiej czesanki, która u producenta wychodzi z wysyłką około 50zł/kg niebarwionej lub z 65/kg kolorowanej, a inaczej jakieś cuda niewidy typu BFL, moher z jedwabiem, alpaka czy len. Możliwości jest naprawdę sporo, jesli ktoś ma fantazję i kasę to bez problemu znajdzie co tylko dusza zapragnie.
Ale dla przykładu weźmy sobie jedną z jakichś przyjemnych, nie najtańszych, ale też i nie najdroższych opcji. Ot choćby śliczny szetland moorit ze sklepu e-wełenki
Kosztuje bez wysyłki do nas 16zł/100g
Czyli mamy już pierwszy koszt.

Teraz przechodzimy do meritum, czyli dupogodzin ;)

Dla ułatwienia założę tutaj że średnia szybkość przędzenia takiej statystycznej prządki, dysponującej kołowrotkiem nożnym, to ca nitki 100m/h
To spore uproszczenie, sporo zależy tu od indywidualnych umiejętności i doświadczenia, ale także klasy sprzętu, jakości surowca, no  i na koniec od techniki przędzenia.
Są i prządki które spokojnie wyciągają znacznie więcej, ale jak mówiłam upraszczamy, czytające to dziewczyny z branży ;) proszę sobie wstawić własne czasy, kiedyś robiłysmy na fejsbuku Akcję Średniej Prządkowej i w tabelce widac jak duży rozstrzał jest pomiędzy różnymi osobami. Cała akcja miała kilka założeń, chodziło o ustalenie indywidualnych wydajności - w skrócie siadasz na równo 1 GODZINĘ i przedziesz optymalnym spokojnym tempem, co do ktorego masz pewność że byłabyś je w stanie utrzymać przez czas nieco dłuższy. Po owej dupogodzinie, przestajesz i zdejmujesz ze szpulki oraz mierzysz i jesli uczciwie pedałowałaś bez przyspieszania na siłę, to wychodzi Ci wyjściowa wydajność pi razy drzwi jaką, możesz realnie osiągnąć :)  I to jest podstawa twojej wyceny :)
Bo cały problem z przeliczaniem  tej pracy  na monety, jest iż nie ma tu większego znaczenia waga danej włóczki (to sobie łatwo możemy wyliczyć z ceny surowca) tylko jej DŁUGOŚĆ. No bo jest tak, mamy te mityczne 100g i chcemy je sprząść. Przędziemy, przędziemy i wychodzi nam że w 100g mamy 100m singla. No super myślimy, koszt tego motka wyjdzie nam jakieś 16zł za surowiec plus np. 10zł za tę godzinę roboty (te 10zł to minimalna płaca w naszym kraju, ale oczywiście możecie sobie tutaj wstawić co tam wam pasuje ( jak ktoś prowadzi działalność gospodarczą to musiałby tu chyba policzyć formalny koszt pracy godziny swojego warsztatu, no nie?),  czyli w sumie 26zł/100g :)
Jest ok?
No nie bardzo, bo 100m singla na 100g to włóczka grubości cumy holowniczej ;)
Czyli bardzo gruba.
I zwykle kiepskiej jakości bo grube single już tak  mają :/ 
Pomijam, też że na sweter z tej włóczki potrzebowalibyśmy jakieś 700g czyli lekko licząc 7x26=182zł

Jeśli chcemy mieć włóczkę ładną i cienką to niestety musimy prząść dłużej.
Czyli na przykład licząc 200m nici zdublowanej, musimy siedzieć 4 godziny plus około 1,5-2h na skręcanie i przewijanie tego te wymagane kilka razy. Dublowanie wbrew pozorom też sporo trwa, policzyłysmy kiedyś że obróbka i dublowanie to około 1/3 czasu potrzebnego na samo przędzenie. Dodatkowo proszę pamiętać iż dublowanie SKRACA nam długość finalnej nici równo o POłOWĘ!
 Czyli motek wychodzi nam ca 46zł za robociznę plus koszty materiału 16zł = 62zł
Zabolało?
Pamiętajmy, że to tylko nasze 100g wełenki z szetlanda i to w metrażu takim se średnim. Nieco nawet mniejszym niż popularne komercyjne włóczki o grubości "sport" uważanej za średnio grubą!
Jak chcemy zrobić sobie włóczkę o grubości fingering, lub jeszcze cieńszą lace na jakąś piekną zwiewną chustę,  to musimy liczyć nawet kilkadziesiąt dupogodzin na te 100g! 
I teraz meritum - jako jednak nieco wyspecjalizowany rzemieslnik, to naprawdę chciałabym dostawać za swoją pracę nieco więcej niż te minimalne 10zł/dupogodzinę. Ale nawet ta minimalna potrafi mi z miejsca wypłoszyć ewentualnych zleceniodawców, bo kto niby zapłaci mi 120-150zł za 100g motek wełny? Pomijam tu koszty zakupu sprzętu, który tani nie jest, wręcz przeciwnie, oraz ogólny risercz który trzeba było z bólem przeprowadzić.
Dlatego też twierdzę, że wszyscy którzy narzekają na wysoką cenę ręcznie przędzionych włóczek powinni zająć sie tym samemu. Czyli najpierw wywalić całkiem konkretną kasę na kołowrotek, a potem poświęcić te liczne dupogodziny na wpatrywanie się w nitkę, która znika we wlocie i zapełnia szpulkę tempem mocno ślimaczym i zdecydowanie niezadowalającym ;)
A po odsiedzeniu tejże panszczyzny będę mogła z czystym sumieniem dyskutować z taką osobą, o tym czy nadal  tak nisko ceni sobie tak mój jak i  swój własny czas życia, że chciałoby się jej charytatywnie siedzieć dniami i tygodniami by zadowolić malkontenta.
Bo mnie się nie chce.

PS: oczywiście jesli ktoś mi uczciwie zapłaci za robotę to przyjmę ją bez szemrania. Ale jest pewne minimum poniżej którego nie zejdę, wolę ten czas poświęcić by pokręcić dla siebie. Albo pójść na kasę do Biedry, gdzie lepiej mi zapłacą i to bez specjalnych umiejętności rzemieślniczych oraz inwestycji własnych ;P

PSII: Tych malkontentów, których mój wywód nie przekonał, zapraszam na zagraniczne portale na których można takie wełenki kupić. I zapewniam was, że niełatwo będzie znaleźć lepszą ofertę niż moja symulacja :P

3 komentarze:

  1. No i sedno, jeszcze gdybyś dodała przerabianie surowego runa do stanu użyteczności to koszt wzrasta niebotycznie. Dzięki za podsumowanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym poście poruszyłam kwestię czesanek fabrycznych :)
      A o błamach, battach, przebieraniu brudnego runa, roladkach i niekomercyjnych topach wyciaganych przez diz to właśnie piszę, bo też jest dla mnie niepojęte że "kliecni" uważają że takie ręcznie przebierane, sortowane i czesane powinny być tańsze niż komercyjne, mielone setkami kilogramów przez wielką maszynę ;| "Bo to przecie chałupnictwo, a chałupnictwo jest tanie, no nie?"

      Usuń
  2. Obawiam się, że w naszym kraju jeszcze dłuuugo będzie tak, jak opisałaś powyżej, niestety. Zalew taniej chińszczyzny, powszechnie dostępne włókna sztuczne, lęk przed wyróżnieniem się na ulicy oryginalnym dodatkiem - to wszystko w moim pojęciu generuje klimat niesprzyjajacy rzemieślnikom. A ja własnie za rzemieślnika, w takim średniowieczno-cechowym ujęciu - chcialabym być uważana. za kogoś, kto zna się na swym fachu i czyni go bez partactwa. Godziwie :)

    OdpowiedzUsuń