piątek, 3 stycznia 2014

Świniarkowe szaleństwo cz.1

Po pierwsze spóźnione życzenia noworoczne - oby 2014 nie był gorszy od poprzednika 

  A dalej już normalnie  :D

Tuż przed świętami zostałam dosłownie zarzucona wełną.
Głownie wełną owcy świniarki, która przybyła  w przerażającej ilości 24kg
Oczywiście po przesortowaniu została mi mniej więcej połowa (no odrobinkę więcej), ale nadal jest to dużo.
Świniarka jest bardzo mało znaną i najwyraźniej niedocenianą rasą. A także dosyć rzadką, zdobycie jej runa graniczy z niemożliwością. Ale mnie udało się dokonać niemożliwego i runo nie dosyć że zakupiłam, to jeszcze część kolportowałam dalej, w imię popularyzacji tej ciekawej rasy. Dodam tylko że jest to rasa prymitywna, ale ze względu na jasną  barwę wełny świetnie nadaje się do farbowania :) czyli jest alternatywą dla szarych wrzosówek. 
Jeśli ktoś byłby zainteresowany wyrobami z  tej kolekcjonerskiej owieczki to zapraszam!

Zdjęcie podlinkowane ze strony  http://www.bioroznorodnosc.izoo.krakow.pl/node/27 


A tak wyglądało sortowanie:



Kilka słów o wełnie - świniarka jest rasą prymitywną, co oznacza że jej wełna zawiera pewną ilość włosów ościstych. Ile tych włosów jest to już zależy od konkretnego osobnika - w mojej dostawie trafiły się zarówno ładne owieczki, które miały piękne miękkie runo z niewielką ilością "igieł", jak i włosienica z którą nie bardzo właściwie wiadomo co zrobić. Jacyś chętni  na poumartwianie się?! ;)

Jednak z drugiej strony zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona -  nawet te sztywniejsze  kosmyki są całkiem  miękkie   i lejące w dotyku.  Jakościowo, są znacznie lepsze niż "drutopodobna"  wełna z góralskich cakli, z którymi ją porównywałam (a którą z pewnością  kojarzycie z "góralskich skarpet"). Oczywiście ostateczny pogląd będę mogła sobie wyrobić dopiero po przerobieniu tej wełenki na przędzę i filc  :)  Ale zapowiada się nieźle.


Po lewej  widać kosmyk z takiej  "prymitywniejszej  owieczki", po prawej z nieco "lepszej  jakościowo". Te sztywne włosy ościste to tzw. KEMP. Zwykle występują głównie od zaplecza owcy ;) ale  osobnik, którego miałam w paczce miał praktycznie całe runo  tego typu. Oczywiście runa zostały posortowane i te sztywne części pooddzielałam.



Najcenniejsze do przerobu  są kawałki takie jak po prawej stronie. Mają mało włosów ościstych, i są dosyć długie - mają po około 20cm długości. To całkiem sporo, a  dodatkowo takich ładnych kawałków udało mi się przebrać wystarczająco dużo, by pobawić się w próbę przygotowania prawdziwej nitki osnowowej - czyli czesanej na grzebieniach z wyselekcjonowanych  partii runa :) Jest to możliwe tylko dlatego że dostałam runa w całości i można było je podzielić w oparciu o historyczne metody. Opis eksperymentu na pewno pokażę w osobnej notce, podobnie jak próby  filcowania i wygląd gotowej przedzy  :)
I  niniejszym zamierzam docelowo wprowadzić runo z świniarek do mojej stałej oferty, w imię zwiększania poziomu historyczności ;D Już niedługo  część wełenki pojedzie do gręplarni i zamierzam zastąpić  nią wełnę z czarnogłówki, jako bardziej historyczną.

A na razie to tyle i zabieram się za przerób

17 komentarzy:

  1. Chylę czoła przed zdobywalnością niezdobywalnego!
    A swoją drogą: gdybyż oni tak czesali swoje łowiecki przed strzyżeniem jak przed pokazem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo nie?!
      Na szczęście z takiej ilości kg to z łatwością wybrałam naprawdę śliczne kawałki. I nie musiałam płakać nad każdym syfem do wywalenia bo ładnego było dużo :) Jak masz 1 kilo to strasznie boli każdy pruszek, ale jak masz 20 to jedziesz i się specjalnie nie zastanawiasz ;|
      Prześlij mi swój adresik to dostaniesz ładną paczuszkę z prezentem noworocznym :D

      Usuń
  2. Alicjo - ja takoż za Finextrą się chylę!!!!
    Włos anielsko jasny, będzie fajnie kolory łapać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barwienie jeszcze przede mną :)
      Planuję to wraz z wrażeniami z filcowania, przędzenia i tkania umieścić w części drugiej :D
      Ale kolorek jest bardzo ładny, lekko kremowy, ale bez tej upierdliwej merynosowej żółci.

      Usuń
  3. Lady Altay. Dlaczego świniarka lepsza niż wrzosówka? Czy barwisz te wełny naturalnymi barwnikami? Czy świniarki mało jest w Polsce? Widziałam ją , nie w naturze, bo Polagrę w Poznaniu trudno nazwać naturą. To zdjęcie, mam wrażenie, też zrobione na Polagrze. Pozdrawiam serdecznie w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      Może trochę źle się wyraziłam - świniarka jest nie tyle "lepsza" niż wrzosówka co z punktu widzenia rekonstruktora historycznego cenniejsza. I tylko pod tym względem, gdyż podobnie jak wrzosówka jest to owca prymitywna, ze sporą zawartością włosów ościstych w runie i dla dzisiejszego przemysłu raczej niewiele warta :) Jej przewaga na wrzosówką jest taka iż ma jasno-kremową barwę co stawia ją historycznie nieco wyżej - jej runo można było barwić na różne kolory. Bo to co my współcześni wyobrażamy sobie jako owce, niekoniecznie miało się identycznie w średniowieczu. Na ten przykład nie było praktycznie dostępnych dobrej jakości wełen z jasnych owiec cienkorunnych (np.merynosy które bodaj dopiero około XVIII wieku zdołano wywieźć półwyspu Iberyjskiego w celach hodowlanych) a znakomita większość pogłowia była wszystkich kolorów tylko nie biała. Stąd białe owce były znacznie cenniejsze i droższe niż powszechne szare, wrzosówkopodobne i caklopodobne. Kolorowe owce znalazły się w mniejszości dopiero po wybuchu rewolucji przemysłowej i od tego czasu można mówić o widoku "białych chmurek" na pastwisku :) Tak więc z mojego punktu widzenia, świniarka jest dobrą alternatywą dla rekonstruktora, który chciałby np. zamówić sobie czapkę z poprawnej historycznie owcy (bo mu się standardowy merynos z antypodów przejadł i chce pójść o krok dalej w swojej historyczności), ale odtwarza nieco zamożniejszą postać niż chłop, żebrak, cebulak czy inny człowiek z warstw biedniejszych. Odtwarzając np. żołnierza lub mieszczanina może sobie wybrać świniarkę (bo na importowanego merynosa mogłoby go już nie stać), a dodatkowo może podkreślić swój status kupując czapkę barwioną na żywe kolory a nie szarą jak pospólstwo :) Oczywiście barwię naturalnie, świniarkę mam za krótko więc jeszcze nie miałam okazji jej wrzucać do kotła, ale przy najbliższym farbowaniu przygotuję próbkę :)
      A zdobyć ją trudno, uwierz mi. Ja wiem że teoretycznie istnieją stada tej rasy, ale po pierwsze jest ich znacznie mniej niż np. wrzosówek a dodatkowo ich runo po strzyży jest najczęściej traktowane jako odpad. I nierzadko ląduje w piecu, bo nie ma co z nim zrobić. Zresztą jest to generalny problem ras "nieprzemysłowych" trzeba je strzyc, ale potem nie ma co zrobić z runem bo nikt tego nie odbiera. Dodatkowo nikt o to runo siłą rzeczy nie dba i odpad jest taki że się chce płakać. A i hodowcy bardzo niechętnie podchodzą do takich świrów jak ja i niespecjalnie chce im się dodatkową robotę robić - czyli upierdliwe pakowanie i wysyłka runa pocztą czy kurierem. Zresztą przy cenach jakie mogą za runo dostać to ja się za bardzo nie dziwię :/ A na razie prowadzę swoją własną małą kampanię w tej sprawie i na wiosnę zamierzam trochę więcej takich ciekawostek pościągać :) Miejsca mam już z grubsza nagrane więc będzie ciekawie :D
      Najlepszego!

      Usuń
    2. A skąd bierzesz namiary na hodowców? Z tego co kojarzę, na świniarkę są dopłaty za rasę zachowawczą, to pewnie Instytut Zootechniki w Krakowie zna wszystkich hodowców. A owce obsługiwał tam jakiś całkiem sympatyczny gość.

      Usuń
    3. To jakie owce były w Anglii w XII wieku? Też nie białe? Moją ulubioną lekturą od paru lat jest seria "Brother Cadfael".Średniowieczny kryminały, ale napisane z wielką pieczołowitością jeżeli chodzi o warunki historyczne, życie codzienne itp. Owce przewijają się tam dość częśto.

      Usuń
    4. Anglia to akurat zupełnie inna bajka, do początków świetności hiszpańskiego merynosa (końcówka średniowiecza) Anglia dzierżyła niekwestionowany prymat w kwestii szlachetnych ras owiec i wysokogatunkowej wełny.

      A Polska była, i wtedy, i długo potem, jeśli chodzi o rozwój ras owiec, w głębokiej d.... - za nami w zasadzie już tylko Skandynawia, gdzie klimat w ogóle nie pozwalał na hodowlę ras szlachetnych.

      Warto dodać, że w bardziej peryferyjnych częściach Wysp Brytyjskich długo jeszcze hodowano i owce kolorowe o runie mieszanym.

      PS: A jak Kroniki Cadfaela uwielbiam, tak ostrożna byłabym z traktowaniem ich jako źródła historycznego (kłania się np. bukłak gorzały. W XII w!).
      W każdym razie zanim Anglia zaczęła rządzić morzami, rządziła owcami - to fakt!

      Usuń
  4. Hodowców zwykle znajduję albo w necie, albo prowadzę sobie przyjemną korespondencję z różnymi zakładami doświadczalnymi, między innymi z kierownikiem stada zachowawczego, który mi powyższą wełnę sprzedał :) a także z Krakowem właśnie :) Niestety na 90% wysłanych emaili nigdy nie otrzymałam odpowiedzi, więc hołubię te z trudem wypracowane kontakty, które mają ochotę ze mną pogadać ;) Się zobaczy co z tego wyjdzie na wiosnę :)
    A co do kronik Bracisza Cadfaela, to oczywiście kojarzę, choć czytałam to jakieś wieki temu w czasach młodości (uwielbienie dla fantastyki i tego typu historical fiction pozostało mi do dziś :D)). Ale chyba wrócę do tej historii bo wtedy jeszcze nie zajmowałam się rekonstrukcją i takie smaczki z życia codziennego na bank mi pouciekały. I jak se odświeżę to będę mogła powiedzieć coś na temat czy autor zrobił dobry "risercz" czy pisze bzdury ;| Ale rozrywka o ile dobrze pamiętam przy czytaniu była fajna więc nie bądźmy fundamentalistami ;)
    Co do ras owiec na wyspach brytyjskich to podstawą jest tu krótki artykuł M.Rydera: http://www.design-technology.info/sheep-medieval.pdf
    Wrzucam a co se będę szczędzić :D Jest tam dosyć dobrze porozpisywane co i jak :D
    Natomiast według mojej wiedzy, brak niestety takiej syntezy dla naszych terenów, ale najlepszą w tej kwestii robotę robi Owka, i ja nie będę tu powtarzać jej, rewelacyjnie zresztą przybliżających te kwestie artykułów, tylko podlinkowuję i zapraszam do czytania :D
    http://uowki.blogspot.com/2013/06/owca-owcy-nierowna.html
    http://uowki.blogspot.com/2013/04/wpusc-byka-do-internetu.html
    http://uowki.blogspot.com/2013/09/polska-owca-ale-jaka.html
    http://uowki.blogspot.com/2013/06/kolor-naturalny-czyli.html

    To powyżej to tylko wycinek - jak kogoś interesuje to ciekawych artykułów jest znacznie więcej :) i można sobie samemu przelecieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki braciszkowi Cadfaelowi założyłam sobie zielnik.:-)
      Dzieki za tę masę informacji. Postaram się przeczytać.

      Usuń
  5. Generalnie to w hodowli owiec i jakości włókna z nich uzyskanego, chodzi głównie o klimat. Największym producentem, najlepszego jakościowo włókna jest w tym momencie bardzo gorąca Australia. Klimat tam panujący (a także mądrzy hodowcy, którzy od dawna prowadzili hodowle w wąskiej specjalizacji produkcji wełny) sprawia, że pojedynczy włos standardowo osiąga grubość 18 lub 16mc a ponoć zdarzają się i sztuki dochodzące do 11mc. Ta sama owca przywieziona do nas do Polski, po pierwszym odroście prawdopodobnie dojdzie do standardowego 30mc. W Hiszpanii i na wyspach Brytyjskich, tak jak powiedziała Owka, klimat pozwala osiągnąć od mniej więcej 20mc w górę. Ale to dotyczy owiec w typie cienkorunnym, merynosowym lub nie. W przypadku owiec prymitywnych grubość włosów puchowych potrafi podobno i u nas osiągać te mityczne 16mc. Tyle że w runie owiec prymitywnych jest tyle innych frakcji, że trzeba by to ręcznie niczym przysłowiowy groch z popiołu, przebierać. Co to za robota można sobie łatwo wyobrazić. A w wyrównanym runie owiec cienkorunnych czy długowełnistych tego problemu nie ma. Inna sprawa, że ta wełna w średniowieczu często była w ten sposób sortowana i dlatego można było nawet z prymitywów osiągać całkiem przyzwoite i niegryzące wyroby. Ale tutaj jak zwykle zderzamy się ze szklanym sufitem - nie jesteśmy ludźmi średniowiecza, którzy mają czas i możliwość siedzenia dwa miesiące w roku i wybierania włosek po włosku frakcji rdzeniowej z puchu. Tak samo jak nie mamy tego czasu by siedzieć i rok prząść na wrzecionie len na jedną koszulę :) Jak ktoś mi za to da pensję to ja chętnie, ale to raczej wątpliwy scenariusz. Tak więc jak skończę to co teraz mam na krosnach, to wrzucam przygotowaną już próbną osnowę z ręcznie przędzionej w tłuszczu wrzosówki :) I pewnie i świniarka się załapie jako wątek. I to będzie kolejny mały i niepełny kroczek - bo włosy ościste nie są wybrane. Ale jak powiedziałam, im dalej idziemy, tym bardziej dostrzegamy nasze własne ograniczenia :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Lady Altay; przędzonej w tłuszczu, dlaczego??? Dla ścisłości tkania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, tkaninę po zdjęciu z krosien i tak się pierze, więc lanolina i tłuszczopot się spierają :)
      Jest to sprawa techniczna, po prostu nici osnowy tkackiej są podczas pracy na krośnie poddane dużym obciążeniom i lubią pękać. Sposobów na wzmocnienie nici jest kilka - używanie dwojonej przędzy, klejenie osnowy lub właśnie praca na tłustej przędzy. Dwojenie nici na tkaniny ubraniowe jest niehistoryczne, klejenie osnowy za pomocą klejonek skrobiowych już bardziej, ale to dodatkowa robota i też niepewna. Więc okazuje się że najbardziej pierwotnym i łopatologicznym sposobem, jest zostawienie naturalnego poślizgu i kleju jakim są tłuszczopot i lanolina. Lanolina skleja lekko nici osnowy i daje poślizg, dzięki któremu nić nie przeciera się po prostu. A gotową tkaninę bez problemu można już z tych śmierdzących dodatków wyprać (lub nie jeśli chcemy uzyskać dodatkowy efekt wodoodporności). W późniejszym średniowieczu i przerobie w wyspecjalizowanych warsztatach, osnowy wełniane także były natłuszczane, ale ze względu na nieco inne właściwości przerabianej w nich szlachetniejszej wełny, nie zostawiano natłustek naturalnych lecz używano np. masła lub oliwy :) Mnie osobiście najbardziej jednak interesi kwestia wyrabiania tkanin i przędz na własne potrzeby przez przeciętnego chłopa, a i runo na którym pracuję jest prymitywne więc eksperymenty na "brudnym" uważam za naturalną kolej rzeczy :) Dodam tylko, że cały czas eksperymentuję z wełną maszynową, która jest klejona klejonką skrobiową już fabrycznie i próba z tłuszczem też będzie dla mnie nowością :) Zobaczymy jak pójdzie :D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Tak mnie olśniłą że w "Odysei" oliwa kapała z krosien podczas tkania. :-)

      Usuń
    4. Tylko oni używali raczej krosien pionowych, na których nie ma tyle naprężeń co na poziomych :) Ale może faktycznie oliwa jako impregnat, albo po prostu opis w obrazowy sposób pokazujący jak ściśle i mistrzowsko utkane były te tkaniny? Nie wiem w sumie, w antyku nie orientuję się prawie w ogóle :/ Chyba czas zacząć się dokształcać ;)

      Usuń