środa, 13 listopada 2013

Wełna z czarnogłówki

Pozazdrościłam Owce i Finextrze i tym wpisem  chciałabym zainaugurować własny, niewielki cykl poświęcony różnym gatunkom wełny :D Siłą rzeczy będę się skupiać na rasach, które są bezpośrednio dostępne w Polsce (tutaj hodowane lub rodzime), ale raczej z punktu widzenia potencjalnego użytkownika. Bo może kiedyś się komuś przyda :) a i mnie łatwiej będzie do tego wrócić niż do kapownika, który ciągle mi ginie i nigdy nie ma go pod ręką gdy jest  potrzebny ;|

Na początek więc leci to co akurat mam na warsztacie, czyli wełenka z mięsnej owcy czarnogłówki. Tak, mnie ta "mięsność" też nieco zdziwiła i lekko odstręczyła, ale ku mojemu zdziwieniu zakup okazał się strzałem w dziesiątkę.

Sama wełenka, wygląda tak:




FILCOWANIE:
Wełenkę kupiłam bezpośrednio w gręplarni, jest zgręplowana warstwowo - czyli w błamie. Przy okazji, mogę z czystym sumieniem polecić gręplarnię, w której ją zakupiłam.
Poszukiwałam po prostu produktu zastępczego, gdyż mój dotychczasowy dostawca, przestał wełnę o interesujących mnie parametrach produkować i znalazłam się w czarnej dupie, że nie będę miała z czego robić ;). Wcześniej moją bazową wełną, była czesanka z polskich owiec, prawdopodobnie miejscowych merynosów lub ich krzyżówek, ale przestawienie się nie było tak bolesne jak się obawiałam. Moje obawy dotyczyły głównie kwestii filcowania, bo wełna z czarnogłówki jest wełną krzyżówkową. To znaczy, że teoretycznie powinna się filcować znacznie gorzej niż wełny puchowe (merynosowe), choć minimalnie lepiej niż z ras długowełnistych (vide owca pomorska która zostawiła mi traumę, chyba na całe życie;))
Czarnogłówka, muszę powiedzieć, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wprawdzie łapie ciężej niż moje poprzednie wełny, ale bez problemu daje się formować. Wyroby są sztywniejsze, bardziej trzymają się "w kupie" co zresztą widać na poniższym zdjęciu. Te rogi są naprawdę obszerne i mimo to spokojnie wytrzymają obciążenie welonem :)
Oczywiście nie przekonam do swojego zdania wielbicieli australijskich merynosów, dla których wełna grubsza niż 24mc to włosienica, ale może przyda się osobom, które poszukują nieco sztywniejszego materiału na torby lub kapelusze :)
Ostrzegam także, że potrzeba tutaj nieco ostrzejszego traktowania - czyli wskazana roletka i nie żałować siły. Plus za to ze znacznie mniej się gluci na łączeniach i bez problemu można wszystko  wyrównać w trakcie pracy. A jak już złapie to trzyma :D

Baza do czepca rogatego

PRZĘDZENIE:
 To co nie ma znaczenia, lub ma marginalne przy filcowaniu, może w dużej mierze pokrzyżować plany przędzalnicze.
Ale i tutaj czarnogłówka sprawia się dobrze.
 Trafiła mi się bardzo ładna wyrównana partia, bardzo niewiele włosów typowo rdzeniowych, choć całość jest dosyć sztywna i zwarta. Nie daje się zbyt łatwo ugnieść i nie zbija się w gluty. Jest ładnie zgręplowana, ma bardzo mało "krócizn", ale nieco więcej zanieczyszczeń roślinnych.
Przędzie się rewelacyjnie. Jestem zaledwie po dwu próbkach, ale już mogę powiedzieć, że jest dobra do nauki. Podczas przędzenia, nie mam wrażenia jakbym próbowała łapać kisiel, a które zawsze mnie prześladuje przy cieńszych merynosach i dodatkowo bardzo ładnie wygładza nierówności na nitce a także świetnie się wyciąga z "chmurki".
Poza tym produkt końcowy, czyli przędza nie gryzie aż tak bardzo, jakby się wydawało że powinna, po badaniu "na macanego". Faktycznie jest dosyć szorstka i sztywna, ale brak włosów rdzeniowych sprawia, że nie ma się uczucia "igieł" na skórze. Ja w ogóle jestem gruboskórna i noszenie nawet kłujących wełen nie sprawia mi problemu, ale i delikatniejsza koleżanka potwierdziła, że jest nieźle. Dla wrażliwszych spokojnie nada się na skarpety czy tego typu rzeczy :) 

Czarnogłówka, podwójna nić do naalbindingu. Copyright by Morgiana :)



BARWIENIE:
I na koniec ostatni eksperyment - farbowanie :D
Nie mogłam sobie odmówić próby barwienia więc gdy zostało mi trochę kąpieli  z marzanny to wrzuciłam całkiem ładny kawałek - 180g. Stąd kolorek wyszedł pastelowy, nie szkodzi, też mi się podoba i przyda, a nie o konkretny kolor mi chodziło, lecz o sprawdzenie jak wełna w błamie zniesie gotowanie, mieszanie i tego typu atrakcje. A opinie w necie, iż błamy w ogóle źle znoszą te rzeczy, nie napawały mnie szczególnym optymizmem. I tutaj zostalam pozytywnie zaskoczona. Czarnogłówka zniosła  kąpiel barwierską znacznie lepiej niż moje wcześniejsze czesanki. Nie zbiła się w ogóle, po odcieknięciu miałam wrażenie że spuchła i wróciła do stanu sprzed operacji. Zbitek ani glutów nie zanotowałam. A gotowałam ją dosyć uczciwie, szturchałam i mieszałam w trakcie, uznawszy iż wiedza wymaga ofiar ;) Tych ostatnich nie stwierdzono, błamik na razie zwinęłam i schowałam do czasu aż będę miała się kiedy zabrać za jego sprzędzenie.
Tak wygląda:

Błam z czarnogłówki, barwiony w marzannie barwierskiej, w trzeciej kąpieli


Pozostaje zrobić próbę z farbami chemicznymi w piekarniku albo garze pod przykryciem, ale na razie nie miałam na to czasu. Ale przychodzi mi do głowy, że z takiego błamiku ufarbowanego w multikolor całkiem fajnie może się prząść :) Zwłaszcza jak nie będzie glutów. Ale to się zobaczy jak będę miała chwilę żeby eksperyment przeprowadzić :)



Podsumowując - jak dla mnie fajna wełna, da się sfilcować w formy trójwymiarowe, przędzie się bez większych problemów, nie gryzie jak wściekła :D
Patrząc z rekonstrukcyjnego punktu widzenia -  substytut przyzwoitej jakości surowca. Niestety jest to rasa raczej nowa i ze specyficznym rodzajem runa, ale na razie nic ciekawszego w jasnym kolorze i nadającego się do barwienia nie znalazłam. Jeśli uda mi się coś bardziej poprawnego zdobyć w sensownych ilościach i cenie, to pewnie zamienię. A na razie traktuję ją jako podstawowy surowiec, tym bardziej że jest przyjemna w pracy :)
Malkontentów ;) informuję, iż jestem w trakcie załatwiania kilku innych fajnych i bardziej poprawnych rodzajów wełenek, ale to niestety jest w naszym kraju problematyczne, zajmuje straszliwie dużo czasu a efekt jest niepewny.
Jak coś fajnego uda mi się zlokalizować to z pewnością opiszę w niniejszym cyklu :)

A na deser zdjęcie naszyjnika :D
Pożyczyłam ekspozytor i ta fotka od razu wygląda inaczej, nawet przy całej niedoskonałości mojego warsztatu...





5 komentarzy:

  1. Czyli następne Wrzosówka i Świniarka :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie skorzystam z usług polecanej gręplarni. Worek z wełną świeci pustkami, a w zimie wrzeciono to mój najlepszy przyjaciel :)
    Ładnie poproszę o kontakt do wspomnianego przybytku.
    Czy trzeba duże ilości zamówić jednorazowo?
    Pozdrawiam,
    Iliann (altamyira[at]wp.pl)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. witam, czy mogłaby Pani podać namiary gręplarni? Jakie są koszta? Pozdrawiam serdecznie! gusia608@wp.pl

    OdpowiedzUsuń