niedziela, 6 marca 2016

Chiengora - nowofundland :)

Wbrew pozorom nie jest to żart :)
Jakoś po prostu się utarło, że "wełnę" uzyskaną z PSA nazywa się chiengorą :D
Słówko to bawi mnie nieodmiennie, a ponieważ większość rozmówców  zwykle jest nieźle zdziwiona, iż z szczekaczy można uzyskać coś tak abstrakcyjnego jak włóczka, to często traktuję to jako żart i nawet zaczęłam nazywać niufki mojej mamy, swoimi owieczkami :)





Takie owieczki oczywiście "nieco" różnią się od standardowych, więc i ich wełna jest inna. Różnica zaczyna się na etapie pozyskiwania, bo psy są raczej wyczesywane niż strzyżone. Sprawia to że pomimo iż w ich futrze znajdują się wszystkie rodzaje włosów, w tym grube, sztywne i kłujące ości, to podczas wyczesywania łatwo jest odseparować podszerstek. Oczywiście nieco ości też się zwykle trafi, ale jednak znakomitą wiekszością wełny, którą dostałam, był króciutki puch.
Tak krótkie kłaczki raczej nie nadają się do przędzenia gładkich i zwartych nici, wręcz  się prosi by wykorzystać je do stworzenia puchatych i napompowanych przędz.
Z tych powodów, wybrałam technikę woollen, gdyż daje ona idealną włóczkę do dziergania ciepłych wyrobów na drutach :) Moja Mam zamierza się lansować w swetrze z tej wełny i strasznie ciekawa jestem jak wyjdzie.
Dodam tylko, że obecnie Niufki są dwa, a bernardynka widoczna na zdjęciu jest także stworem wełnodajnym i jej kłaczki są następne w kolejności do przerobu. Jednak   wykorzystuję je raczej na skarpety, ze względu na to że są bardziej szorstkie i sztywniejsze.
Ciekawostką jest też, że używanie psiej wełny ma dosyć długą historię, gdyż jest ona niezwykle łatwa do pozyskania niejako przy okazji, a do tego niesamowicie ciepła. Szczególnie popularne było to wśród ludów Syberii, które wyczesywały swoje ciepło okutane północne psy i robiły sobie z nich właśnie skarpety i rekawiczki.
Obecnie w Polsce nie jestem też bynajmniej prekursorką, wiele prządek już próbowało, lub regularnie przerabia swoje chiengory na włóczkę :)


Ja kłaków przed przędzeniem nie prałam, gdyż trochę obawiałam się je sfilcować, a ponieważ były ładnie napuszone, to tylko przeczesałam je na greplarce i potem zwijałam w ciasne roladki i wyciągałam nitkę ze środka :) 


Jedynym  minusem tego było to, że te drobne i lekkie kłaczki fruwały mi wszędzie wokoło, a w dodatku "pachniały" mokrym psem. Dobre dwa dni po skończeniu tej roboty nie mogłam się pozbyć tego zapachu z rąk.
No cóż, hobby wymaga poświęceń ;)



Z czarnego psa, wyszła czekoladowa włóczka :D



 Włóczkę wyprałam dopiero po zdublowaniu. To co z niej wypłynęło zrobiło wrażenie nawet na mnie, weterance syfiastych run ;) Na szczęście potem już było tylko lepiej, płyn Wirek zrobił swoje i po psim smrodku nie pozostało nawet wspomnienie :) A sama włóczka bardzo ładnie się napuszyła.
Ciekawostką jest tutaj także specyfika sierści Nowofundlandów, które są w dużej mierze psami wodnymi :) Do wody włażą bardzo chętnie, ale niezwykle szybko po takiej kapieli schną. Wystarczy że przebiegną się na wietrze i już nie widać że były mokre. Do tego ich sierść nie dopuszcza praktycznie wilgoci do samej skóry. Włóczkę w motkach po praniu dosłownie parę razy strzepnęłam i wymłóciłam i większość wody spłynęła jak po kaczce, pozostała tylko lekka wilgoć :) Ciekawa jestem bardzo jak będzie się ta cecha sprawować w przypadku udziergów, ale jestem pełna nadziei :)



 Tutaj próbka zrobiona na drutach 6mm :)
Bardzo ładnie kryje nawet takie duże oczka




Mam nadzieję że na powyższym zdjęciu widać jaki na wierzchu zrobił się puszek. Moja Mam stwierdziła że przypomina moher, zarówno na wygląd jak i w dotyku. I ten meszek bardzo ładnie wypełnia wszelkie "dziury" w dzianinie.

Z jednego psa tej rasy udało mi się uzyskać około 400g już gotowej włóczki po praniu,  ale  jest to za mało na sweter. Więc Mama  już wyczesuje oba niufki by po okresie linienia uzbierać kolejną partię :) A tymczasem zabrałam jeden motek i zrobię sobie z niego skarpety i od razy wypróbuję legendarną wytrzymałość i grzanie psiej sierści :)

5 komentarzy:

  1. Wełenka wygląda super. Ciekawa jestem jak będą się sprawować wyroby z niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano wygląda super :) Wszyscy którym pokazuję myślą że to moher
      A jak to się może sprawować to ładnie widać w artykule który trochę natchnął mnie do tej brudnej roboty ;) https://www.thedodo.com/these-people-are-wearing-sweat-453318420.html Polecam sobie do obejrzenia bo robi wrażenie :D

      Usuń
  2. Nie wiedziałam, że psiego futra można otrzymać wełnę. Pracy pewnie sporo przy tym :) I jaka piękna, puszysta wyszła :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny artykuł. Mam samoyeda i jak już podrośnie będę chciała wykorzystać jego sierść do robienia skarpet i sweterków :) póki co, muszę poćwiczyć robienie na drutach :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z samoyeda koleżanki robiły i ponoć super wyszło :) Sama nie macałam, ale chwaliły. A tutaj oprócz robienia na drutach, to i umiejętnośc przędzenia się przyda :) Ale jakby był z tym problem to polecam kontakt na facebooku do Leny Kaczmarek - ona robi takie rzeczy regularnie dla różnych hodowców jako usługę i bardzo ładnie jej to wychodzi :) Powodzenia!

      Usuń